Edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym – podało kilka dni temu Ministerstwo Edukacji Narodowej. Z jednym wyjątkiem – tzw. komponent dotyczący zdrowia seksualnego będzie nieobowiązkowy. A dziecko będzie brało udział w takich zajęciach za zgodą rodziców. Właśnie się rozstrzyga, czy będzie to jedna czy dwie lekcje w roku.
– Edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa już od ubiegłego roku – wtedy, kiedy wprowadzaliśmy ten przedmiot. To nie tylko moje zdanie, ale także Barbary Nowackiej i Katarzyny Lubnauer. Ale niektórzy koalicjanci, a mam na myśli PSL, nie dali się do tego przekonać. W ubiegłym roku była jednak wokół tego przedmiotu polityczna burza, więc ministra Nowacka podjęła decyzję o tym, by był to przedmiot fakultatywny – mówi „Rzeczpospolitej” w podcaście „Szkoła na nowo” Paulina Piechna-Więckiewicz, wiceministra edukacji z ramienia Lewicy. – Postanowiliśmy, że przez rok będziemy się przyglądać, jak ten przedmiot działa, jaki jest jego odbiór społeczny. I na tej podstawie teraz ministra Nowacka podjęła taką właśnie decyzję – dodaje polityczka.
Swoją decyzję o zmianie wagi nowego przedmiotu ministra edukacji Barbara Nowacka ogłosiła z tygodniowym opóźnieniem (miała zapaść do końca marca z uwagi na konieczną organizację roku szkolnego). Dlaczego? – Ministra Nowacka do ostatniej chwili walczyła o ten przedmiot, bo część koalicjantów nie chciała zgodzić się na to, by był on obligatoryjny – mówi „Rzeczpospolitej” osoba z otoczenia ministry znająca kulisy sprawy.
Teraz będzie trudniej wprowadzić ten przedmiot jako obowiązkowy. Rok temu pewnie szybciej wszyscy by przeszli z tym do porządku dziennego.
Co drugi Polak za edukacją zdrowotną w zapowiadanym kształcie
Sprawa edukacji zdrowotnej w szkole dzieli nie tylko polityków, ale też Polaków. Jak wynika z sondażu IBRiS przeprowadzonego na zlecenie „Rzeczpospolitej” 50,1 proc. ankietowanych uważa, że zaproponowane rozwiązanie jest dobre. Przeciwnego zdania jest 42,3 proc. respondentów. Zdania w tej sprawie nie ma 7,6 proc. biorących udział w badaniu.
Przeważają oceny skrajne. Aż 28,5 proc. respondentów oceniło decyzję ministry zdecydowanie źle, co jest najwyższym odsetkiem wskazań w tym sondażu. Ale z drugiej strony niemal tyle samo, bo 27,8 proc. badanych oceniło ten pomysł jako zdecydowanie dobry.
Dotychczasowej podstawie programowej edukacji zdrowotnej przyjrzy się zespół ekspertów i będzie miał za zadanie okrojenie jej z zagadnień z zakresu zdrowia seksualnego.
W dobiegającym końca roku szkolnym na nieobowiązkową teraz edukację zdrowotną zapisany został co trzeci uczeń. Szczególnie mało popularne są te zajęcia na Podhalu. – Mamy w naszej gminie 16 szkół, na edukację zdrowotną zapisane jest zaledwie 50 dzieci. Połowa z nich chodzi do szkoły w Czarnym Dunajcu – mówi Marcin Ratułowski, burmistrz Czarnego Dunajca. Dlaczego wypisywano z tego przedmiotu dzieci? Urzędnik mówi o dwóch powodach – po pierwsze z uwagi na nadmierne obciążenie nauką z innych przedmiotów, a po drugie z obawy przed „indoktrynacją”. Edukacja w Polsce stała się sprawą polityczną i oto efekt – mówi Ratułowski, dodając że spodziewa się w sierpniu fali protestów przeciwko edukacji zdrowotnej – choć pewnie większe będą w Warszawie niż na Podhalu. – Teraz będzie trudniej wprowadzić ten przedmiot jako obowiązkowy. Rok temu pewnie szybciej wszyscy by przeszli z tym do porządku dziennego.
Czytaj więcej
Decyzja Barbary Nowackiej o tym, że edukacja zdrowotna będzie od września przedmiotem obowiązkowym, ale bez komponentu dotyczącego zdrowia seksualn...
Kto popiera nowe rozwiązania? Za rodzice i osoby starsze
Sondaż pokazuje, że 78 proc. popierających obóz rządzący i 27 proc. zwolenników opozycji (PiS, obie Konfederacje, Partia Razem). Można zauważyć także spory odsetek zwolenników nowego przedmiotu w grupie 70+, za obowiązkową edukacją zdrowotną jest 48 proc. respondentów z tej grupy wiekowej.
Patrząc na deklaracje dotyczące poglądów politycznych, to wśród osób o lewicowych poglądach z rozwiązania, które będzie obowiązywało od nowego roku szkolnego zadowolonych jest 76 proc. respondentów, niezadowolony – co piąty. Przy czym trzeba podkreślić, że lewicowi wyborcy chcieliby, aby cała edukacja – łącznie ze zdrowiem seksualnym – była przedmiotem obligatoryjnym.
Na pewno już wiemy, że będzie to przedmiot oceniany, a ocena roczna będzie liczyć się do średniej
W przypadku osób o poglądach centrowych obecną decyzję Barbary Nowackiej popiera 62 proc. badanych, przeciwnych jest 37 proc. Natomiast jeśli chodzi o osoby o poglądach prawicowych za jest 22 proc. ankietowanych, a przeciwnych – 65 proc. W tej grupie respondentów znaczący jest odsetek tych, którzy w tej sprawie nie mają zdania. To aż 13 proc. badanych.
Pomysł podoba się także rodzicom. Wśród tych, którzy pobierają świadczenie na jedno dziecko za jest co drugi ankietowany i tyle samo przeciwko. Nieco inaczej wygląda już sprawa osób, które pobierają świadczenie na co najmniej dwoje dzieci – wśród nich 68 proc. jest za nowym rozwiązaniem.
Diabeł jednak tkwi w szczegółach – wciąż nie wiadomo, jakie rzeczywiście treści będzie obejmował ten przedmiot. Z zapowiedzi resortu wynika, że obowiązkowe będą takie działy jak: bezpieczeństwo, higiena cyfrowa, odżywianie, profilaktyka uzależnień, zdrowie psychiczne, fizyczne i społeczne oraz pierwsza pomoc. A dotychczasowej podstawie programowej edukacji zdrowotnej przyjrzy się zespół ekspertów i będzie miał za zadanie okrojenie jej z zagadnień z zakresu zdrowia seksualnego.
W ministerstwie powstał zespół, który ma przyjrzeć się obecnej podstawie programowej i te treści, które dotyczą zdrowia seksualnego przesunąć do części nieobowiązkowej. Jego szefem został prof. Zbigniew Izdebski, pedagog i seksuolog – on także odpowiadał w ubiegłym roku za stworzenie podstaw programowych dla całego przedmiotu. Poza nim w zespole będą pracować: Antonina Kopyt, nauczycielka wychowania do życia w rodzinie; Dariusz Samborski, prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej; Aleksandra Lewandowska, konsultantka krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, Joanna Napierała, przewodnicząca Państwowej Komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich poniżej 15 r.ż.
Czytaj więcej
Zajęcia z przedmiotu edukacja zdrowotna realizowane są w 275 szkołach prowadzonych przez Warszawę – napisała wiceprezydent Renata Kaznowska w odpow...
– Ten zespół już rozpoczął prace, na początku maja poznamy pierwsze wnioski – mówi Piechna-Więckiewicz – Na pewno już wiemy, że będzie to przedmiot oceniany, a ocena roczna będzie liczyć się do średniej – dodaje ministra.
Stopnie wystawiane będą tylko za te treści, które wchodzą do obligatoryjnej części tego przedmiotu.
W treści zostaną zagadnienia dotyczące krzywdzenia seksualnego dzieci
Wielu rodziców jednak wciąż nurtuje to, czy treści dotyczące zdrowia seksualnego zostaną usunięte w całości. Przeciwnicy nowego przedmiotu obawiają się, że teraz sprawy dotyczące zdrowia seksualnego będą wprowadzane do szkół tylnymi drzwi. Zwłaszcza, że pierwotnie zagadnienia dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci zawarte były właśnie w tym komponencie dotyczącym zdrowia seksualnego.
– Młodzi ludzie muszą wiedzieć, jak wygląda przemoc, że ma różne oblicza i może przyjść z każdej strony. Dlatego edukacja w tym zakresie jest niezbędna i od tego właśnie jest szkoła. Ministerstwo nie zamierza wkraczać na obszary dotyczące światopoglądu kształtowanego w różnych środowiskach np. w kościele. Ale człowiek, czy to młody czy dorosły musi mieć świadomość, że może stać się ofiarą przemocy i musi wiedzieć, jak temu zapobiegać – dodaje wiceministra Piechna-Więckiewicz.
Czytaj więcej
Na decyzję w sprawie obowiązkowej edukacji zdrowotnej trzeba będzie poczekać co najmniej tydzień. Choć ministra edukacji Barbara Nowacka zapewniała...
Podobnego zdania jest Joanna Napierała, adwokatka, przewodnicząca Państwowej Komisji ds. przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej 15 lat – Najważniejsze, żeby każde dziecko posiadało minimum wiedzy w tym zakresie, by wiedziało, jak reagować, umiało rozpoznawać swoje granice, żeby wiedziało do kogo się zgłosić, kto może pomóc w takiej sytuacji. Bo z naszych doświadczeń wynika, że sprawcy działają powoli, jest to stopniowa i długotrwała manipulacja i dziecko często nawet sobie nie zdaje sprawy, że to już jest przekraczanie granic – tłumaczy ekspertka. – Statystyki pokazują, że aż 7 proc. dzieci doświadczyło krzywdzenia seksualnego. My obecnie w Departamencie Postępowań Indywidualnych monitorujemy aż 800 spraw. A od początku istnienia Komisji prowadziliśmy aż 2400 takich spraw. Krzywdzenie dzieci niestety jest dość powszechne zwłaszcza to w internecie – podsumowuje prawniczka.