Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie czynniki wpływają na obecne nastroje społeczne przed nadchodzącymi wyborami na Węgrzech?
  • W jaki sposób nowy ruch polityczny odróżnia się od wcześniejszych inicjatyw opozycyjnych?
  • Jakie są prognozy dotyczące wyników wyborczych oraz kwestie związane z ich uczciwością?
  • W czym tkwi różnica między strategiami politycznymi głównych rywali w tej kampanii?
  • Jakie są potencjalne scenariusze reakcji na wynik wyborów ze strony urzędującej władzy?

– Na Węgrzech czuć nadchodzącą zmianę reżimu – mówi „Rzeczpospolitej” Anita Orbán, która jest odpowiedzialna za sprawy zagraniczne w ugrupowaniu Tisza i należy do najbliższych współpracowników Pétera Magyara. – Ludzie liczą dni i godziny do niedzielnych wyborów. Rodziny czekają, aż ich krewni wrócą z zagranicy, aby móc oddać głos. Przyjaciele umawiają się na wspólne oglądanie spływających wyników w noc wyborczą. Cały kraj znowu chce być dumny z Węgier – dodaje. 

Czytaj więcej

Orbán pisze historię na nowo. Niewygodne fakty o Węgrzech znikają z przestrzeni publicznej

Anita Orbán (bez pokrewieństwa z premierem Węgier) kontaktuje się z naszą gazetą ze szlaku wyborczego. Dla Magyara jest on wprost morderczy. W ciągu ostatnich pięciu dni kampanii zaplanował on aż 29 wieców wyborczych. Wszędzie przyciąga tłumy. I, co nie pozostaje bez ryzyka, ograniczył do minimum środki bezpieczeństwa. Tak, aby utrzymać wizerunek polityka dostępnego, człowieka ludu.

- Rewolucja 1989 r. to była kwestia elit. Teraz ruszył masowy ruch na rzecz zmian. W historii demokratycznych Węgier czegoś podobnego jeszcze nie było – mówi „Rzeczpospolitej” Robert Laszlo, ekspert budapesztańskiego instytutu Political Capital. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Pozbawić Węgry Viktora Orbána prawa głosu w UE. Są zagrożeniem

Załamanie gospodarki i osobowość Magyara: fatalny układ dla Orbána

W środę ośrodek badania opinii publicznej Median prognozował, że Tisza nie tylko wygra, ale zdobędzie większość konstytucyjną. Miałaby otrzymać od 138 do 142 deputowanych w 199-osobowym parlamencie. Fidesz Orbána musiałby się zadowolić od 49 do 55. Median bardzo precyzyjnie przewidział wyniki poprzednich węgierskich wyborów parlamentarnych.

– Nie spodziewam się, aby Orbán sfałszywał wybory. W każdej z około 10 tysięcy komisji wyborczych jest przedstawiciel Tiszy. A i Centralna Komisja Wyborcza, inaczej niż większość instytucji państw podporządkowanych reżimowi, zachowała niezależność i wysoki standard. Tak się stało, bo w tzw. systemie konkurencyjnego autorytaryzmu, który zbudował, Orbán potrzebował legitymizacji swojej władzy. Oczywiście, będą próby przekupywania głosów, wymuszania pokazywania w pracy kart do głosowania z krzyżykiem przy kandydatach Fideszu, ale fałszerstwa wyborcze w stylu Putina nie są na Węgrzech możliwe – przekonuje Robert Laszlo.

Czytaj więcej

Szabolcs Panyi dla „Rz”: Putin nie chce, żeby Węgry wyszły z UE, ale z NATO może być inaczej

Viktor Orbán wygrał cztery wybory parlamentarne z rzędu. Dlaczego teraz zdaje się zmierzać do klęski?

Zasadniczym powodem jest załamanie gospodarki. Od pięciu lat Węgry się nie rozwijają, a inflacja największa w zjednoczonej Europie, zdziesiątkowała dochody klasy średniej: jednego z filarów Fideszu. Ale drugim powodem jest niezwykła osobowość polityczna, jaką okazał się Péter Magyar.

