Na początku stycznia prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą unijny DSA – Digital Services Act. Jak przekonywał, ustawa, choć istotna m.in. dla ochrony dzieci w wirtualnej rzeczywistości, została „zniszczona” wrzutkami legislacyjnymi. Kością niezgody dla prezydenta była m.in. procedura dotycząca blokowania treści w sieci.

– Zamiast realnej kontroli sądowej wprowadzono rozwiązanie absurdalne: sprzeciw wobec decyzji urzędnika, który obywatel musi złożyć w ciągu 14 dni. Chcę, aby to mocno wybrzmiało: sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki Orwella „Rok 1984”– mówił wtedy prezydent. I zapowiadał: – W ciągu miesiąca możemy przygotować uczciwy projekt. W dwa miesiące możemy mieć ustawę, która chroni dzieci i respektuje Konstytucję. Zapraszam do wspólnego przygotowania dobrego projektu Ministerstwo Cyfryzacji i organizacje, które zwróciły się w tej sprawie do prezydenta.

Od weta i deklaracji prezydenta minęło pół roku, co dalej z ustawą? 

NIK: Brak regulacji wpływa na bezpieczeństwo w sieci. Rząd mówi o gotowości na dialog

Rząd wrócił do ustawy, ale rozbił ją w odpowiedzi na weto prezydenta na dwie części. Jedna z ustaw wyjdzie z Sejmu do Senatu – jak wynika z naszych rozmów – już na następnym posiedzeniu, ostatnim przed sejmowymi wakacjami, czyli pod koniec lipca. To tzw. minimalne wdrożenie DSA o numerze druku 2694. Sejmowe komisje już zakończyły nad nim prace.  

Nad drugą, potencjalnie bardziej kontrowersyjną, dotyczącą właśnie m.in. procedury blokowania treści w sieci (druk 2693), prace potrwają nieco dłużej. – Tak jak przy pierwszej próbie, dzisiaj jesteśmy otwarci na wszystkie uwagi, propozycje i poprawki. Każdą propozycję będziemy analizować. I tak jak przy poprzednim podejściu do uchwalenia polskiego wdrożenia DSA mogliśmy uznawać różne argumenty – tak jak uznaliśmy argumenty na przykład w zakresie natychmiastowej wykonalności decyzji – tak samo jest i teraz. Warunek jest jednak jeden: trzeba te uwagi i poprawki składać. Liczymy na merytoryczną dyskusję – mówi „Rzeczpospolitej” wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski. 

Czytaj więcej

Sondaż: Karol Nawrocki z rekordem. Takich wyników prezydent jeszcze nie miał

 – Projekty zostały rozdzielone ze względu na sprawność i efektywność procesu legislacyjnego. Jeden dotyczy wyznaczenia organów, a drugi procedury. Obu tematom towarzyszyły różne dyskusje, w związku z czym łatwiej jest rozpatrywać je w dwóch projektach. Już to widzimy, ponieważ pierwszy projekt został rozpatrzony i przyjęty przez komisję sejmową, a drugi – w zakresie procedury – będzie rozpatrywany w następnych tygodniach  – tłumaczy Standerski. 

O tym, jak w praktyce paląca staje się ta sprawa, najlepiej pokazuje niedawny komunikat Najwyższej Izby Kontroli. Czytamy w nim m.in. „Blisko 32 proc. małoletnich miało kontakt z treściami erotycznymi w internecie, a 60 proc. dzieci poniżej 15. roku życia korzysta z mediów społecznościowych, choć wiele z tych platform nie jest przeznaczonych dla tej grupy wiekowej. Jednocześnie dzieci przeznaczają zaledwie 1 proc. czasu spędzanego w sieci na treści edukacyjne”. NIK wskazuje, że przez ponad dwa lata Polska nie wdrożyła przepisów DSA, co ograniczyło dostęp użytkowników do narzędzi ochrony i opóźniło wprowadzenie rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo dzieci w internecie. 

Politycy prawicy, w tym przede wszystkim Konfederacji oraz Prawa i Sprawiedliwości, DSA w poprzednim kształcie przyjętym przez rząd oceniają podobnie jak prezydent i mówią o zagrożeniu cenzurą. – To jest odtworzenie, na wniosek Unii Europejskiej co ciekawe, ale przez nasze państwo, de facto urzędu cenzorskiego – mówił we wrześniu 2025 r. Krzysztof Bosak. Podobnie jak u prezydenta, główną osią krytyki są możliwości blokowania treści w sieci.  

