„Rzeczpospolita": Z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że potencjalna partia zbudowana na bazie Stowarzyszenia Rozwój Plus, mogłaby liczyć na 7,4 proc. głosów, a PiS zaledwie na 17,3 proc. Ale per saldo liczba wyborców prawicy się nie zmienia. Jak pan ocenia ten start?
Marcin Horała: Nadal bardzo umowny, bo to badanie jest robione w czasie, kiedy poparcie dla Stowarzyszenia Rozwój Plus to poparcie dla partii, która nie istnieje. Co więcej – której czołowi politycy komunikowali, że nie chcą, żeby istniała, że chcą wspierać Prawo i Sprawiedliwość. W takiej sytuacji powinniśmy mieć 0 proc. Bo albo ktoś nas nie lubi i nas nie popiera, albo nas lubi – i wtedy kieruje się naszym wezwaniem i popiera Prawo i Sprawiedliwość. Jeżeli mimo tego jest aż taka desperacja w narodzie, żeby w takiej skali nas poprzeć, to jest to bardzo obiecujący punkt wyjścia. Cały czas zostaje cień szansy, że nastąpi jakieś opamiętanie na ostatniej prostej po drugiej stronie. Ale widać już, że jeżeli zostaniemy zmuszeni radzić sobie samodzielnie, to sobie poradzimy.
Czytaj więcej
Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki są dwoma, niemal równorzędnymi liderami prawicy w Polsce, według uczestników sondażu Instytutu Badań Pollster d...
Marcin Horała: Nie mamy szuflad z gotowym planem na wypadek wyrzucenia z PiS
W tym badaniu jest też wstępna stratyfikacja elektoratu. Wyborcy Rozwoju Plus to w 86 proc. wyborcy PiS i w 13 proc. wyborcy dawnej Trzeciej Drogi z 2023 r. Nie ma wśród nich wyborców Konfederacji.
Bo stowarzyszenie jest stowarzyszeniem. Swoim formatem, swoim wszystkim jest tak naprawdę specjalizacją wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Gdybyśmy byli zmuszeni – a w chwili, kiedy rozmawiamy, wszystko na to wskazuje – tworzyć coś swojego, to pewnie nie byłaby to już specjalizacja w obrębie Zjednoczonej Prawicy czy Prawa i Sprawiedliwości, tylko coś jakościowo nowego, sięgającego szerzej. A na razie to jest tylko nurt w obrębie PiS, więc trudno się dziwić, że z tego obrębu bierze głosy.
Jesteście przygotowani na decyzję władz PiS, która ma zapaść we wtorek?
Naprawdę nie planowaliśmy tego, że zostaniemy wyrzuceni. To nie jest tak jak w anegdocie o jednym z niemieckich strategów – Schlieffenie czy Moltkem – który mówił, że plan wojny z Francją leży w trzeciej szufladzie od dołu. Nie mamy takich szuflad z gotowym planem. Scenariusz bazowy, na którym się koncentrowaliśmy, to była działalność w ramach Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli będziemy zmuszeni, żeby było inaczej, to już nasza w tym głowa, żebyśmy sobie poradzili.
Ostateczna decyzja w sprawie tego, co dalej, będzie zapadała w naszym gronie podczas obrad komitetu politycznego. Jedno mogę powiedzieć z pewnością: laboratorium idei będzie dokładnie tym, czym miało być. Nie będzie zmiany formatu na zjazd założycielski jakiejś formacji czy kongres – nie na to umawialiśmy się z panelistami.
Marcin Horała o ataku Jacka Kurskiego: To nas zdecydowanie wzmacnia
Jak na klimat na prawicy – i na pana postawę oraz postawę pana koleżanek i kolegów – wpływa niedzielna szarża Jacka Kurskiego?
