Aleksander Miszalski jest już tylko byłym prezydentem miasta. W referendum nie uczestniczyłem, ponieważ nie warto uczestniczyć w duperelach, jak plebiscyt nad prezydenturą słabą, która niczym nie zapisała się w dziejach byłej stolicy. Tylko najpewniej potrzeba byłoby politycznego geniusza, aby zacząć wyprowadzać królewskie miasto z obecnego dna: zadłużone nad miarę, rozdrapywane przez deweloperów, zaduszone spalinami i kopciem z kominów okolicznych miejscowości.

W Krakowie nie chciano, a pewnie i nie potrafiono wyjaśnić potrzeby reform

Aleksander Miszalski robił tylko to, co musiał, więc poległ na tym, co najbardziej dotknęło mieszkańców, a więc podwyżce cen biletów i strefie czystego transportu. To tak, jakby pacjent z bolącym zębem uciekł z fotela dentystycznego; ale zaraz potem pojawia się pytanie „co dalej?” Bez odpowiedzi oczywiście…

Może jednak wina obciąża także stomatologa, który nie wyjaśnił pacjentowi, że musi pocierpieć, aby zapewnić sobie jutro bez bólu. W Krakowie nie chciano, a pewnie i nie potrafiono, więc nowa władza będzie jak ten Syzyf, któremu kamień znowu stoczył się do podnóża.

Teraz młode wilczki prawicy skomlą z przerażenia: „nie po to odwołaliśmy Miszalskiego, żeby jego zastępca został komisarzem!”

Stanisław Kracik – najporządniejszy z zastępców i wywodzący się z pokolenia Solidarności

Jedno w tym wszystkim jest dobre: na komisarza, który będzie rządził miastem do wyboru nowego prezydenta, premier wyznaczył Stanisława Kracika najporządniejszego z zastępców Miszalskiego. Jest za stary, by ubiegać się o prezydenturę (tylko 11 lat młodszy ode mnie), a więc z pokolenia, które nieuchronnie odchodzi na wieczną emeryturę, ale kiedyś musiało wybierać i ten wybór bywał bardzo kosztowny. Jest to bowiem pokolenie Solidarności.

Kracik w latach 1980/81 był przewodniczącym Komisji Zakładowej w średniej wielkości fabryce elektronicznej, potem – wyrzucony z pracy – na własnym karku poznał represje bezpieki. Z tamtych czasów się znamy, a nie tylko z późniejszych, kiedy w 1990 r. został wybrany burmistrzem Niepołomic i pięknie zapisał się w historii miasta. Wolna Polska na ogół nie potrafiła docenić takich jak on postaci „drugiego szeregu”, ale czasy, w których żyliśmy, dowodnie pokazały, kto jest skonstruowany z najczystszego kruszcu, a kto tylko z gliny.

Czytaj więcej

Po przegranym referendum w Krakowie los Aleksandra Miszalskiego w KO jest przesądzony

Teraz młode wilczki prawicy skomlą z przerażenia: „nie po to odwołaliśmy Miszalskiego, żeby jego zastępca został komisarzem!” Mają rację: one musiały wybierać tylko między Erasmusem w Holandii, a stypendium we Francji; między stażem w Leeds, a pobytem w Hanowerze. Z racji późnego urodzenia ich wybór nigdy nie był kosztowny, a wiedza zawsze pełna. Ale z tej samej racji nie mają odpowiedzi na tytułowe pytanie. Także w Warszawie, Rzeszowie i Poznaniu albo gdziekolwiek jeszcze zdołają obalić prezydenta.