Edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym – podało kilka dni temu Ministerstwo Edukacji Narodowej. Z jednym wyjątkiem – tzw. komponent dotyczący zdrowia seksualnego będzie nieobowiązkowy. A dziecko będzie brało udział w takich zajęciach za zgodą rodziców. Właśnie się rozstrzyga, czy będzie to jedna czy dwie lekcje w roku.   

Foto: Tomasz Sitarski

– Edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa już od ubiegłego roku – wtedy, kiedy wprowadzaliśmy ten przedmiot. To nie tylko moje zdanie, ale także Barbary Nowackiej i Katarzyny Lubnauer. Ale niektórzy koalicjanci, a mam na myśli PSL, nie dali się do tego przekonać. W ubiegłym roku była jednak wokół tego przedmiotu polityczna burza, więc ministra Nowacka podjęła decyzję o tym, by był to przedmiot fakultatywny – mówi „Rzeczpospolitej” w podcaście „Szkoła na nowo” Paulina Piechna-Więckiewicz, wiceministra edukacji z ramienia Lewicy. – Postanowiliśmy, że przez rok będziemy się przyglądać, jak ten przedmiot działa, jaki jest jego odbiór społeczny. I na tej podstawie teraz ministra Nowacka podjęła taką właśnie decyzję – dodaje polityczka.

Swoją decyzję o zmianie wagi nowego przedmiotu ministra edukacji Barbara Nowacka ogłosiła z tygodniowym opóźnieniem (miała zapaść do końca marca z uwagi na konieczną organizację roku szkolnego). Dlaczego? – Ministra Nowacka do ostatniej chwili walczyła o ten przedmiot, bo część koalicjantów nie chciała zgodzić się na to, by był on obligatoryjny – mówi „Rzeczpospolitej” osoba z otoczenia ministry znająca kulisy sprawy.

Teraz będzie trudniej wprowadzić ten przedmiot jako obowiązkowy. Rok temu pewnie szybciej wszyscy by przeszli z tym do porządku dziennego. 

Maciej Ratułowski, burmistrz Czarnego Dunajca

Co drugi Polak za edukacją zdrowotną w zapowiadanym kształcie

Sprawa edukacji zdrowotnej w szkole dzieli nie tylko polityków, ale też Polaków. Jak wynika z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej” 50,1 proc. ankietowanych uważa, że zaproponowane rozwiązanie jest dobre. Przeciwnego zdania jest 42,3 proc. respondentów. Zdania w tej sprawie nie ma 7,6 proc. biorących udział w badaniu.

Przeważają oceny skrajne. Aż 28,5 proc. respondentów oceniło decyzję ministry zdecydowanie źle, co jest najwyższym odsetkiem wskazań w tym sondażu. Ale z drugiej strony niemal tyle samo, bo 27,8 proc. badanych oceniło ten pomysł jako zdecydowanie dobry.

Dotychczasowej podstawie programowej edukacji zdrowotnej przyjrzy się zespół ekspertów i będzie miał za zadanie okrojenie jej z zagadnień z zakresu zdrowia seksualnego.

W dobiegającym końca roku szkolnym na nieobowiązkową teraz edukację zdrowotną zapisany został co trzeci uczeń. Szczególnie mało popularne są te zajęcia na Podhalu. – Mamy w naszej gminie 16 szkół, na edukację zdrowotną zapisane jest zaledwie 50 dzieci. Połowa z nich chodzi do szkoły w Czarnym Dunajcu – mówi Marcin Ratułowski, burmistrz Czarnego Dunajca. Dlaczego wypisywano z tego przedmiotu dzieci? Urzędnik mówi o dwóch powodach – po pierwsze z uwagi na nadmierne obciążenie nauką z innych przedmiotów, a po drugie z obawy przed „indoktrynacją”. Edukacja w Polsce stała się sprawą polityczną i oto efekt – mówi Ratułowski, dodając że spodziewa się w sierpniu fali protestów przeciwko edukacji zdrowotnej – choć pewnie większe będą w Warszawie niż na Podhalu. – Teraz będzie trudniej wprowadzić ten przedmiot jako obowiązkowy. Rok temu pewnie szybciej wszyscy by przeszli z tym do porządku dziennego.

Czytaj więcej

Spór o edukację zdrowotną wraca. MEN tnie program, emocje nie opadają

Kto popiera nowe rozwiązania? Za rodzice i osoby starsze

Sondaż pokazuje, że 78 proc. popierających obóz rządzący i 27 proc. zwolenników opozycji (PiS, obie Konfederacje, Partia Razem). Można zauważyć także spory odsetek zwolenników nowego przedmiotu w grupie 70+, za obowiązkową edukacją zdrowotną jest 48 proc. respondentów z tej grupy wiekowej.

Patrząc na deklaracje dotyczące poglądów politycznych, to wśród osób o lewicowych poglądach z rozwiązania, które będzie obowiązywało od nowego roku szkolnego zadowolonych jest 76 proc. respondentów, niezadowolony – co piąty. Przy czym trzeba podkreślić, że lewicowi wyborcy chcieliby, aby cała edukacja – łącznie ze zdrowiem seksualnym – była przedmiotem obligatoryjnym.

