Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie argumenty prawne stały za umorzeniem głośnego śledztwa w sprawie „dwóch wież”.
  • Dlaczego pełnomocnicy austriackiego biznesmena mogą mieć ograniczone możliwości zaskarżenia tej decyzji.
  • Jakie kulisy personalne i polityczne w prokuraturze towarzyszyły badaniu sprawy.
  • Czym ponowne śledztwo różniło się od postępowania sprzed lat i dlaczego zakończyło się taką samą konkluzją.

Szok, zaskoczenie, pochwały, ale i ostra krytyka spadły na prok. Małgorzatę Szeroczyńską, wiceszefową Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która umorzyła śledztwo w głośnej sprawie tzw. dwóch wież. Prokurator umorzyła wszystkie trzy wątki uznając, że jest „brak znamion czynu zabronionego” – czyli że w ogóle nie doszło do przestępstwa. Pełnomocnicy austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera zapowiedzieli walkę i złożenie zażalenia na umorzenie. Ale prokuratura postarała się, by mieli w tym zakresie pewne ograniczenia.

– Zażalenie przysługuje pokrzywdzonemu Geraldowi Birgfellnerowi w zakresie pierwszego czynu. W zakresie czynów 2 i 3 zażalenie przysługuje pokrzywdzonemu – Fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego – odpowiada nam prok. Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, kiedy pytamy kto ma prawo zaskarżyć umorzenie.

Czyn pierwszy dotyczy podejrzenia oszustwa na szkodę Birgfellnera, dwa pozostałe – wręczenia rzekomej „koperty z łapówką”.

W tzw. sprawie dwóch wież chodziło o plan wybudowania dwóch biurowców w kształcie wież w Warszawie na działce należącej do spółki „Srebrna” (powiązanej z PiS), mających upamiętnić Lecha Kaczyńskiego. Austriacki biznesmen twierdzi, że przez 14 miesięcy (w latach 2017–2018) pracował przy projekcie inwestycji i nie otrzymał 1,3 mln euro wynagrodzenia (w tym za pracę podwykonawców – architektów i prawników). Sprawa wybuchła, kiedy w styczniu 2019 r. „GW” opublikowała stenogram rozmowy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z Geraldem Birgfellnerem).

Prokuratura za rządów PiS odmówiła wszczęcia śledztwa, a sąd tę decyzję utrzymał. Po zmianie władzy w 2023 r. sprawę zaczęto prześwietlać od nowa.

Czytaj więcej

Wątpliwe honorarium za wieżowce Kaczyńskiego

Wszczęte w lutym 2025 r. śledztwo miało trzy wątki – doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości, czyli oszustwa w kwocie 1,3 mln euro na szkodę Birgfellnera. Dwa pozostałe dotyczyły rzekomego przyjęcia 50 tys. zł przez byłego księdza Rafała Sawicza, członka rady „Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego” (fundacja jest właścicielem spółki „Srebrna”) za „zgodę na budowę wież” (nadużycia uprawnień, co mogło wyrządzić fundacji szkody finansowe). A także pośredniczenia w przekazaniu tej sumy i rzekomego nakłaniania Birgfellnera do wręczenia tej osobie 100 tys. zł łapówki. Austriak sugerował, że miał go nakłonić do tego prezes PiS.

Finalnie prok. Małgorzata Szeroczyńska sprawę umorzyła z konkluzją: „braku znamion przestępstwa”. Z taką samą w 2019 r. odmówiła śledztwa prok. Renata Śpiewak. Obie oceny są podobne: oszustwa ani korupcji w ocenie prokuratury nie było.

Jak podał w komunikacie rzecznik prokuratury, do czasu uzyskania tłumaczenia postanowienia na język niemiecki szczegóły umorzenia nie będą podawane. Zdradził tylko, że liczy ono 63 strony, z tego jedna trzecia to wywody stricte prawne. – Decyzja jest bardzo dobrze uzasadniona i przemyślana – twierdził prok. Skiba na briefingu.

Według informacji „Rz” kluczowa w umorzeniu jest ocena odnosząca się do przestępstwa oszustwa, co pośrednio przyznał rzecznik prokuratury.

Aby mówić o wypełnieniu znamion oszustwa musimy udowodnić: działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem oraz wprowadzenie w błąd – żadne z tych znamion nie zostało stwierdzone

Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie

– Aby mówić o wypełnieniu znamion oszustwa musimy udowodnić: działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem oraz wprowadzenie w błąd – żadne z tych znamion nie zostało stwierdzone – wyliczał prok. Skiba.

W tej sytuacji prawnikom Birgfellnera może być trudno podważyć umorzenie śledztwa.  – Nie znamy ani postanowienia, ani jego uzasadnienia, więc ciężko w tej chwili deklarować, co podniesiemy w zażaleniu. Na pewno będziemy wnosili o uchylenie decyzji o umorzeniu i o zwrot sprawy do prokuratury – mówi „Rzeczpospolitej” mec. Jacek Dubois, który obok mec. Romana Giertycha reprezentuje Austriaka. I uważa, że „sama treść merytoryczna decyzji, ale też intelektualnego uzasadnienia podanego przez rzecznika prokuratury daje nadzieję na szeroką polemikę”. – Bo jedynym argumentem, o którym usłyszeliśmy, jest to, że uzasadnienie ma 63 strony, więc podejrzewam, że pani prokurator obficie cytowała w nim polityków PiS – mówi z przekąsem mec. Dubois. – My będziemy się chcieli odnieść do faktów i dowodów – zaznacza.

Nie znamy ani postanowienia, ani jego uzasadnienia, więc ciężko w tej chwili deklarować, co podniesiemy w zażaleniu. Na pewno będziemy wnosili o uchylenie decyzji o umorzeniu i o zwrot sprawy do prokuratury

mecenas Jacek Dubois, jeden z pełnomocników austriackiego biznesmena

Czy od początku śledztwa Instytut im. Lecha Kaczyńskiego ma w nim status pokrzywdzonego? Nie udało nam się dowiedzieć. Jednak śledczy, z którymi rozmawiamy, sugerują że zemściło się badanie wszystkiego w jednym postępowaniu.

– Sądzę, że na politycznej fali chciano „przybić” Kaczyńskiemu nie tylko oszustwo, ale i nakłanianie wręczenia „koperty”, dlatego śledztwo rozszerzono o ten wątek – jednak w ten sposób Instytut wszedł do sprawy jako strona postępowania i teraz jako pokrzywdzony ma prawo do złożenia zażalenia – tłumaczy nam jeden ze śledczych (w 2019 r. prok. Renata Śpiewak wątek „koperty” wyłączyła do odrębnego postępowania i tak jak w wątku oszustwa, odmówiła wszczęcia śledztwa).

Czytaj więcej

„Dwie wieże” jeszcze w grze, choć już bez prokurator Ewy Wrzosek

Emocje wokół decyzji prokurator Małgorzaty Szeroczyńskiej. Mecenas biznesmena mówi o „bezczelnej manipulacji”

Prok. Szeroczyńska umorzyła sprawę „dwóch wież” 25 czerwca, a następnie poszła na urlop. Jej decyzja wywołała burzę. Najpierw – i jest to ewenement – poinformowano o niej komunikatem opinię publiczną, gdy strony jeszcze nie otrzymały postanowienia. – Pani prokurator wstydziła się konfrontować z nami medialnie – komentuje mec. Jacek Dubois.

We wtorek Małgorzatę Szeroczyńską ostro zaatakował mec. Roman Giertych. Napisał na platformie X, że „zgodnie z tym, czego się spodziewał po uchylaniu 80 proc. moich pytań do Jarosława Kaczyńskiego, umorzyła śledztwo w sprawie dwóch wież”. Wytknął odsunięcie od śledztwa prok. Ewy Wrzosek. „Była to bezczelna manipulacja. Nie zmienia się składu prowadzącego śledztwo z tego powodu, że tym, których śledztwo dotyczy nie podoba się prokurator”– czytamy w jego wpisie na X.

Prok. Szeroczyńska przejęła sprawę po prok. Wrzosek po tym, jak przesłuchując Barbarę Skrzypek (z zarządu spółki „Srebrna”, zaufaną współpracownicę prezesa PiS), nie zgodziła się, aby był przy tym obecny jej pełnomocnik – kobieta zmarła na zawał trzy dni po przesłuchaniu.

Ewie Wrzosek nie odebrano śledztwa. Jak pisała „Rz”, by mogła je kontynuować, niezbędne było przedłużenie jej delegacji do Prokuratury Okręgowej i nieoczekiwanie ze strony zainteresowanej jej zabrakło. Nasi rozmówcy sugerowali wówczas, że być może prok. Wrzosek wyczuła, że sprawa nie rokuje na zarzuty i nie chciała firmować umorzenia.

Zgrzyt był już wcześniej. Mniej więcej miesiąc temu, komentując przesłuchanie przez prok. Szeroczyńską prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, mec. Giertych mówił mediom, że ma wrażenie, że „pani prokurator nie poradziła sobie do końca”.

Umorzenie „wisiało” w powietrzu. Na krótko przedtem, prok. Szeroczyńska wystąpiła o zwolnienie z tajemnicy zawodowej prawników, z którymi Austriak miał współpracować przy projekcie wież – by ustalić „pełny stan faktyczny”. Wniosek był skazany na niepowodzenie, w maju sąd odmówił. – Zdaniem Sądu Okręgowego w Warszawie to spór cywilny, nie sprawa karna. To ocenił w prawomocnym postanowieniu, odmawiając zwolnienia z tajemnicy zawodowej dziesięciu adwokatów i radców prawnych – mówi „Rz” mec. Michał Zuchmantowicz, który był w przeszłości pełnomocnikiem Jarosława Kaczyńskiego w sprawie „wież”.

