„Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem od spodu pukanie” – ten słynny aforyzm Stanisława Jerzego Leca przypomina, że kiedy jest już ekstremalnie źle, orientujemy się, że może być jeszcze gorzej. Że pod dnem jest kolejne dno, a pod nim jeszcze jedno i tak dalej.
Trybunał Konstytucyjny: spór o wszystko
Lec zapewne by nie wymyślił, że jego najsłynniejszą „myśl nieuczesaną” można odnieść do instytucji konstytucyjnych III Rzeczpospolitej, ale wyręczyła go polska klasa polityczna. Właśnie to przydarzyło się w Polsce Trybunałowi Konstytucyjnemu, sądowi, który ma, a właściwie powinien mieć szczególną pozycję w zdrowym systemie demokratycznym.
To, że dziś TK jest zmasakrowany, a jego orzeczenia nie są ani publikowane urzędowo, ani honorowane, nie oznacza, że nie może być jeszcze gorzej. Najpierw obiekt zamachu Platformy Obywatelskiej. Potem faktycznie przejęty przez polityków PiS, zarządzany przez mgr Przyłębską, a po niej przez prokuratora Święczkowskiego miał przynajmniej trwały skład. Dziś spór dotyczy już nie tylko jego powagi instytucjonalnej, ale składu i statusu sędziów; legalności ich powołania, prawa do orzekania i samego faktu, czy są sędziami.
Dość powiedzieć, że czwórka, która złożyła w Sejmie ślubowanie wobec prezydenta, ale nie w jego obecności, nie jest dopuszczona do orzekania przez prezesa Święczkowskiego, nie ma gabinetów, ani nie otrzymuje wynagrodzenia. Mamy też klincz w trójkącie władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. Świeczkowski pyta prezydenta o legalność ślubowania, a prezydent pisze do prezesa TK wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego w sprawie ślubowania sędziów w Sejmie. „Złapał kozak Tatarzyna”, by się posłużyć kolejną mądrością ludową.
Reset konstytucyjny, czyli większość kwalifikowana
Dlatego wcale nie dziwi wynik naszej sondy z panelu prawników, która dowodzi, że aż 72 proc. pytanych jest za „resetem konstytucyjnym” w kwestii TK, czyli powołaniem całego składu trybunału od nowa. Widać, większość pytanych zrozumiała, że sięgnęliśmy dna. Z postulatem tym nie zgadza się 16 proc. pytanych. Zdania nie ma niewielka mniejszość, czyli 8 proc.
Ciekawe, że aż 88 proc. pytanych jest za wprowadzeniem większości kwalifikowanej 3/5 przy wyborze przez Sejm sędziów TK. Naiwność? Wiara w niemożliwy konsensus? Chyba jednak nie. To nie dowód zaufania do demokracji, tylko odwrotnie – braku zaufania. Przekonanie, że tylko solidne gwarancje większościowe dałoby szansę na stworzenie stabilnego układu w TK.
Podejrzenie, że mamy do czynienia z naiwnością mija przy bliższym zapoznaniu się z wypowiedziami prawników. Mówią o dewastacji instytucji, skrajnej polaryzacji i konflikcie, którego rozwiązaniem byłaby zmiana konstytucji. Ale na to, przy aktualnym układzie sił się nie zanosi. I wszyscy – snując marzenia o jakości polskiego systemu prawnego – mają tego świadomość.