"Newsweek" dotarł do całego nagrania z domu Pawła Frosta, radnego z Legnicy, który reprezentował to miasto na zjeździe w Karpaczu. To tam Jacek Protasiewicz pokonał Grzegorza Schetynę w wyborach na szefa regionalnych władz partii. Wcześniej tygodnik publikował jedynie fragmenty spotkania, w którym oprócz Frosta wzięli udział stronnicy Protasiewicza: poseł Michał Jaros i polkowicki radny Tomasz Borkowski. Materiał bada legnicka prokuratura i to z tego źródła "Newsweek" ma mieć blisko półtorej godzinny materiał.
Podczas spotkania pojawia się temat rodziny, którą Frost chciałby ściągnąć z Ukrainy. Jaros sugeruje, że Protasiewicz mógłby się za nim wstawić. Przypomina, że Protasiewicz popierał Sikorskiego w kampanii.
Na początku spotkania Borkowski skarży się na swoją pracę. - Po pięć tys. km jeżdżę miesięcznie i już mam dość (...) Od rana do nocy w samochodzie za średnie pieniądze, naprawdę za średnie – opowiada radny, który pracuje jako zastępca kierownika w kontrolowanej przez państwo spółce Tauron Obsługa Klienta. Według oświadczenia majątkowego za 2012 r. jego łączne średnie miesięczne wynagrodzenie wynosi ok. 10,6 tys. zł.
W innym fragmencie rozmowy Jaros tłumaczy, że ważne są dobre stosunki z ludźmi premiera Donalda Tuska.
- Jesteśmy lojalni wobec premiera (...). Jesteśmy jego zwolennikami, co też Grześka (Schetynę – red.) wkurzyło. Uważamy, że odcinanie Dolnego Śląska przez konflikt personalny, najpierw z Dutkiewiczem, później z Tuskiem, powoduje, że tracimy różne inwestycje. Bo na przykład dlaczego Tauron jest w Krakowie, a nie we Wrocławiu? PGE wcześniej powinno też być we Wrocławiu. (...). Jeżeli my nie będziemy mieć dobrych relacji z rządem, z Donaldem, to będziemy tracili kolejne takie S3 (chodzi o drogę ekspresową łączącą Legnicę z Lubawką – red.) i tak dalej (...). Z tego, że się Hanka utrzymała w Warszawie, nie wszyscy się cieszyli, nie wszystkim było to po myśli. Wiesz, kogo mam na myśli? – pyta Jaros. – Wiem – odpowiada Frost. Z rozmowy wynika, że Protasiewicz ma zostać sekretarzem generalnym PO.
Borkowski przekonuje, że postawienie na Protasiewicza może ułatwić życie. - Ta opcja (Protasiewicz – red.) ma wejścia jakieś, dla mnie to jest istotne, bo też bym chciał w końcu jakąś pracę bliżej domu (...). Umówmy się, sprawy materialne są tak samo istotne, jak wszystkie inne i wiem na pewno, że tu jest jakaś tam szansa. (...) Tamta strona (Schetyna – red.) nic, żadne-go wejścia, wszystko zamknięte (...). Będę próbował. To będzie jakiś warunek, bo już mam dość jeżdżenia po Polsce.
– Zawsze mógłbyś w jakieś radzie nadzorczej być - mówi Borkowski do Frosta. Ten odpowiada mu, że "już raz niewiele brakowało". - Teraz by było to. Ale z tej strony. Moim zdaniem byłoby. Ja na przykład nie ukrywam, ja na coś liczę. Że odmienię swoje życie - mówi Borkowski.
"Newsweek" kontaktował się z bohaterami publikacji. - Jestem zdziwiony, że nagranie wyciekło - skomentował Frost. - Nie prosiłem o interwencję pana Protasiewicza w sprawie rodziny Pawła Frosta - zapewnił Jaros. - Nie wiem, na jakiej podstawie pan Borkowski opierał swoje nadzieje na zmianę pracy. Nigdy z nim na ten temat nie rozmawiałem. Nie zajmowałem się też sprawą rodziny pana Frosta - zadeklarował Protasiewicz.
Po publikacji na stronie tygodnika Jaros wydał oświadczenie. "Przedstawione fragmenty nagrania nie oddają w pełni przebiegu i kontekstu spotkania, które trwało prawie dwie godziny. Duża część naszej rozmowy w której uczestniczyłem zdominowały sprawy kresów. Problemy Polaków za wschodnią granicą były i są mi bliskie" - przekonuje, dodając że w Sejmie jest przewodniczącym zespołu parlamentarnego ds. kresów.
"W części dotyczącej rozmowy o Dolnym Śląsku koncentrowałem się na współpracy i przyszłości regionu. Fakt, że w rozmowie nie wskazałem na żadną materialną korzyść wynikającą ze współpracy nie jest przypadkiem" - stwierdził. Jego zdaniem rozmowa ma charakter nieformalny, zauważył, że odbywa się w prywatnym mieszkaniu.