Reklama

Dąbrowska: Widmo szybszych wyborów krąży w PiS

Partia rządząca po aferze KNF i wyborach samorządowych łapie zadyszkę. Notowania wyborcze są wciąż jeszcze dobre, ale jak długo to potrwa?

Aktualizacja: 21.11.2018 05:09 Publikacja: 20.11.2018 14:59

Dąbrowska: Widmo szybszych wyborów krąży w PiS

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

W maju odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a na jesieni do Sejmu i Senatu. A gdyby je połączyć?

Do tej pory frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego była najniższa ze wszystkich rodzajów głosowania i wynosiła od 20 do 25 procent. Być może w nadchodzącym głosowaniu, dzięki rozhuśtanym emocjom partyjnym będzie trochę wyższa - o 5 czy 7 procent, tak jak skoczyła w wyborach samorządowych.
To źle wróży partii rządzącej, zważywszy, że w wyborach europejskich głosują przede wszystkim mieszkańcy miast i to przede wszystkim dużych, a PiS i tak w wyborach do PE wypada średnio nieco gorzej niż w parlamentarnych. Słaby wynik PiS w tym rozdaniu wydaje się gwarantowany. Ale przewidywania parlamentarne są dużo bardziej optymistyczne dla obozu rządzącego...

Czytaj także:

PO składa wniosek o powołanie komisji śledczej ds. KNF. Mazurek: Nie poprzemy

Sokal powołany do KNF bez wymaganej Konstytucją zgody premiera

Reklama
Reklama

Taką właśnie analizę, wzbogacona o obawy wynikające z II tury ostatnich wyborów usłyszeć można z ust niektórych polityków PiS. Piotr Zaremba opisał nawet w Dzienniku-Gazecie Prawnej, wymianę zdań, która miała się odbyć podczas piątkowej narady przy Nowogrodzkiej. Z propozycją szybszych wyborów miał wystąpić Joachim Brudziński, a zgasił podobno taki pomysł sam prezes Jarosław Kaczyński. I choć Brudziński natychmiast to zdementował, wcześniejsze wybory stały się jednym z głównych tematów w politycznych kuluarach. Tym bardziej, że zyski i straty w „żywych wyborcach” - jak mówi się półgębkiem - ktoś już PiS-owi bardzo dokładnie policzył.

Wywołuje to - oczywiście - cały szereg pytań. Po pierwsze: czy PiS to by się opłacało, gdyby głosowano do PE oraz Sejmu i Senatu tego samego dnia? Argumentem na tak, jest możliwość zmobilizowania elektoratu, który do tej pory na wybory europejskie nie chodził. To przecież w głównej mierze wyborcy prawicowi. Pamiętać jednak trzeba, że głosowanie nie mogłoby się odbywać w tej samej sali i być prowadzone przez tę samą komisję. Nie ma też gwarancji, kto ostatecznie do takich podwójnych wyborów pójdzie: czyj elektorat i z jakim nastawieniem.

Niektórzy podnoszą też argument, że gdyby wybory połączyć, kampania nabrałaby charakteru europejskiego - bardziej, niż stałoby się to, gdyby do parlamentu krajowego głosować jesienią. A to nie przyniesie raczej głosów PiS.

Poza tym, uprzedzony do skracania kadencji jest - jak mówi się w PiS - prezes Kaczyński. Wtedy, w 2007 roku, ów manewr zaowocował utratą władzy na rzecz PO. Czy PiS przetrwałby w tamtym układzie, gdyby nie podjęcie ryzyka przyspieszonych wyborów? Nie wiadomo, ale mógłby na pewno dłużej korzystać z owoców sprawowania władzy.

Przy obecnych propozycjach, tym razem kadencja byłaby krótsza najwyżej o ok. 5 miesięcy, więc owoce do zagospodarowania przez władzę byłyby znacznie skromniejsze niż ponad 10 lat temu. Pokusa jest więc poważna. Ale często ucieczki do przodu okazują się skokiem w otchłań.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Były wiceminister z PiS szokuje: „Polska finansuje terroryzm”
Polityka
Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Ryszard Petru ujawnił wyniki
Polityka
Donald Tusk odpowiada na deklarację Jarosława Kaczyńskiego. „Bez Brauna? Nie ma szans”
Polityka
Czy Donald Trump weźmie Grenlandię siłą? Były wiceszef MSZ ma wątpliwości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama