Przez ponad dwie dekady obecności w UE przyzwyczailiśmy się do traktowania unijnych funduszy jako szybkiej i prostej drogi do cywilizacyjnego skoku. Sukces mierzyliśmy kilometrami wybudowanych autostrad i wodociągów, liczbą nowych mostów, basenów, szkół itp. Ten model doskonale sprawdzał się przy zasypywaniu cywilizacyjnych zapóźnień wobec Europy Zachodniej – Polska piękniała, rozwijała się, poziom życia mieszkańców poprawił się o lata świetlne.
Ile Polska dostanie z budżetu UE na lata 2028-2034
Nic też dziwnego, że kolejni premierzy za punkt honoru stawiali sobie przywiezienie z Brukseli jak największej „koperty narodowej”. Ta sztuka udała się też rządowi Donalda Tuska, bo Polska na lata 2028-2034 ma dostać z UE rekordowe 123,3 mld euro (ponad pół biliona złotych). Ale wynegocjowana gigantyczna kwota to dopiero początek drogi. Prawdziwym testem dojrzałości państwa będzie zdolność do absorpcji tych środków w nowym reżimie prawno-finansowym.
Nadchodząca perspektywa finansowa przynosi bowiem głębokie, wprost rewolucyjne zmiany. Unia Europejska definitywnie odchodzi od tradycyjnego, rozproszonego modelu tzw. zarządzania dzielonego, który dotychczas oznaczał precyzyjne dzielenie unijnej kasy na dziesiątki mniejszych programów i przyporządkowywanie ich bardzo szczegółowym celom tematycznym. W to miejsce Bruksela wprowadza jeden scentralizowany Plan Partnerstwa Krajowego i Regionalnego. W nowym rozdaniu już cała Unia przechodzi na rygorystyczny model znany z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) – oparty na twardej zasadzie „pieniądze za reformy i kamienie milowe”, co de facto oznacza całkowite podporządkowanie budżetu rygorystycznym warunkom.
Jak zmieniają się zasady wykorzystania funduszy UE
Zmieniają się też unijne cele i priorytety, a dotychczasowe kryteria przesuwają się w zupełnie inne obszary. Owszem, wyrównywanie różnic rozwojowych między regionami (co dotychczas było kluczowe) wciąż jest ważne, jednak w nowej architekturze finansowej priorytetem Brukseli stają się innowacje, zaawansowana cyfryzacja, odporność militarna, głęboka transformacja energetyczna, konkurencyjność i suwerenność. Strategiczny cel jest jeden: Europa musi pilnie zmobilizować wszystkie siły i środki, by móc gonić uciekające potęgi technologiczne i gospodarcze, takie jak Chiny i USA.
Dla wielu polityków i beneficjentów zderzenie z tą nową rzeczywistością będzie wyjątkowo bolesne. Samorządowcy, zwłaszcza z Polski wschodniej, już teraz głośno przypominają, że ich priorytetem wciąż są podstawowe inwestycje – drogi i chodniki, a nie np. nieco abstrakcyjna cyfryzacja czy konkurencyjność. Prawdziwą barierą stać się może również mocno skomplikowany proces aplikacyjny oraz niezwykle wyśrubowane wymagania unijne.
Czy te głębokie zmiany są złe, czy dobre? W skali globalnego wyścigu technologicznego to konieczność, z perspektywy lokalnych potrzeb prowincji – ogromny problem. Trudno tu jednoznacznie rozsądzić ten spór, ale jedno jest pewne: era łatwych i bezwarunkowych pieniędzy z Brukseli bezpowrotnie dobiegła końca.