We wtorek, po pięciu latach spędzonych w białoruskim więzieniu, Andrzej Poczobut odzyskał wolność w ramach wymiany więźniów. Wymiana odbyła się na polsko-białoruskim przejściu granicznym Białowieża-Piererow na zasadzie „pięciu za pięciu”, w ramach której władze w Mińsku zwolniły trzech Polaków i dwóch obywateli Mołdawii. Jednym z uwolnionych był właśnie Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Andrzej Poczobut odzyskał wolność. Wymiana więźniów między Polską a Białorusią

Dyplomacja i synergia: Jak doszło do uwolnienia Andrzeja Poczobuta?

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” poseł KO i przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Paweł Kowal powiedział, że uwolnienie Andrzeja Poczobuta to efekt wspólnych działań na wielu frontach.

– W takich sytuacjach działa synergia i tu działała. Każdy polski polityk, spotykając się z naszymi partnerami na świecie mówił o tej sprawie. Kilka centrów dyplomatycznych w tej sprawie działało. Amerykanie wspierali i jeszcze  jedno albo dwa centra dyplomatyczne, które mają wpływ na politykę Białorusi, działały. Dobrze, że to się skończyło pomyślnie – powiedział w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem.

Czytaj więcej

Oksana Poczobut opublikowała poruszającą fotografię. „Najmilsze poranki z możliwych”

Poseł KO odniósł się również do opinii, która pojawiła się na koncie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że uwolnienie Poczobuta jest zasługą prezydenta Karola Nawrockiego, a premier Donald Tusk mógł wcześniej doprowadzić do sprowadzenia polskiego dziennikarza do kraju. 

– Jeszcze wcześniej mógł tego dokonać Jarosław Kaczyński. To jest takie gadanie.  Szkoda słów, bo to są takie momenty, kiedy ludzie czasami potrafią pomilczyć chwilkę, jeżeli nie są w stanie powiedzieć „super, że się udało, że jest synergia.” (...) Myślę, że każdy, kto rozmawiał w różnych miejscach na świecie, każdy z polskich polityków zapewne cisnął temat uwolnienia Poczobuta. Po co taki wpis Jarosława Kaczyńskiego? Komu to służy? – pytał

Bezpieczeństwo Polski: Dwie nogi sojuszu z USA i Europą

Kowal odniósł się również do relacji polsko-amerykańskich. – Niektórzy mają kłopot ze zrozumieniem, że dzisiaj bezpieczeństwo Polski ma te dwie nogi. Jedną amerykańską i jest to 10 tysięcy żołnierzy na naszym terytorium. Druga jest europejska, którą rozwijamy. To jest normalne, że tak się zachowujemy. Chcemy zabezpieczyć się od wszelkiej możliwej strony, bo wyczuwamy zagrożenie ze strony Rosji – wyjaśnił.

– Żaden polski polityk dzisiaj chyba nie ma wątpliwości, że podstawą gwarancji dla naszego społeczeństwa, że Putin tutaj nie wjedzie, jest obecność amerykańska: militarna i gospodarcza – dodał.

Czytaj więcej

Donald Tusk ostrzegał przed atakiem Rosji. Pałac Prezydencki chce wyjaśnień

Dopytywany, czy obecna amerykańska administracja, to przewidywalny sojusznik, odpowiedział, że Donald Trump wielokrotnie wskazywał na swoje wątpliwości w sprawie NATO. – Te głosy naprawdę często słychać. Jest rolą przywódców, jest rolą naszego premiera, żeby na to w jakiś sposób odpowiadać. To jest warstwa słowna. W warstwie taktycznej jest naszym obowiązkiem mieć plan na różne warianty rozwoju sytuacji.

– Obstawiam wariant, że Amerykanie zostaną na dłużej w Europie. Uważam, że w wyniku, a może przede wszystkim, działań polskiego rządu, paradoks historii będzie taki, że ten, kto dzisiaj jest atakowany najbardziej, czyli premier Tusk za to, co powiedział, a co miało absolutne uzasadnienie w obecnej sytuacji, że będzie on też architektem przyszłej, nowej wspólnoty atlantyckiej opartej o większe zaangażowanie Europy – powiedział Kowal.

Paweł Kowal: Czy Putin może zaatakować Polskę? Już atakuje

Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych skomentował także wypowiedź premiera dla „Financial Times”. Donald Tusk powiedział, że do ataku Rosji na inny kraj europejski może dojść w perspektywie miesięcy, a nie lat. – Putin jest na pewno pod wpływem ogromnej wewnętrznej krytyki. Wiem od ludzi, którzy znają gospodarkę rosyjską, że przestawienie gospodarki rosyjskiej na ściśle wojenną produkcję dało fatalne efekty już teraz i Putin się czuje zagrożony. To może oznaczać, że w jakimś momencie Putin będzie próbował zaatakować klasycznymi metodami któreś z państw NATO. Pewnie któreś z państw nad Bałtykiem. Padają pytania, czy Putin coś zrobi Polsce. Już zrobił. Ponosimy ogromne koszty w związku z prowadzoną przez Rosję agresją – mówił.

– Putin już atakuje Polskę. Na przykład w sferze wojny kognitywnej, czyli wpływając na opinię publiczną. Putin już atakuje Polskę, próbując różnych aktów dywersji. To jest przecież dowiedzione. Putin może to rozszerzyć, czyli na przykład próbując uderzyć w sieć energetyczną. My się na takie rzeczy dzisiaj szykujemy. To też są formy wojny i one mogą być bardzo niebezpieczne – dodał.