Ostatnia konferencja prasowa Donalda Tuska była kolejną reakcją ze strony rządzącego ugrupowania na aferę wokół Szpitala Południowego, która toczy się już blisko trzy tygodnie, od 15 czerwca. W tym czasie zaowocowała już dymisjami dwóch kluczowych wiceprezydentek w Warszawie oraz m.in. zapowiedzią referendum w mieście. I niczym na teatralnej scenie, premier zapowiedział w piątek, że albo do wtorku Narodowy Fundusz Zdrowia i resort zdrowia przygotują systemowe rekomendacje, by ukrócić omijanie kolejek w szpitalach i „domniemane saloniki VIP”,  albo zostaną podjęte decyzje personalne. Tusk zapowiadał w piątek, że dostęp do systemu ochrony zdrowia będzie równy.   

Brzmi groźnie? Jak wynika z naszych ustaleń, zarówno w rządzie, jak i samej Koalicji Obywatelskiej, nie ma nawet pewności, że to ultimatum zostało postawione poważnie. Pewne jest natomiast to, że Koalicja Obywatelska wyraziła swoje oczekiwania wobec samej szefowej resortu zdrowia na czwartkowym klubie Koalicji Obywatelskiej. I nie dotyczą one wprost personaliów, tylko właśnie zmian w prawie.  Politycy KO czują, że nie mają dobrej odpowiedzi na pytania dziennikarzy dotyczące konsekwencji afery. A do piątku, przynajmniej do czasu dymisji wiceprezydentek w Warszawie, nie było w tej sprawie, poza konsekwencjami dla samego Dawida Kacprzyka i odwołaniem rady nadzorczej szpitala, żadnych poważnych reakcji personalnych.

Klub KO i oczekiwania wobec Jolanty Sobierańskiej-Grendy 

Na ile ostre było spotkanie polityków KO z Jolantą Sobierańską-Grendą? Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że atmosfera tego spotkania była bardzo napięta. Nasi rozmówcy podkreślają, że w trakcie dyskusji padały przede wszystkim pytania o systemowe zmiany w ochronie zdrowia, które miałyby ukrócić rynkowe patologie. Natomiast odpowiedzi szefowej resortu nie zadowoliły posłów – Jolanta Sobierańska-Grenda zasłaniała się albo trwającymi pracami, albo tym, że nowe rozwiązania muszą mieć zielone światło od premiera Tuska. Sama minister zdrowia w wypowiedzi dla dziennikarzy zapewniała, że „spotkanie ją bardzo zbudowało”. – Widzimy potrzebę dużych zmian. Mamy sporo projektów już w trakcie opracowania. Będą one dotyczyły zarówno wynagrodzeń, jak i reorganizacji systemu – mówiła po rozmowach z politykami KO, co ewidentnie wygląda na próbę dyplomatycznego opisu całej sytuacji.

Frustracja polityków rządzącego ugrupowania nie dziwi – to właśnie oni w trakcie ostatniego posiedzenia muszą najczęściej odpowiadać w sejmowych korytarzach, co się dzieje. A od szefowej resortu wprost planu nie uzyskali.  

Nawet jeśli politycy KO są niezadowoleni, że na czele resortu stoi – inaczej niż do lipca ubiegłego roku – osoba bez legitymacji partyjnej, to w trakcie klubu KO głównym elementem rozmowy były właśnie kwestie merytoryczne. Na pytanie, dlaczego w piątek razem z Tuskiem nie wystąpiła szefowa resortu, dobrej odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Usłyszeliśmy jedynie, że było to budowanie pewnej sekwencji wydarzeń. Bo przypomnijmy, godzinę wcześniej Rafał Trzaskowski ogłosił zmiany w ratuszu.

Można spodziewać się, że Miodowej (tam mieści się siedziba resortu zdrowia) faktycznie potrzebne jest dodatkowe kilkadziesiąt godzin na dopracowanie różnych propozycji, ale łatwo zauważyć, że np. limit wynagrodzeń lekarzy był w dyskusjach i propozycjach MZ od wielu miesięcy, a upadł jesienią ubiegłego roku najpewniej ze względu na brak wsparcia politycznego z KPRM. Teraz prawdopodobne wydaje się przedstawienie premierowi pakietu różnych propozycji dotyczących ewidencji czasu pracy lekarzy, wprowadzenia limitu wynagrodzeń czy np. przyspieszenia wdrożenia systemu e-rejestracji, o czym mówił w piątek sam premier. Ten ostatni to postulat zapisany w ramach 100 konkretów KO przedstawionych w czasie kampanii wyborczej. Na stronie ugrupowania widzimy, że jest on „w  realizacji”. Przypomnijmy, że jest wprowadzany stopniowo od 1 stycznia tego roku, od 1 sierpnia ma obejmować kolejne świadczenia. System ma w pełni działać do końca 2029 r. Choć możliwe jest przyspieszenie, bo Donald Tusk zapowiedział w piątek, że będzie on działać w całości już do końca roku. – Szukam rozwiązań, które nie wymagają ustawowych dróg i ta centralna e-rejestracja to jest na szczęście rozporządzenie – mówił Tusk. 

Czytaj więcej

Architektura władzy Donalda Tuska. Jak premier zbudował nowy system rządzenia państwem?

A może jednak dymisja? Brak kandydatów na „giełdzie nazwisk”

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów każdej dyskusji przed zmianami w rządzie jest tzw. giełda nazwisk, czyli spekulacje dotyczące tego, kto mógłby zastąpić danego ministra. Teraz jednak „giełda nazwisk” dotycząca następcy na stanowisku szefa resortu zdrowia jest niemal pusta. Krąży na niej w zasadzie tylko nazwisko senatora Wojciecha Koniecznego z PPS, ale to by oznaczało oddanie kolejnego resortu Lewicy.

Sam Włodzimierz Czarzasty, lider Nowej Lewicy i marszałek Sejmu w piątek, jeszcze przed konferencją premiera wypowiadał się dość ostrożnie. – Niech ci, którzy w tej chwili to robią, po prostu poprawią to wszystko – mówił w TOK FM w odpowiedzi na pytanie, czy Lewica przejmie odpowiedzialność za zdrowie. 

Nie można oczywiście wykluczyć, że premier Tusk albo nie będzie zadowolony  z rekomendacji przedstawionej przez resort zdrowia albo podjął już decyzję o dymisji szefowej resortu, a piątkowa konferencja była tylko budowaniem fundamentów pod rekonstrukcję. Ale równie dobrze może skończyć się na tym, że Donald Tusk po prostu przyjmie rekomendacje o zmianach systemowych, a Sejm i MZ będą je wdrażać. Zwłaszcza, że oczekiwania polityków z klubu KO były wyrażone dość jasno. – Same zmiany personalne nic nie zmienią w naszej sytuacji – kwituje jeden z naszych informatorów z KO. 

Czy ultimatum premiera było teatrem? To okaże się zapewne do środy. W sztuce jest pojęcie „strzelby Czechowa” –  zawieszona w I akcie musi wypalić, bo po to została zawieszona. A przecież polityka to też teatr.