Choć to już przeszło dwa lata, ludzie w Bicske wciąż żyją w strachu. – Wynocha – strażnik nerwowo pokazuje ręką bramę wjazdową. – Do wyborów Orbán kazał nikogo tu nie wpuszczać – mówi ciszej, najwidoczniej przekazując mi coś na kształt poufnej informacji.
Chwilę wcześniej, z odległości jakichś stu metrów, patrzyłem na budynek, gdzie zaczął się skandal, który uruchomił lawinę mogącą 12 kwietnia obalić autorytarny reżim na Węgrzech. I zgasić nadzieję populistycznych nacjonalistów Ameryki i wielu krajów zjednoczonej Europy, że wystarczy iść w ślady Viktora Orbána, aby ostatecznie zgładzić liberalny, demokratyczny porządek na Zachodzie.