- Po raz pierwszy pojawiła się wiarygodna alternatywa dla Orbána. Pod wodzą Magyara opozycja się zjednoczyła. Węgrzy widzą w nim przyszłego premiera – mówi „Rzeczpospolitej” Martin Jozsef Peter, szef oddziału Transparency International na Węgrzech. Jego zdaniem, jeśli margines zwycięstwa opozycji będzie poważny, lider Fideszu uzna swoją porażkę, choć zrzuci winę na rzekomą ingerencję Ukrainy i Unii Europejskiej. A lojaliści zaczną przechodzić na stronę opozycji. Gdyby jednak wynik był zdecydowanie bardziej wyrównany, premier będzie zdaniem Martina Jozsefa Petera domagał się ponownego policzenia głosów. Uważa on także, że Orbán będzie się wówczas starał poprzez kontrolowane przez siebie instytucje blokować działania nowego, demokratycznego rządu.

Orbán już nie ma nowych pomysłów

Balint Oblonczy, dziennikarz jednego z ostatnich niezależnych portali informacyjnych Valsz Online, śledzi od miesięcy kampanię wyborczą.

– Widać, że Orbán nie ma sił, energii. Nie ma też pomysłów. Wciąż wraca do swoich egzotycznych koncepcji geopolitycznych, podczas gdy Magyar koncentruje się na konkretnych problemach średnich Węgrów. To znacznie bardziej skuteczne – tłumaczy „Rzeczpospolitej”. Jego zdaniem ogromne wrażenie na Węgrach zrobiły także rewelacje o tym, jak głęboko reżim jest powiązany z Kremlem.

– W środę w Sopronie Orbán nie mógł zacząć przemawiać na wiecu, bo ludzie skandowali hasło z rewolucji 1956 r.: „Rosjanie do domu (Ruszkik haza)!” Tego samego dnia na swoim wiecu Magyar dostrzegł dziennikarza z rosyjskich „Izwiestii” i zwrócił się do niego po angielsku, mówiąc, że Węgrzy nie chcą rosyjskich porządków. I tłum też zaczął skandować „Ruszkik haza!” – dodaje Balint Oblonczy. 

We wtorek Orbán sięgnął po to, co miało być asem w jego wyborczej talii. Do Budapesztu z wyrazami poparcia przyjechał wiceprezydent USA. Ale kolumnę J. D. Vance’a przywitały puste ulice Budapesztu. W 2022 r., mimo coraz gorszej sytuacji gospodarczej, Fidesz wygrał jeszcze wybory obiecując, że uchroni kraj przed wciągnięciem w świeżo rozpoczętą na pełną skalę wojnę w Ukrainie. Ale teraz administracja amerykańska sama wywołała konflikt na Bliskim Wschodzie tylko po to, aby go czasowo zawiesić na warunkach Teheranu. Narracja Orbána o opozycji, co to chce wciągnąć kraj w walki i miłującym pokój rządzie zaczęła się sypać. 

Czytaj więcej

Węgry zdradziły rewolucję 1956 roku

Widząc taką zmianę nastrojów na Węgrzech, Magyar coraz śmielej zaczął też obierać proeuropejski kurs. Zapowiedział, że w razie zwycięstwa pierwszą stolicą, którą odwiedzi, będzie Warszawa (a dalej Wiedeń i Bruksela).

– Na wiecach regularnie wymienia Polskę jako kraj, który dokonał cudu gospodarczego i zdołał ułożyć się z Unią. To jest teraz dla węgierskiej opozycji wzór – mówi Balint Oblonczy.

Choć Węgry to niewielki, dziesięciomilionowy kraj na wschodnich obrzeżach Unii, niedzielne wybory będzie śledziła cała Europa, a nawet Ameryka. Tydzień temu w Budapeszcie liderka skrajnie prawicowego, francuskiego ugrupowania Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen powiedziała, że zwycięstwo Orbána uruchomi dynamikę, która po wyborach w 2027 r. we Francji, Hiszpanii, Włoszech i Polsce da kwalifikowaną większość w Radzie UE radykalnej prawicy. Także Donald Trump wierzy, że populistyczna, nacjonalistyczna władza na Węgrzech pokazała, jak ostatecznie pokonać liberalny, demokratyczny porządek. Klęska Fideszu podważyłaby tę wizję. Mogłaby poważnie wpłynąć na wybory do Kongresu w listopadzie oraz na wspomniane przez Le Pen wybory we Francji, Polsce, Hiszpanii i Włoszech w przyszłym roku.