Europosłowie, rozpoczynając w tym tygodniu sesję plenarną w Strasburgu, upamiętnili ofiary ataku na redakcję tygodnika satyrycznego "Charlie Hebdo". Wielu z nich trzymały kartki z napisem: "Je suis Charlie".
Tylko Korwin-Mikke z polskiego Kongresu Nowej Prawicy zdecydował się na inne przesłanie. Na ekranie swojego laptopa, który odwrócił w stronę mównicy, napisał po angielsku: "Nie jestem Charlie. Jestem za karą śmierci".
Odnotowały to europejskie media, m.in. serwis internetowy brytyjskiej BBC. Skupił się on jednak na słowach lidera Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, który stwierdził, że odpowiedzią na islamski terroryzm powinna być odbudowa kultury judeo-chrześcijańskiej.
Skrytykował też (z czego jest znany na Wyspach, gdzie jego partia notuje szczyt popularności) masową imigrację. Nazwał ją "piątą kolumną, która żyje w naszych własnych krajach".
W podobnym tonie przemawiała równie popularna we Francji szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen. Zaatakowała polityków za pobłażliwość i ustępstwa wobec islamistów.- Czy nie polityka oszczędności zniszczyła naszą zdolność reagowania, rozbroiła nasze policje, służby wywiadowcze i wojsko - pytała.
O swojej akcji Korwin-Mikke szerzej pisze na Facebooku. Napisał tam, że domagał się, by PE minutą ciszy uczcił również pomordowane w Nigerii ofiary islamistycznego Boko Haram. Stwierdził, że użył słowa "Niggerians" (Nigeryjczycy), a nie "Negroes" (Murzyni), które wzbudziło kontrowersje podczas jego pierwszego wystąpienia w Strasburgu. Od tego czasu wzbudzał sensację jeszcze kilkukrotnie, np. śpiąc podczas obrad jednej z komisji.