Prezydent Karol Nawrocki zaproponował lepsze rozwiązania ws. blokowania treści w internecie. „A następnie zamilkł na długie miesiące”

Sprawa wdrożenia DSA jest delikatna, bo oficjalnie trwa bardzo trudna kohabitacja między rządem a prezydentem Nawrockim. Presja społeczna na przyjęcie regulacji treści w internecie jednak rośnie. – Rozdzielenie minimalnego wdrożenia DSA, które samo w sobie nie budzi kontrowersji, od pomysłów polskiego rządu na skuteczniejszą walkę z nielegalnymi treściami, to bardzo dobry ruch. Rekomendowaliśmy takie rozwiązanie jeszcze przed prezydenckim wetem, ale wówczas rząd wydawał się zdeterminowany, żeby walczyć o cały pakiet. Teraz w kuluarach słychać przede wszystkim zmęczenie politycznymi przepychankami. A szkoda, bo cenę za brak porozumienia między Kancelarią Prezydenta a rządem w tej sprawie zapłacą polscy użytkownicy platform społecznościowych – mówi  „Rzeczpospolitej” Katarzyna Szymielewicz, szefowa Fundacji Panoptykon.

– W szeroko pojętym interesie społecznym jest to, żeby treści naruszające polskie prawo karne, takie jak internetowe scamy, groźby karalne czy treści pedofilskie znikały z sieci, zamiast straszyć tam nas i nasze dzieci. Nie przekonuje mnie argumentacja opozycji, że taka procedura nieuchronnie doprowadzi do ograniczenia wolności słowa. Ale nawet na ten argument rząd mógłby konstruktywnie odpowiedzieć, przekazując ten niewielki procent spornych treści do rozpatrzenia sądom, a nie Urzędowi Komunikacji Elektronicznej. Taki kompromis Fundacja Panoptykon zgłosiła w ostatnich konsultacjach społecznych – mówi Szymielewicz. – Jeszcze nie jest za późno, żeby ten projekt poprawić, bo przed nami dopiero drugie czytanie. Może wreszcie odezwie się w tej sprawie prezydent Karol Nawrocki, który w styczniu zapowiadał, że zaproponuje lepsze rozwiązania, a następnie zamilkł na długie miesiące? Jeśli tamte zapowiedzi nie były politycznym blefem, to teraz jest ostatni moment na ich realizację– podkreśla. 

Już po wecie prezydenta, w lutym 2026 r., w tej sprawie wypowiadał się m.in. Adam Andruszkiewicz z Kancelarii Prezydenta. Powtórzył wątpliwości Karola Nawrockiego. – Panu prezydentowi jak najbardziej bliska jest idea stworzenia bezpieczniejszego środowiska internetowego, jednakże jego uzasadnione obawy budzi sposób realizacji tej idei – mówił wtedy, przy okazji posiedzenia sejmowej komisji cyfryzacji rozpatrującej stanowisko do weta prezydenta. Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziała w ostatnich miesiącach na naszą prośbę o komentarz w sprawie DSA.

W sierpniu mija rok od objęcia urzędu przez prezydenta Karola Nawrockiego. W tym czasie zdecydował się na weto ok. 40 razy. Losy zawetowanych ustaw bywają później różne. Na przykład po wecie do ustawy wdrażającej związki partnerskie, koalicja rządząca zrezygnowała z dalszych prac. Nowa Lewica zapowiedziała bowiem, że kolejnej próby przyjęcia takiej ustawy nie będzie, przynajmniej do czasu wyborów parlamentarnych jesienią przyszłego roku. Ale już na przykład ustawa o kryptoaktywach wracała na biurko prezydenta już trzykrotnie i za każdym razem była przez niego odrzucanaPałac Prezydencki sygnalizował, które wersje projektów byłyby dla niego akceptowalne. W przypadku związków partnerskich miałaby to być jakaś wersja ustawy, która nie przypominałaby, zdaniem Nawrockiego, małżeństwa. To właśnie był zarzut głowy państwa do zawetowanej ostatnio regulacji.

Czytaj więcej

Joanna Ćwiek-Świdecka: Nie da się zawrócić kijem Wisły. Weto prezydenta zignorowało zmiany społeczne

W przypadku DSA jak zwykle wiele zależy od kuluarowej gry w samym Sejmie, dotyczącej zwłaszcza wspomnianego drugiego projektu o samej procedurze blokowania. Obawiający się internetowej cenzury prezydent jest pod społeczną presją na wprowadzenie jakichś regulacji. Rozbicie projektu na dwie ustawy daje jednak szansę, że przynajmniej częściowe wdrożenie DSA do polskiego prawa jednak nastąpi.