I przypomina, że negatywne komentarze, jakie spotykają obecną referent, wcześniej dotknęły prok. Renatę Śpiewak, która w 2019 r. odmówiła wszczęcia śledztwa, a także sędzię która w 2020 r. tę odmowę utrzymała w mocy. – Tymczasem nie można zarzucać przestępstwa menedżerskiego reprezentantom fundacji nieprowadzącej działalności gospodarczej, tym bardziej gdy idzie o członka organu kolegialnego podmiotu właścicielskiego. Jest to absurdalne wykorzystywanie wielu zasobów prokuratury do dochodzenia roszczenia spornej usługi – komentuje mec. Zuchmantowicz.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński przesłuchany w prokuraturze. „Pojawiły się pewne zgrzyty”

Tarcia frakcji w prokuraturze? Prokurator Małgorzata Szeroczyńska znalazła obrońców

Prok. Szeroczyńska jest doktorem nauk prawnych, ma też ukończone studia psychologiczne i dorobek naukowy, wykłada na uczelni, jest naczelną i przewodniczącą Kolegium redakcyjnego pisma „Prokuratura i Prawo”. Jako wiceszefowa Prokuratury Okręgowej prowadzi oprócz „dwóch wież” również inne medialne sprawy, nadzoruje wydziały śledcze. – Nie można odmówić jej wiedzy merytorycznej– słyszymy od śledczych.

Na brak przestępstwa w sprawie „dwóch wież” wskazywała prokuratura już siedem lat temu – a warszawski sąd już wtedy to potwierdził. Wcześniej prok. Renata Śpiewak naciskała na biznesmena, by ten ujawnił umowy i faktury na potwierdzenie wykonanej pracy (tego samego – na nagraniach – domagał się prezes PiS, w rozmowie z Austriakiem). A kiedy uznała, że nie przedstawił żadnego dowodu poniesionych kosztów, po postępowaniu sprawdzającym odmówiła śledztwa. Sąd, utrzymując w 2020 r. tę decyzję, uznał, że konflikt między Birgfellnerem a spółką „Srebrna” ma charakter cywilnoprawny, a nie karny.

Po zmianie rządu i władzy w prokuraturze jednak sprawę wpisano do „raportu otwarcia” – o śledztwach z czasów PiS i zaczęto ją badać od nowa, już w śledztwie. Umorzono z taką samą konkluzją.

– Zostały zmarnowane pieniądze podatników. Ciekaw jestem, ile dodatkowo kosztowało postępowanie w sprawie, w której już raz uznano, że nie ma mowy o przestępstwie, co potwierdził Sąd Okręgowy w Warszawie – komentuje mec. Krzysztof Wąsowski, który na pewnym etapie postępowania był pełnomocnikiem przedstawicieli władz spółki „Srebrna”. I zaznacza: – To obecne umorzenie jest dla prokuratury klęską, bo świadczy o tym, że zachowania wskazane w zawiadomieniu austriackiego biznesmena zostały zbadane od początku do końca i prokurator ocenił, że nigdy nie nosiły znamion przestępstwa.

Mec. Wąsowski przyznaje, że umorzenie go zaskoczyło. – Byłem przekonany, że ciśnienie polityczne jest tak duże, co dało się odczuć podczas przesłuchań, kiedy dopuszczono mnie w charakterze pełnomocnika do zeznań niektórych świadków, że to się musi zakończyć postawieniem prezesowi PiS zarzutów i wyeksponowaniem tego w czasie kampanii wyborczej – wskazuje.

Sprawa ma także inny wymiar – tarć różnych frakcji w prokuraturze. 

1 lipca prok. Dariusz Korneluk wziął w obronę prok. Szeroczyńską (jego wpis na swoim koncie przywołał Adam Bodnar). W oświadczeniu na stronie Prokuratury Krajowej wyraził „stanowczy sprzeciw” wobec „podważania prawa prokuratorów do podejmowania niezależnych decyzji”. I uznał za niedopuszczalne „personalne atakowanie prokuratora wyłącznie z powodu treści podjętej przez niego decyzji, zwłaszcza w sytuacji, gdy od decyzji procesowych przysługują przewidziane prawem środki odwoławcze, zapewniające ich kontrolę przez niezawisły sąd” – co można odczytać jako uwagi pod adresem ostrych wpisów mec. Giertycha na X.

Z kolei prokurator regionalna w Warszawie Małgorzata Adamajtys stwierdziła, że śledztwo umorzył „niezależny prokurator na podstawie zgromadzonych dowodów, niezależnie od oczekiwań mediów i polityków”.