To są ostatnie miesiące pełni władzy Donalda Trumpa. Tak przynajmniej wynika z sondaży. Jeden z nich, przeprowadzony przez wspomniany, prestiżowy brytyjski tygodnik, podaje, że już tylko 36 proc. badanych Amerykanów wciąż ufa swojemu przywódcy, podczas gdy 57 proc. nie aprobuje jego sposobu sprawowania władzy. To oznacza, że liczba wiernych Trumpowi wyborców jest już aż o 21 pkt. proc. niższa niż tych, którzy nie zamierzają go poprzeć.

Na tym etapie prezydentury Joe Biden i sam Trump w trakcie swojej pierwszej kadencji mieli niepomiernie lepsze wyniki. Dokładniejsza analiza tych danych ujawnia zresztą jeszcze trudniejszą sytuację dla Trumpa. O ile bowiem wśród jego zwolenników połowa „bardzo” a połowa „nieco” go popiera”, to gdy idzie o jego przeciwników, 90 proc. „zdecydowanie” ma go dosyć. 

Foto: PAP

Załamanie popularności prezydenta bardzo mocno ciąży na Republikanach. Co prawda sam prezydent w listopadowych wyborach nie będzie startował, jednak są one tak naprawdę referendum w sprawie oceny jego rządów. Na podstawie złożonego modelu analizy wielu danych „The Economist” ocenia, że na 90 proc. Demokraci przejmą większość w Izbie Reprezentantów. Dziś dostaliby oni 230 deputowanych w tym 430-osobowym gremium (Republikanom przypadłoby 205 miejsc). Walka o Senat byłaby o wiele bardziej zażarta, w szczególności dlatego, że tu w grze jest tylko 1/3 mandatów, wśród których tylko część obejmuje stany wahające się między obiema głównymi partiami kraju. 

Z większością w Izbie Reprezentantów Demokraci sparaliżują prace Białego Domu

Utrata samej Izby Reprezentantów przez ugrupowanie Trumpa oznaczałaby już jednak radykalne ograniczenie władzy głowy państwa. Nie brakuje ekspertów, którzy uważają, że w ten sposób rozpocząłby się schyłkowy okres rządów 80-letniego polityka.

W nowym układzie to Demokraci określaliby strukturę finansowania państwa, de facto paraliżując szereg działań Białego Domu, np. w sprawie walki z nielegalną imigracją. Ponieważ mieliby wówczas możliwość przejęcia przewodnictwa większości kluczowych komisji parlamentarnych, mogliby blokować nowe inicjatywy legislacyjne wychodzące od prezydenta i określać agendę prac Kongresu. Już wcześniej Sąd Najwyższy uznał za nielegalne przejmowanie przez Trumpa szeregu kompetencji przynależnych władzy ustawodawczej, jak wprowadzenie nowych ceł. 

Co prawda Izba Reprezentantów pod wodzą Demokratów nie miałaby szansy na odsunięcie Trumpa od władzy czy to pod zarzutem utraty odpowiednich zdolności psychicznych lub intelektualnych czy to złamania prawa. Do tego konieczne jest zebranie 2/3 głosów tak w niższej, jak i wyższej izbie Kongresu. Jednak już same debaty o możliwych przewinieniach prezydenta transmitowane na cały kraj mogą bardzo wyraźnie wpłynąć na dynamikę polityczną. Tak było choćby w czasie przesłuchań Billa Clintona w sprawie romansu z Monicą Lewinsky blisko 30 lat temu.

Czytaj więcej

Chiny patrzą na Amerykę Trumpa jak na „imperium w schyłku”. W Pekinie rośnie poczucie przewagi

Problem dla Republikanów byłby tym większy, że naturalny spadkobierca Trumpa, wiceprezydent J.D. Vance, też ma złe notowania. Zdaniem „Financial Times” popiera go 39 proc. Amerykanów, podczas gdy 45 proc. jest mu przeciwne Sekretarz stanu Marco Rubio może liczyć na 36 proc. głosów aprobujących i 34 proc. przeciwnych podczas gdy 31 proc. nie ma w tej sprawie zdania.

