Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak kształtowana jest narodowa pamięć historyczna Węgier w kontekście współczesnej polityki?
- Jakie rozbieżności cechują oficjalną narrację historyczną Węgier w zestawieniu z jej rzeczywistym przebiegiem?
- Jaki był faktyczny udział władz węgierskich w Zagładzie?
- Jakie historyczne procesy poprzedzały kluczowe wydarzenia wojenne na Węgrzech?
- Jaką rolę odgrywają publiczne monumenty i przestrzeń w kształtowaniu polityki historycznej?
- W jaki sposób obecna polityka Węgier reinterpretuje i odzwierciedla przeszłość kraju?
Korespondencja z Budapesztu
Żaden turysta nie może go przegapić. Nawet ten, co wpadł do węgierskiej stolicy na jeden czy dwa dni. Stoi u wejścia do Placu Wolności, na środku drogi łączącej kluczowe atrakcje miasta: Bazylikę Świętego Stefana i budynki Parlamentu. Memoriał ku czci Ofiar Niemieckiej Okupacji to postać Archanioła Gabriela, na którego rzuca się orzeł: symbol Trzeciej Rzeszy. Ofiara jest do pasa owinięta w togę, za nią stoi częściowo połamana kolumnada: jasne odwołanie do spuścizny starożytnego Rzymu, której powiernikami mieliby być rzekomo Węgrzy. Ale Archanioł trzyma też w ręku symbol odwołujący się do chrześcijaństwa: Koronę Świętego Stefana, pierwszego króla Węgier.
Przesłanie jest jasne: oto kraj był czysty jak łza i niesłusznie stał się celem obcej agresji.
Czytaj więcej
Viktor Orbán liczył, że przyjazd wiceprezydenta USA przekona węgierskich wyborców, że tylko utrzymanie dotychczasowej władzy uchroni ich kraj przed...
Monument wzniesiony na polecenie Viktora Orbána w 2014 r. wywołał ogromne protesty, w szczególności organizacji żydowskich. Ich pozostałością są chronione folią zdjęcia już nie symbolicznych, ale bardzo konkretnych ofiar: Holokaustu. Dokonanych w przytłaczającej większości rękami węgierskiej administracji i służb porządkowych.
Ogromna część pięknych kamienic Budapesztu należała do zamordowanych Żydów
Reżim Orbána wydał często pochodzące z unijnych funduszy miliardy na odbudowę zniszczonych w czasie drugiej wojny światowej zabytków. Środków nie starczyło jednak na postawienie trwałych tablic informacyjnych w sąsiedztwie Memoriału. Po fachową informację trzeba więc pojechać na obrzeża miasta, do Centrum Pamięci Holokaustu. To kilka salek zagospodarowanych w jednej z synagog, które pozostały po bogatym życiu żydowskim sprzed ostatniej wojny.
– Węgry nigdy nie stawiły czoła swojej roli w Zagładzie. Owszem, ukazały się na ten temat książki, ale cząstkowe – przyznaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” specjalizujący się w dziejach najnowszych kraju historyk Attila Szakolczai.
Czytaj więcej
Fidesz zrobił Węgrom wodę z mózgu. Zapomnieli o sowieckiej okupacji. I dziś popierają alianta Putina: Viktora Orbána – uważa wnuczka straconego za...
Centrum Pamięci Holokaustu, inaczej niż turystyczne jądro miasta, jest puste. Sklepik zamknięto przed czasem, najwyraźniej i tak nikt tu nic nie kupuje. Obsługa mówi tylko po węgiersku. Ale wystawa jest dwujęzyczna. Tu już o żadnej niewinności nie ma mowy. Najpierw jest opis, jak żydowska mniejszość gorąco wspierała powstałą w 1867 r. dualistyczną Monarchię Austro-Węgierską. Można też dowiedzieć się, jak prosperowała. Jak wiele wspaniałych kamienic, które do dziś stanowią o uroku Budapesztu, należało do niej. Dziś po dawnych właścicielach czasami śladami są mosiężne tabliczki przed bramami wejściowymi z nazwiskami i datą deportacji do Auschwitz, węgierska odmiana niemieckich Stolpersteine.
Bo potem na wystawie zaczyna się opis dramatu. Najpierw zrzucenie na Żydów zbiorowej odpowiedzialności za klęskę pierwszej wojny światowej i utratę przez Węgry blisko 3/4 terytorium. I dalej antysemicki reżim Miklósa Horthy’ego, który panował w tym kraju przez prawie cały okres międzywojenny.
Apogeum następuje w 1944 r., kiedy pod koniec wojny Niemcy, niepewni lojalności swojego sojusznika, zajmują kraj. Następuje jeden z najbardziej drastycznych fragmentów Holokaustu: w ciągu paru tygodni do komór gazowych Auschwitz zostaje wysłanych blisko pół miliona Żydów.
Bez udziału węgierskich władz deportacja blisko pół miliona Żydów do Auschwitz nie byłaby możliwa
Tablica o „współdziałaniu władz Węgier z nazistami” tłumaczy: „współpraca administracji cywilnej i agencji egzekucji prawa okazała się motorem węgierskiego Holokaustu. Sam Eichmann miał ze sobą jakichś dwudziestu oficerów, jego Komando liczyło mniej niż 150 osób, w tym kierowców i strażników. Z taką ekipą nie byłby w stanie przeprowadzić deportacji węgierskich Żydów. Podczas gdy latem 1944 r. niemieckie agencje bezpieczeństwa same zdołały porwać 12 tys. osób, władze węgierskie przetransportowały 437 tys. Żydów. Bez aktywnej, pełnej inicjatyw i niestrudzonej pracy węgierskiej policji, żandarmerii i administracji publicznej liczącej blisko 200 tys. osób nie było możliwe najpierw osadzenie w gettach, a potem deportacja setek tysięcy osób w ciągu paru tygodni z kraju, który miał wówczas 170 tys. km kw.. W trakcie wiosny i lata 1944 r., poza armią cały aparat państwa Węgier okresu wojny, od członków rządu po najniższego rangą urzędnika najmniejszej wsi był zaangażowany w organizację rabunków i wydalenia Żydów”.
Czytaj więcej
– Na Węgrzech mamy bardzo dziwny układ, w którym Viktor Orbán oficjalnie nie ma ani grosza, ale wszyscy członkowie jego rodziny, bliscy współpracow...
Ten dramat był jednak przygotowywany dużo wcześniej, zanim pojawili się na Węgrzech Niemcy. „Rząd widział we własnych obywatelach element niebezpieczny, poniżając, jak to tylko było możliwe, obywateli uznanych za Żydów. Ten proces zaczął się dużo wcześniej przed niemiecką okupacją kraju”. I dalej: „po 19 marca 1944 r. (niemiecka okupacja) w ciągu ledwie kilku tygodni węgierski rząd przejął niemal całe aktywa uważanych za Żydów: od obrączek ślubnych po budynki i zakłady przemysłowe. Żydzi spędzani do gett byli wielokrotnie i systematycznie okradani przez węgierskich żandarmów. Przed deportacją byli zmuszani do szczególnie upokarzającej „kontroli osobistej”. Stosowano tortury wobec uważanych za bogatych Żydów aby ujawnili, gdzie mieliby ukryć resztki majątku”. I dalej w części poświęconej Auschwitz, można dowiedzieć się, że „spośród miliona żydowskich ofiar obozu, 430 tys. pochodziło z Węgier: wszyscy sprowadzeni w ciągu dziesięciotygodniowego okresu latem 1944 r.”. A więc gdy było już wiadomo, że Hitler przegrał wojnę.
W 2018 r. popularny pomnik Imrego Nagya, komunistycznego przywódcy Węgier, który został na rozkaz Kremla powieszony, bo w trakcie rewolucji 1956 r. ogłosił wyjście kraju z Układu Warszawskiego, został na polecenie Orbána usunięty z placu sprzed Parlamentu. Musiał ustąpić odbudowanemu Pomnikowi Ofiar Czerwonego Terroru, który postawił tu jeszcze Horthy. To tylko jeden z elementów usuwania z przestrzeni publicznej centrum miasta wszystkiego, co tu powstało w latach 1944-89 i odtwarzania stolicy sprzed wojny, w szczególności kompleksu zamkowego Budy, gdzie przeniósł swoje biura i Orbán.
– Reżim Horthy’ego w żadnym wypadku nie był heroiczny. Przed zajęciem Węgier Hitler spytał swoich generałów, ile zajmie okupacja tego kraju. – Kilka godzin, jeśli będą stawiali opór. Ale kilka dni, jeśli oporu stawiać nie będą. Trzeba będzie doliczyć czas na mowy powitalne – opowiada żart oddający tamte uwarunkowania Attila Szakolczai.
W kwietniu zeszłego roku Orbán przyjmował w Budapeszcie ściganego przez Międzynarodowy Trybunał Karny Benjamina Netanjahu. Zapewnił swojego gościa, że w jego kraju „nigdy nie będą powiewać flagi Hamasu”. I bez zająknięcia odegrał rolę wielkiego przyjaciela Żydów.