W miniony wtorek w porcie w stolicy Libanu doszło do pożaru, a następnie do wybuchu 2 750 ton saletry amonowej, przechowywanej w magazynie od ponad sześciu lat. W wyniku ogromnej eksplozji zniszczony został port i jego okolice. Ok. 300 tys. osób zostało pozbawionych dachu nad głową. Zginęły co najmniej 163 osoby, a ponad 6 tys. zostało rannych.

Czytaj także: Wybuch w Bejrucie stworzył 43-metrowy krater

Mieszkańcy ogarniętego kryzysem gospodarczym Libanu wyszli na ulice, zarzucając władzom korupcję i niezdolność do kierowania krajem, a także odpowiedzialność za tragedię z 4 sierpnia.

- Dziś postępujemy zgodnie z wolą narodu, żądającego pociągnięcia do odpowiedzialności winnych tragedii i prawdziwej zmiany - powiedział premier Hassan Diab, ogłaszając dymisję swego gabinetu, utworzonego w styczniu.

Agencja Reutera zauważa, że decyzja Diaba pogłębia kryzys polityczny w Libanie i może utrudnić rozmowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym w sprawie planu pomocowego. Rozpoczęte w maju rozmowy zostały wstrzymane z uwagi m.in. na brak reform.

Prezydent Libanu Michel Aoun przyjął rezygnację rządu i zwrócił się do premiera o kierowanie sprawami kraju do czasu powołania nowego gabinetu.

Po wybuchu w porcie rząd Diaba był wzywany do ustąpienia. W niedzielę i poniedziałek do dymisji podało się kilku ministrów. W sobotę premier przekonywał, że niezbędne są przyspieszone wybory parlamentarne.