Trump zraził polityką migracyjną kolorowych Amerykanów, którzy stanowią 45 proc. społeczeństwa

Na taką katastrofę złożyło się wiele czynników. W tej chwili najbardziej widoczny jest efekt trwającej już od blisko trzech miesięcy kampanii irańskiej. Od czasu jej rozpoczęcia cena detaliczna galonu benzyny skoczyła o 50 proc. do ok. 4,5 dol. Łącznie roczny wskaźnik inflacji wzrósł w kwietniu do 3,7 proc. Nic dziwnego, że 51 proc. Amerykanów jest niezadowolonych z polityki gospodarczej prezydenta (35 proc. ją aprobuje) – podaje „Financial Times”. To potężny cios w Trumpa, który ogłaszał w dniu inauguracji 20 stycznia ub. r. początek „złotego wieku” rozwoju kraju.

Ale większość Amerykanów (55 proc.) uważa także, że masowe cła wprowadzone rok temu przez prezydenta „zaszkodziły” gospodarce (zdaniem 25 proc. jej pomogły). I tu prezydent nie spełnił swojej obietnicy. Zapewniał przecież, że wyższe opłaty zmuszą partnerów gospodarczych USA do  przyznania lepszych warunków dla amerykańskiego biznesu lub, jak to ujmował Trump, „wycofania się z okradania Ameryki”. Tymczasem dochód narodowy kraju rozwija się coraz bardziej anemicznie.

Czytaj więcej

Xi Jinping spycha Trumpa do defensywy

Samą kampanię irańską 54 proc. pytanych ocenia źle (32 proc. dobrze). To sygnał, jak bardzo ta kwestia podzieliła bazę wyborczą Trumpa, czyli ruch MAGA. Znaczna część tego środowiska jest przecież do szpiku kości izolacjonistyczna.

Na notowaniach Trumpa bardzo mocno zaciążyła także brutalna polityka migracyjna. W szczególności spowodowała ona, że odwrócili się od niego Latynosi. Nie byli oni przeciwni walce z nielegalnie żyjącymi w USA osobami. Jednak metody agentów ICE spowodowały, że każdy o innej niż biała karnacji skóry poczuł się zagrożony. Mowa zaś o fundamentalnej części społeczeństwa: dziś biali (nie włączając Latynosów) stanowią tylko 55 proc. mieszkańców USA. Jeszcze w 1990 r. ich udział wynosił 75 proc.

Bardzo dużą część elektoratu Trump stracił także w wyniku Wielkiej Pięknej Ustawy (Big Beautiful Bill), podpisanego przez prezydenta 4 lipca ub. r. pakietu ustaw wprowadzających daleko idące ulgi podatkowe. Manewr, na którym skorzystało 10 proc. najbogatszych Amerykanów, został jednak sfinansowany kosztem dochodów 30 proc. najuboższych obywateli. Szacuje się, że w ciągu nadchodzącej dekady 15 mln osób straci ubezpieczenie zdrowotne. Taki los ma spotkać 1/3 młodych. Blisko trzy miliony Amerykanów nie będą już miały dodatków inwalidzkich.

Czytaj więcej

„Oświecić tych, którzy rządzą”. Leon XIV apeluje o pokój po wizycie Marco Rubio

Pakiet ustaw był na tyle kontrowersyjny, że podzielił równo Senat: przeważył głos J.D. Vance’a. Choć Trump przekształcił Partię Republikańską w powolne mu narzędzie władzy, trzech senatorów opowiedziało się przeciw takiemu rozwiązaniu. Wśród zwolenników ruchu MAGA nie brakuje osób o skromnych dochodach. Wiele z nich dało się jednak uwieść wizji, że dzięki obniżeniu podatków oraz zniesieniu polityki ochrony środowiska (kolejna ofiara Big Beautiful Bill) gospodarka ruszy z kopyta. Nic takiego jednak się nie stało. Zawód jest więc podwójny.