Według relacji świadków do ataku na terenie Jarosławieckiego Opactwa przy ul. Benedyktyńskiej doszło rankiem, przed Mszą Świętą. Motywy ataku nie są znane. Napastnik nie mieszkał w Jarosławiu. Do Polski przyjechał z Niemiec, próbował przekroczyć granicę z Ukrainą w Korczowej. Narzędzie zbrodni – nóż kuchenny – zostało przez sprawcę skradziony z kuchni znajdującej się na terenie klasztoru.
W ataku rannych zostało pięć osób – trzech duchownych i dwie osoby świeckie. Jeden z rannych księży zmarł w wyniku doznanych obrażeń.
Tomasz Siemoniak o ataku w Jarosławiu: W 2024 roku dywersant też wjechał do Polski z terytorium Niemiec
Siemoniak był pytany o nowe ustalenia i o to, czy znane są już motywy napastnika. - To jest zasadnicze pytanie, które wszyscy sobie zadają: co takiego się stało, że ten człowiek dokonał takiej zbrodni. Dziś prawdopodobnie prokuratura będzie stawiała zarzuty i będzie to komunikowała – odparł minister.
- Dziś zacytuję słowa arcybiskupa Józefa Kupnego (metropolity wrocławskiego – red.), bardzo trafne: niech ten ból nie przerodzi się w nienawiść, niech nikt tego nie upolitycznia – dodał.
Czytaj więcej
Jesteśmy na granicy nastrojów linczowych. Obawiam się, że czyn pojedynczej osoby odbije się echem na milionach Ukraińców. Planujemy marsz milczenia...
Siemoniak podkreślił, że „to jest sprawa, która jest ogromną tragedią, zbrodnią”. - Zginął człowiek, jest pewna liczba rannych, na tym trzeba się skupić - dodał. - Z pewnością sprawca będzie surowo ukarany, zapewne w takiej sytuacji do końca życia nie wyjdzie z więzienia lub zamkniętego zakładu – przekonywał też.
Siemoniak mówił, że strona polska współpracuje przy wyjaśnianiu sprawy ze stroną ukraińską, a także z Niemcami. Przypomniał, że w 2024 roku dywersant, również obywatel Ukrainy, który próbował podpalić skład z farbami w Polsce, wjechał na terytorium naszego kraju z Niemiec. - Zastanawiamy się, czy nie ma jakiegoś tła, jakiegoś drugiego dna w tej sprawie. To podobieństwo może być przypadkowe, natomiast po to są służby, żeby prześwietlić życiorys tego człowieka, prześwietlić kontakty – mówił.
Tomasz Siemoniak o działaniach Rosji: Ciągłe podnoszenie progu napięcia, pytanie czy to jeszcze wojna hybrydowa
- Trudno uciec od tego, że mamy taki czas kumulacji złego ze strony Rosji. Właściwie nie wiadomo, czy to jest jeszcze wojna hybrydowa – bo skierowanie celowo rakiety, tak twierdzi wojsko, tej która spadła w województwie lubelskim (chodzi o rakietę Ch-101, która pod koniec lipca spadła w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia - red.), to już nie jest działanie hybrydowe, to jest działanie agresywne – przekonywał minister.
- To jest ciągłe podnoszenie progu napięcia wobec Rosji. Przeżyliśmy już podpalenia, przeżyliśmy wysadzenie części torów pod Garwolinem, zabójstwo na zlecenie w Białej Podlaskiej, noc dronów, rakiety, które wpadały do Polski. Należy liczyć się z tym, że będzie tego więcej – podsumował.
W kontekście pożaru w stacji bazowej Starlink na Mazowszu, Siemoniak mówił, że „mając informacje ze służb może powiedzieć, że z wysokim prawdopodobieństwem” było to celowe podpalenie. - Przez osoby, które są w tym momencie identyfikowane (...). To było celowe działanie – podkreślił.