fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Dąbrowska: Widmo szybszych wyborów krąży w PiS

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Partia rządząca po aferze KNF i wyborach samorządowych łapie zadyszkę. Notowania wyborcze są wciąż jeszcze dobre, ale jak długo to potrwa?

W maju odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a na jesieni do Sejmu i Senatu. A gdyby je połączyć?

Do tej pory frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego była najniższa ze wszystkich rodzajów głosowania i wynosiła od 20 do 25 procent. Być może w nadchodzącym głosowaniu, dzięki rozhuśtanym emocjom partyjnym będzie trochę wyższa - o 5 czy 7 procent, tak jak skoczyła w wyborach samorządowych.
To źle wróży partii rządzącej, zważywszy, że w wyborach europejskich głosują przede wszystkim mieszkańcy miast i to przede wszystkim dużych, a PiS i tak w wyborach do PE wypada średnio nieco gorzej niż w parlamentarnych. Słaby wynik PiS w tym rozdaniu wydaje się gwarantowany. Ale przewidywania parlamentarne są dużo bardziej optymistyczne dla obozu rządzącego...

Czytaj także:

PO składa wniosek o powołanie komisji śledczej ds. KNF. Mazurek: Nie poprzemy

Sokal powołany do KNF bez wymaganej Konstytucją zgody premiera

Taką właśnie analizę, wzbogacona o obawy wynikające z II tury ostatnich wyborów usłyszeć można z ust niektórych polityków PiS. Piotr Zaremba opisał nawet w Dzienniku-Gazecie Prawnej, wymianę zdań, która miała się odbyć podczas piątkowej narady przy Nowogrodzkiej. Z propozycją szybszych wyborów miał wystąpić Joachim Brudziński, a zgasił podobno taki pomysł sam prezes Jarosław Kaczyński. I choć Brudziński natychmiast to zdementował, wcześniejsze wybory stały się jednym z głównych tematów w politycznych kuluarach. Tym bardziej, że zyski i straty w „żywych wyborcach” - jak mówi się półgębkiem - ktoś już PiS-owi bardzo dokładnie policzył.

Wywołuje to - oczywiście - cały szereg pytań. Po pierwsze: czy PiS to by się opłacało, gdyby głosowano do PE oraz Sejmu i Senatu tego samego dnia? Argumentem na tak, jest możliwość zmobilizowania elektoratu, który do tej pory na wybory europejskie nie chodził. To przecież w głównej mierze wyborcy prawicowi. Pamiętać jednak trzeba, że głosowanie nie mogłoby się odbywać w tej samej sali i być prowadzone przez tę samą komisję. Nie ma też gwarancji, kto ostatecznie do takich podwójnych wyborów pójdzie: czyj elektorat i z jakim nastawieniem.

Niektórzy podnoszą też argument, że gdyby wybory połączyć, kampania nabrałaby charakteru europejskiego - bardziej, niż stałoby się to, gdyby do parlamentu krajowego głosować jesienią. A to nie przyniesie raczej głosów PiS.

Poza tym, uprzedzony do skracania kadencji jest - jak mówi się w PiS - prezes Kaczyński. Wtedy, w 2007 roku, ów manewr zaowocował utratą władzy na rzecz PO. Czy PiS przetrwałby w tamtym układzie, gdyby nie podjęcie ryzyka przyspieszonych wyborów? Nie wiadomo, ale mógłby na pewno dłużej korzystać z owoców sprawowania władzy.

Przy obecnych propozycjach, tym razem kadencja byłaby krótsza najwyżej o ok. 5 miesięcy, więc owoce do zagospodarowania przez władzę byłyby znacznie skromniejsze niż ponad 10 lat temu. Pokusa jest więc poważna. Ale często ucieczki do przodu okazują się skokiem w otchłań.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA