Projekt nowelizacji ustawy o służbie cywilnej, której reforma została zapowiedziana jeszcze w umowie koalicyjnej obecnego rządu, zakłada również wzmocnienie pozycji szefa tej formacji – obecnie funkcję tę pełni Anita Nosowska-Piątkowska, odpowiadająca za projekt. Inne ważne propozycje zmian dotyczą m.in. nowego systemu ocen okresowych urzędników, także uprawnień Rady Służby Cywilnej w miejsce obecnej Rady Służby Publicznej czy zmian narzędzi zarządzania, takich jak np. oddelegowanie do innych urzędów czy wprowadzenie rozwiązań wspierających work-life balance.
Reforma służby cywilnej. Krok w dobrym kierunku, ale nie ostatni
Prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW ocenia proponowaną zmianę przepisów jako krok w dobrym kierunku – choć jeszcze niewystarczający. – Dla mnie istotne jest to, że to pierwszy etap zmiany na lepsze, choć należy pamiętać, że w Polsce należałoby uporządkować całe prawo urzędnicze – zaznacza w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Powrót konkursów na wyższe stanowiska urzędnicze
Jolanta Itrich-Drabarek zwraca też uwagę, że tempo reformy wyznaczają nie tylko merytoryczne priorytety, ale twarde uwarunkowania koalicyjne i napięcie wokół prezydentury. W jej ocenie jedną z ważniejszych zmian jest przywrócenie konkursów na wyższe stanowiska urzędnicze. – Powszechnie wiadomo, że brak weryfikacji kompetencji otworzył drzwi dla nominacji partyjnych, a jeśli nie ma żadnego progu sprawdzenia, możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuścić, że na kierownicze stanowiska wchodziły osoby, które niekoniecznie posiadały wystarczającą wiedzę i umiejętności – stwierdza ekspertka.
Czytaj więcej:
Sposób, w jaki obsadza się wyższe stanowiska w służbie cywilnej, z nielicznymi wyjątkami, nie jest konkurencyjny i otwarty. Członkowie korpusu nie...
Pro
Profesor za równie istotne uważa proponowane wzmocnienie pozycji szefa służby cywilnej – szczególnie prawo do wydawania zaleceń z upoważnienia prezesa Rady Ministrów. – Osłabienie pozycji szefa prowadziło do procesów, nad którymi nikt nie panował – ocenia.
Wyjaśnia też, że chodzi nie tylko o wewnętrzny ład organizacyjny, ale i o zewnętrzny przekaz: obywatel i klient administracji powinien widzieć instytucję działającą według czytelnych, jednolitych standardów. Pozytywnie ocenia również skrócenie okresu pierwszej oceny pracowniczej do sześciu miesięcy. – To wystarczający czas, by obie strony mogły się przekonać, czy współpraca ma sens – bez marnowania publicznych pieniędzy – mówi.
Administracja po nowemu, ale jest pewne ryzyko
Wojciech Kaczor, prezes Fundacji Sprawne Państwo, również przyznaje, że nowelizacja idzie w dobrym kierunku, choć w kilku kluczowych punktach ocenia ją jako niewystarczającą lub obarczoną poważnymi ryzykami.
Ekspert zwraca uwagę, że projekt mierzy się np. z problemem słabości szefa służby cywilnej – centralnego organu, który w obecnym stanie prawnym jest – jak zaznacza – „figurą dosyć słabą” Zastrzeżenia budzi jednak jedno z rozwiązań, które ustawodawca prezentuje jako atut: zawężenie kręgu kandydatów do urzędników mianowanych.
– Urzędnicy mianowani to niewielka grupa ok. 7-8 tys. członków korpusu, którzy przeszli przez wymagające postępowanie kwalifikacyjne. I to wszystko jest prawda. Tylko że w kontekście szefa służby cywilnej pojawia się wątpliwość, czy same predyspozycje merytoryczne powinny być decydujące. Szef służby cywilnej jest w pewnym sensie reprezentantem, zwierzchnikiem, ale też obrońcą członków korpusu i służby cywilnej jako całości. Powinien mieć silną pozycję w innej kategorii – politycznej. W momencie, kiedy pojawia się jakaś niebezpieczna tendencja w którymś z ministerstw, powinien móc z tym ministrem – jak równy z równym – dyskutować i stawać w obronie służby cywilnej – mówi Wojciech Kaczor.
Według niego, zawężenie grona do samych urzędników jest słuszne z punktu widzenia merytoryki, ale bardzo ryzykowne, jeśli chodzi o rolę szefa w szerszym kontekście – nie jako wyłącznie najlepszego urzędnika, ale jako obrońcy pewnych standardów i całego systemu.
Czytaj więcej:
Najnowsze sprawozdanie szefowej służby cywilnej podsumowuje 2025 rok, ale zawiera także ważne wskazówki dotyczące wyzwań i kierunków działań na kol...
Pro
Prezes Fundacji Sprawne Państwo wskazuje też na brakujący element, który mógłby realnie wzmocnić pozycję przyszłego szefa: demokratyczną kontrolę parlamentarną na etapie powoływania. – Tak jak dla ambasadorów przewidywane jest wysłuchanie na forum komisji sejmowej, tak samo w przypadku szefa służby cywilnej posłowie powinni mieć możliwość odpytania kandydata. To by przyciągnęło uwagę i sprawiło, że siły polityczne byłyby bardziej zainteresowane kondycją służby cywilnej. Tego niestety w projekcie nie ma – zwraca uwagę Kaczor.
Czy konkursy w służbie cywilnej wracając, nie będą fikcją?
Oceniając przywrócenie otwartego i konkurencyjnego naboru na wyższe stanowiska, Wojciech Kaczor nie ma wątpliwości co do diagnozy minionej dekady. – Przez ostatnie 10 lat panowała tutaj bardzo duża uznaniowość. Właściwie trzeba było znać kogoś, kto podejmował decyzję o obsadzeniu stanowisk dyrektorskich w ministerstwach, w urzędach centralnych, w urzędach wojewódzkich, aby tego rodzaju stanowisko uzyskać – mówi.
Mimo że powrót do konkursów lub awansu wewnętrznego ocenia jako zmianę na lepsze, to – w jego ocenie – można mieć zastrzeżenia np. do zachowania instytucji powołania. – Projektodawca pozostaje przy tej instytucji, a to jest w prawie pracy coś bardzo nietrwałego. Tak samo jak będzie dosyć łatwo powołać nową osobę, będzie dosyć łatwo ją też odwołać. W momencie, kiedy dyrektor wie, że od jednego posunięcia może zależeć jego dalszy byt na stanowisku – unika ryzyka. A przecież nie podejmuje się tylko łatwych decyzji w życiu zawodowym – zauważa prezes Fundacji Sprawne Państwo.
Czytaj więcej:
Miesiąc przed „Dniem Służby Cywilnej”, który przypada 17 lutego, Rada Ministrów przyjęła Uchwałę w sprawie Strategii zarządzania zasobami ludzkimi...
Pro
Inne ryzyko dotyczy fikcyjności samych konkursów. Kaczor przypomina, że problemy z tym były już przed 2016 r. – Nie tylko pomysłodawcy tamtej zmiany, ale też ogólnie w środowisku mówiło się, że wcześniejsze konkursy nie zawsze były wolne od poważnych wątpliwości. Mówiąc może bardziej wprost: czasami były po prostu ustawiane – wyjaśnia.
Wskazuje też, że propozycja przewiduje możliwość oddelegowania przez szefa służby cywilnej pracownika monitorującego prawidłowość naboru. – Ale wyższych stanowisk dyrektorskich jest ponad 3,5 tysiąca. Przy ograniczonych zasobach kadrowych szefa służby cywilnej nie wiem, na ile ten bezpiecznik będzie faktycznie coś znaczył. Trzeba będzie patrzeć każdej kolejnej władzy na ręce, na ile te konkursy będą faktycznie uczciwe, a na ile będą miały tylko podżyrować wcześniej podjęty wybór – ocenia Kaczor.
Ponad 120 tysięcy urzędników czeka na zmiany
Ekspert pozytywnie ocenia proponowane wprowadzenie mobilności pracowniczej. W tym wątku reformy projekt przewiduje dwa narzędzia: transfery pracownicze między różnymi segmentami administracji publicznej a korpusem służby cywilnej oraz oddelegowanie urzędnika – nawet do jednostek sektora finansów publicznych spoza administracji rządowej. – Kompetentnych ekspertów zatrudnionych w różnych segmentach państwa jest sporo, a to, że poszczególne segmenty administracji nie widzą się wzajemnie, sprawia tylko, że transfer wiedzy jest obecnie utrudniony – tłumaczy Wojciech Kaczor.
Co do mechanizmu oddelegowania to ekspert ocenia go jako potrzebne rozwiązanie. Projekt uzasadnia je m.in. sytuacjami kryzysowymi – epidemiami, powodziami, kiedy konkretne urzędy pilnie potrzebowały wsparcia bez podstawy prawnej, by je uzyskać. – To oddelegowanie to jest zmiana kierunkowo na plus – podsumowuje Kaczor, choć – jak zastrzega – szczegóły zapisu będą wymagały uważnej lektury na etapie konsultacji.
Całość regulacji, która dotyczy ponad 120 tys. członków korpusu służby cywilnej, zmierza – jak czytamy w uzasadnieniu projektu – do budowy profesjonalnej i odpornej na czynniki polityczne kadry menedżerskiej w państwie.
Etap legislacyjny: konsultacje