Oczywiście, że tego rodzaju akcja nas zdecydowanie wzmacnia i wzmacnia morale w środku. Niektórzy mówią, że jeżeli miałoby się okazać, że to jest partia, w której nie ma miejsca dla Mateusza Morawieckiego, ale za to bardzo poczesne miejsce ma Jacek Kurski, który wręcz w niej bryluje – to nie jest partia, z którą chcieliby się utożsamiać. I mówią tak nie tylko ludzie z grona naszego stowarzyszenia, ale również tacy, którzy na ten moment do niego nie przystąpili. Więc niewątpliwie duże wsparcie od Jacka Kurskiego – bo unaocznił, na czym polega różnica i na czym obecnie polega problem Prawa i Sprawiedliwości.
Widzi pan siebie i kolegów pana premiera na listach nowej Zjednoczonej Prawicy w 2027 r.?
Co ma pan na myśli przez nową Zjednoczoną Prawicę?
To, że PiS tworzy wspólną listę wyborczą z pana partią – tą potencjalną, hipotetyczną.
Oczywiście żadnej opcji tu nie wykluczamy, a zwłaszcza takiej, która prowadziłaby do zwycięstwa nawet szerzej niż prawicy. Nazwijmy to pewnym obozem patriotycznym, bo ja nie wykluczałbym z góry także nurtów centrowych czy nawet lewicowych, ale patriotycznych – i zmiany rządu. Jesteśmy na obszarze ziemi nieznanej, terra incognita, przy założeniu, że lada chwila nie będziemy w PiS. Nie wykluczamy niczego, co prowadziłoby do zwycięstwa wyborczego. Ale pewnie pierwszy etap to będzie budowa struktury i przekonywanie do siebie – jak zawsze w demokracji.
Nowy klub w Sejmie? Wicemarszałek Sejmu? Marcin Horała: Pięć razy tryb warunkowy. Nie ma ustaleń, nie ma decyzji
Są jakieś decyzje personalne? Mówi się, że będzie pan szefem klubu.
Zdecydowanie dementuję. Nie ma takich decyzji, nie ma jeszcze w ogóle decyzji o założeniu klubu. Jesteśmy członkami klubu Prawa i Sprawiedliwości – przynajmniej do wtorku. Nie zgubmy tu wielokrotnego trybu warunkowego: gdyby się potwierdziło, że nas we wtorek wyrzucają, i gdyby zapadła decyzja, że zakładamy samodzielny klub, to nadal mówię, że się nie piszę. Nie ma takich ustaleń – a swoją drogą ja też nie chcę.
A wicemarszałek Sejmu, jeśli klub powstanie?
Znów pięć razy tryb warunkowy. Nie było takich ustaleń, nie ma takich decyzji. Niewątpliwie gdyby powstał trzeci co do wielkości klub w Sejmie, to powinien mieć reprezentację w prezydium. Ale jest też taka okoliczność, że drugi klub – a teraz pierwszy, czyli Prawo i Sprawiedliwość – też powinien ją mieć, a nie ma. To będzie dylemat do rozstrzygnięcia, żeby przypadkiem nie było tak, że jest to forma legitymizacji sytuacji, z którą się nie zgadzamy.
Mateusz Morawiecki zapowiedział kolejny etap objazdu Polski. To plan na sierpień? Czy referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy, które Maciej Wilk ma zacząć 30 lipca pod hasłem SOR, będzie dla niego wsparciem?
My wszyscy mamy takie podejście, że w tym roku wakacji nie ma. Przed nami decyzja, w jakiej formie, ale aktywności przez cały ten okres sierpniowy na pewno będą. Nie będzie tak, że rozjedziemy się teraz po grillu czy po laboratorium idei, a następne działania dopiero od września.
A co do referendum – z ręką na sercu nie mamy jeszcze podjętych żadnych decyzji co do tego, co będzie, jak nas wyrzucą. Będą różne projekty ustaw, różne inicjatywy i pewnie i w tej sprawie trzeba będzie się szybko opowiedzieć. Ale na ten moment decyzji nie ma.
