Tydzień temu, kilkanaście godzin po zamknięciu lokali wyborczych w Krakowie, kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek stojąc na Rynku Głównym głosił, że od stolicy Małopolski rozpocznie się fala referendów w całej Polsce. Z naszych informacji wynika, że jest to element nowej strategii PiS. Politycy partii Kaczyńskiego otrzymali niedawno instrukcje: PiS ma co do zasady nie inicjować nowych akcji zbierania podpisów pod wnioskami o przeprowadzenie referendów. Ale jednocześnie ma wspierać wszelkie oddolne inicjatywy obywatelskie, co ma pokazać, że dla partii Kaczyńskiego liczy się głos obywateli.  To wydarzyło się już w Radomiu, gdzie lokalna inicjatywa referendalna otrzymała już pod koniec ubiegłego tygodnia wsparcie polityków PiS. Jej celem jest odwołanie prezydenta Radomira Witkowskiego z KO, który rządzi miastem od 2014 r. oraz zmiany w Radzie Miasta. Co też nie jest bez znaczenia. 

Czytaj więcej

Estera Flieger: Referendum w Krakowie. KO zaspała. Ma problem nie tylko w tym mieście

PiS nie będzie stać z boku, ale nie będzie też inicjować akcji referendalnych

Decyzja władz PiS podyktowana jest dość prostą kalkulacją. Lokalnym włodarzom łatwiej będzie pokazywać w trakcie kampanii referendalnych wyborcom w ich miastach referendum tylko jako inicjatywę prawicy, jeśli PiS będzie je samo inicjowało. A to mogłoby mieć negatywny dla partii wpływ na jego potencjalną frekwencję i wynik. W Krakowie PiS było w tle kampanii referendalnej, chociaż jego działacze i radni byli zaangażowani w akcję zbierania podpisów. Mocnego wsparcia udzieliła też Konfederacja i Partia Razem.

Sprawa jednak ma też inny wymiar. W Krakowie referendum odwołujące prezydenta Aleksandra Miszalskiego było powiązane z referendum odwołującym Radę Miasta. I dlatego politycy PiS zarówno z centrali, jak i tym bardziej lokalni działacze po cichu liczyli na to, że to referendum do Rady Miasta się nie uda. Bo wybory do Rady Miasta dałyby zarówno ogólnokrajowo, jak i lokalnie tlen konkurencji PiS na prawicy, zwłaszcza Konfederacji. Oznaczałyby dla radnych oraz dla struktur konieczność prowadzenia kampanii wyborczych na wiele lat przed końcem ich kadencji, czyli przed 2029 r. Już teraz zresztą rywalizacja na prawicy w Krakowie to temat ogólnokrajowy. PiS szuka kandydata, Konfederacja i Korona Grzegorza Brauna mają już własnych. 

Nie tylko Radom. Co z Częstochową i Rzeszowem? 

Odwołanie Aleksandra Miszalskiego uruchomiło w całej Polsce przegląd możliwości zmiany władz w miastach. Począwszy od wspomnianego Radomia, gdzie doszło do powołania komitetu referendalnego z inicjatywy lokalnych organizacji: Lepszy Radom, Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym czy Radomski Czerwiec 1976. Pod koniec maja inicjatywę poparło PiS i zapowiedziało włączenie się do akcji zbierania podpisów.

Czytaj więcej

Jacek Jaśkowiak: Nie jesteśmy jak Kraków. Mamy trzy razy mniej długów

Na liście miast, które śledzą największe partie – bo oczywiście nie tylko PiS ma interes w tym, by kolejni prezydenci z KO lub rządzącej koalicji byli odwoływani – jest też Rzeszów, być może również Częstochowa, gdzie prezydent Krzysztof Matyjaszczyk został w kwietniu zatrzymany przez CBA. Możliwe, że ponowna próba referendalna zostanie podjęta we Wrocławiu, gdzie już dwukrotnie nie udało się go przeprowadzić i wieloletni prezydent Jacek Sutryk wciąż utrzymuje się na stanowisku. W Rzeszowie jeden z rywali prezydenta Konrada Fijołka w wyborach, wiceszef Rady Miasta Jacek Strojny, złożył wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie jego odwołania. Jeszcze przed zmianą strategii podobny wniosek złożył PiS, aby „nie oddawać pola” Strojnemu. Ale wciąż istnieje opcja, aby przeprowadzić referendum inicjowane przez mieszkańców tak, jak miało to miejsce w Krakowie. 

Czy ta strategia PiS ma sens? – Z perspektywy obecnej sytuacji politycznej i wewnętrznej w PiS wydaje się to jedyną realną strategią. Partia musi po pierwsze znaleźć sposób na wizerunkowe odbicie po nieporozumieniach i wewnętrznych wojnach, które w ostatnim czasie zdominowały jej medialny obraz. Po drugie, działania te mogą być dla PiS szansą na odbudowę znaczenia w regionach, co przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi będzie miało duże znaczenie – mówi nam dr Bartłomiej Machnik z UKSW i Akademii WSB. – PiS nie może jednak przesadzić. Zbyt daleko idąca ingerencja centrali może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego i negatywnie odbić się na wynikach referendów – konkluduje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Machnik. 

Dla PiS w tym tygodniu poza sprawami lokalnymi liczy się też zapowiadany na 5 czerwca wspólny wiec Przemysława Czarnka i Mateusza Morawieckiego. Ma pokazać jedność wszystkich skrzydeł w partii. Jednak wcześniej, bo już we wtorek 2 czerwca, jak utrzymuje Wirtualna Polska, może odbyć się posiedzenie Komitetu Politycznego dotyczące kwestii stowarzyszeń w PiS.  To sprawa, która mocno podzieliła partię Kaczyńskiego w ostatnich miesiącach. Utrzymanie uwagi publicznej na referendach lokalnych w perspektywie kolejnych miesięcy nie będzie dla Nowogrodzkiej łatwe.