Na pewno już wiemy, że będzie to przedmiot oceniany, a ocena roczna będzie liczyć się do średniej

Paulina Piechna-WIęckiewicz, wiceministra edukacji narodowej

W przypadku osób o poglądach centrowych obecną decyzję Barbary Nowackiej popiera 62 proc. badanych, przeciwnych jest 37 proc. Natomiast jeśli chodzi o osoby o poglądach prawicowych za jest 22 proc. ankietowanych, a przeciwnych – 65 proc. W tej grupie respondentów znaczący jest odsetek tych, którzy w tej sprawie nie mają zdania. To aż 13 proc. badanych.   

Pomysł podoba się także rodzicom. Wśród tych, którzy pobierają świadczenie na jedno dziecko za jest co drugi ankietowany i tyle samo przeciwko. Nieco inaczej wygląda już sprawa osób, które pobierają świadczenie na co najmniej dwoje dzieci – wśród nich 68 proc. jest za nowym rozwiązaniem.    

 

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Diabeł jednak tkwi w szczegółach – wciąż nie wiadomo, jakie rzeczywiście treści będzie obejmował ten przedmiot. Z zapowiedzi resortu wynika, że obowiązkowe będą takie działy jak: bezpieczeństwo, higiena cyfrowa, odżywianie, profilaktyka uzależnień, zdrowie psychiczne, fizyczne i społeczne oraz pierwsza pomoc. A dotychczasowej podstawie programowej edukacji zdrowotnej przyjrzy się zespół ekspertów i będzie miał za zadanie okrojenie jej z zagadnień z zakresu zdrowia seksualnego.

W ministerstwie powstał zespół, który ma przyjrzeć się obecnej podstawie programowej i te treści, które dotyczą zdrowia seksualnego przesunąć do części nieobowiązkowej. Jego szefem został prof. Zbigniew Izdebski, pedagog i seksuolog – on także odpowiadał w ubiegłym roku za stworzenie podstaw programowych dla całego przedmiotu. Poza nim w zespole będą pracować: Antonina Kopyt, nauczycielka wychowania do życia w rodzinie; Dariusz Samborski, prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej; Aleksandra Lewandowska, konsultantka krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, Joanna Napierała, przewodnicząca Państwowej Komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich poniżej 15 r.ż.

Czytaj więcej

Edukacja zdrowotna w Warszawie. Ilu uczniów bierze udział w lekcjach?

– Ten zespół już rozpoczął prace, na początku maja poznamy pierwsze wnioski – mówi Piechna-Więckiewicz – Na pewno już wiemy, że będzie to przedmiot oceniany, a ocena roczna będzie liczyć się do średniej – dodaje ministra.

Stopnie wystawiane będą tylko za te treści, które wchodzą do obligatoryjnej części tego przedmiotu.

W treści zostaną zagadnienia dotyczące krzywdzenia seksualnego dzieci

Wielu rodziców jednak wciąż nurtuje to, czy treści dotyczące zdrowia seksualnego zostaną usunięte w całości. Przeciwnicy nowego przedmiotu obawiają się, że teraz sprawy dotyczące zdrowia seksualnego będą wprowadzane do szkół tylnymi drzwi. Zwłaszcza, że pierwotnie zagadnienia dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci zawarte były właśnie w tym komponencie dotyczącym zdrowia seksualnego.

– Młodzi ludzie muszą wiedzieć, jak wygląda przemoc, że ma różne oblicza i może przyjść z każdej strony. Dlatego edukacja w tym zakresie jest niezbędna i od tego właśnie jest szkoła. Ministerstwo nie zamierza wkraczać na obszary dotyczące światopoglądu kształtowanego w różnych środowiskach np. w kościele. Ale człowiek, czy to młody czy dorosły musi mieć świadomość, że może stać się ofiarą przemocy i musi wiedzieć, jak temu zapobiegać – dodaje wiceministra Piechna-Więckiewicz.

Czytaj więcej

Decyzja Barbary Nowackiej w sprawie edukacji zdrowotnej się opóźnia

Podobnego zdania jest Joanna Napierała, adwokatka, przewodnicząca Państwowej Komisji ds. przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej 15 lat – Najważniejsze, żeby każde dziecko posiadało minimum wiedzy w tym zakresie, by wiedziało, jak reagować, umiało rozpoznawać swoje granice, żeby wiedziało do kogo się zgłosić, kto może pomóc w takiej sytuacji. Bo z naszych doświadczeń wynika, że sprawcy działają powoli, jest to stopniowa i długotrwała manipulacja i dziecko często nawet sobie nie zdaje sprawy, że to już jest przekraczanie granic – tłumaczy ekspertka. – Statystyki pokazują, że aż 7 proc. dzieci doświadczyło krzywdzenia seksualnego. My obecnie w Departamencie Postępowań Indywidualnych monitorujemy aż 800 spraw. A od początku istnienia Komisji prowadziliśmy aż 2400 takich spraw. Krzywdzenie dzieci niestety jest dość powszechne zwłaszcza to w internecie – podsumowuje prawniczka.