Politycy PiS, z którymi rozmawiała „Rzeczpospolita”, przyznają, że sprawa mieszkania Karola Nawrockiego zepchnęła ich kampanię do defensywy. – Straciliśmy kilka bezcennych dni – przyznaje jeden z naszych informatorów. Jak piszemy w „Rz”, PiS za całą aferę obwinia służby specjalne. Sztabowcy, z którymi rozmawialiśmy, spodziewali się – co również opisywaliśmy – ataków po spotkaniu Nawrockiego z Donaldem Trumpem podczas majówki. Sprawa może mieć wpływ na klimat na ostatniej prostej kampanii i zaważyć również na planowanych na piątek i poniedziałek kolejnych debatach prezydenckich.
Czytaj więcej
Wątpliwości także, wobec naszej relacji, nie miały polskie służby, które monitorują całe moje życie od roku 2009, w kolejnych etapach weryfikowania...
Karol Nawrocki przekazuje mieszkanie na cele charytatywne
Po trzech dniach tłumaczeń Karol Nawrocki zadeklarował, że oddaje mieszkanie na cele społeczne. – Zło trzeba zwyciężać dobrem. Dlatego wczoraj, po rozmowie z żoną, podjąłem decyzję o przekazaniu tego mieszkania na cele charytatywne. Mieszkanie to przez kolejne kilkanaście lat będzie służyć organizacji charytatywnej wspierającej osoby starsze – zapowiedział w środę późnym popołudniem Nawrocki. To najnowszy zwrot akcji w całej sprawie.
Co mówi się o tym w samym PiS? – Były dwa trudniejsze dni kampanii, które teraz przecięliśmy – mówi rozmówca „Rzeczpospolitej”. – W naszych wewnętrznych badaniach nie ma w tej chwili śladów, które by pokazały, że cala ta historia ma jakieś większe znaczenie dla wyborców. Przynajmniej w tej chwili – mówi nasz drugi rozmówca. I również sugeruje, że sprawa ma kontekst polityczny, a tropy prowadzą do służb specjalnych. Tę linię PiS postanowiło wzmocnić nawet spotem internetowym o „operacji Karol”, który ma przekonać wyborców, że to nieczysta gra.
Nie wszyscy jednak w PiS podzielają w pełni taką wersję wydarzeń. – Moim zdaniem sam Nawrocki na początku nie powiedział wszystkiego, co powinien był powiedzieć, a co teraz zepchnęło nas do defensywy. Nie zachował się fair wobec sztabu, dopiero później pojawiły się z jego strony wszystkie informacje – twierdzi nasz informator, który od samego początku uznawał, że Nawrocki nie jest najlepszym kandydatem na urząd prezydenta.
Dlaczego Konfederacja i Sławomir Mentzen postanowili zaatakować Karola Nawrockiego i PiS?
Co dalej z kampanią prezydencką? O sytuację zapytaliśmy też ekspertów. – Sztab Karola Nawrockiego ewidentnie nie był przygotowany na taki rozwój wydarzeń. Widać wyraźnie, że zabrakło spójnej i dobrze przemyślanej odpowiedzi – mówi „Rzeczpospolitej” dr Bartłomiej Machnik z UKSW. I dodaje, że znaczna część problemów, z którymi dziś zmaga się Karol Nawrocki, to efekt samych już tłumaczeń zarówno jego sztabu, jak i jego samego jako kandydata. – Chaos komunikacyjny, sprzeczne wersje wydarzeń i brak jednoznacznego przekazu jedynie prowokują kolejne pytania, co utrudnia wyciszenie sprawy. W efekcie Nawrocki znalazł się w najgłębszej defensywie tej kampanii wyborczej, z bardzo ograniczonym polem manewru. Ucieka się teraz do działań nacechowanych emocjonalnie, próbując pokazać swoją bezinteresowność, jak choćby przez przekazanie mieszkania na cele charytatywne. Nie jest w stanie narzucać narracji w tej sprawie. Być może pojawi się w piątek na komisji sejmowej, ale teraz stoi przed wyborem: albo skutecznie odwróci uwagę, kierując ją na Rafała Trzaskowskiego, albo w sposób prawdziwy i wiarygodny odniesie się do całej sytuacji – tłumaczy politolog.
Czytaj więcej
To nie były szachy 5D: o tym, że Jarosław Kaczyński postawił na Karola Nawrockiego zdecydowała najpewniej osobista sympatia. A przede wszystkim to,...
Ciężką sytuację kandydata PiS wykorzystać postanowił sztab Konfederacji. Sławomir Mentzen przypuścił pierwszy od początku kampanii atak na Karola Nawrockiego. – Trzeba pamiętać, że Sławomir Mentzen wciąż walczy o wejście do drugiej tury. Raz jego dystans do czołówki jest większy, raz mniejszy, ale pozostaje w grze – ocenia strategię Konfederacji dr Bartłomiej Machnik. – Używając potocznego języka, Mentzen poczuł krew i uznał, że to może być jego ostatnia szansa, by realnie powalczyć o drugą turę. Stąd tak bezpośrednie ataki i próba zdobycia elektoratu najbardziej podatnego na zmianę. Tego, który obecnie waha się między Karolem Nawrockim a kandydatem Konfederacji – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dr Machnik.