Czytaj więcej
Po rozłamie w Prawie i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński po raz pierwszy szerzej odniósł się do kulis nieudanych rozmów z Mateuszem Morawieckim i...
Marcin Horała: PiS buduje Konfederację z Temu
Mówił pan, że nie było planów na secesję. Ale był plan – i został zrealizowany – założenia stowarzyszenia. Czy ma pan poczucie, że zrobiliście wszystko, żeby do tej secesji nie doszło? Czy ten grill/laboratorium idei był potrzebny?
Zwróćmy uwagę, że grill to jest dokładnie pierwsze działanie, które nasze stowarzyszenie realizuje. Jedyne, co moglibyśmy zrobić bardziej, to uczynić stowarzyszenie fikcyjnym i po prostu nic nie robić. Jakakolwiek forma działalności – jak widać – spotykała się z atakiem. Mam poczucie, że zrobiliśmy wszystko przy założeniu, że nie interesuje nas bezpieczna reelekcja i spokojne trwanie w klubie, który będzie klubem opozycyjnym w przyszłej kadencji.
Najpierw zupełnie wewnętrznie, niejawnie przekonywaliśmy prezesa Jarosława Kaczyńskiego i różne gremia, żeby ten kierunek zmienić. Nie udało się – potem mówiliśmy o tym bardziej publicznie, prowadziliśmy samodzielne działania, które spotykały się z różnymi reakcjami kierownictwa klubu. Później zorganizowaliśmy to w formie stowarzyszenia – które powołaliśmy kilka miesięcy temu i jeszcze nic nie robiliśmy właśnie w imię tego, żeby nie drażnić. Ale gdzieś jest ten moment, kiedy trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje słowa i za swoje diagnozy. Bo PiS, który ma taki kierunek – do prawej ściany – uprawia to, co nazwałem budowaniem Konfederacji z Temu: szarpanie się jako „trzecia konfederacja” z dwiema, może trzema innymi, o tego samego wyborcę. Widać ewidentnie, że to nie działa i prowadzi do takiego wyniku wyborów: PiS 24–25 proc., Braun 10, a może i 12, druga Konfederacja tyle samo. Ja poprzednio startowałem z czwartego miejsca i zrobiłem drugi wynik na liście – lepszy niż kilkanaście jedynek w całym kraju. Spokojnie miałbym mandat, mógłbym siedzieć cicho i nic nie robić. Tylko to mnie nie interesuje. Interesuje mnie zmiana rządu, a do tego trzeba do obozu patriotycznego przyprowadzić jeszcze dobre 10 punktów procentowych. A PiS jakby uparł się, żeby tego nie zrobić.
Oczekuje pan sygnału od prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie konfliktu na prawicy?
Nie można oczekiwać, że Karol Nawrocki – który jest po pierwsze prezydentem Polski, a po drugie jest osobą bezpartyjną przez całe życie – będzie się angażował w spory nawet już nie międzypartyjne, ale wewnątrzpartyjne. Nikt przy zdrowych zmysłach nie mógłby tego oczekiwać. Jeżeli ktoś uważa i mówi, że prezydent zajmuje w tym sporze jakąkolwiek stronę, to po prostu kłamie, to nie jest prawda. Pan prezydent stara się trzymać od tego sporu jak najdalej i bardzo słusznie.
Natomiast niewątpliwie prezydent Karol Nawrocki jest niekwestionowanym liderem szeroko pojętego obozu patriotycznego, opozycyjnego wobec obecnego rządu i ma wszystkie karty w ręku. Gdyby zechciał ich użyć bardziej aktywnie, w kierunku porządkowania sceny politycznej, to wszyscy liderzy partii byliby na musiku, musieliby posłuchać. Z drugiej strony to jest wyjście poza przyjętą i utrwaloną do tej pory rolę prezydenta w Polsce. Czy będzie chciał – tego nie wiem. To decyzja po stronie pana prezydenta.