– Myślę, że prezydent Yoon Suk-yeol jest skończony. Mógł sobie wyobrażać, że wzmocni swoją władzę, a wyszedł z tego pokaz niekompetencji – tak chicagowski ekspert Karl Friedhoff podsumował sześciogodzinny (na szczęście bezkrwawy) stan wojenny w Korei Południowej, wprowadzony bez widocznych powodów przez prezydenta kraju.
Zachwiana wiara w południowokoreańską demokrację
Silna opozycja parlamentarna już wszczęła procedurę impeachmentu szefa państwa. Brakuje jej jednak sześciu głosów. Ale w partii samego prezydenta wielu deputowanych wystąpiło przeciw wprowadzeniu stanu wojennego, teraz część może jeszcze i zagłosować za jego usunięciem z urzędu.
Od powstania Republiki Korei w 1948 roku był to 17. stan wojenny (lub wyjątkowy). Poprzednie były w większości zamachami stanu. Ostatni z nich pamiętają starsi mieszkańcy Korei Południowej, wprowadzono go w 1980 roku i kosztował życie wiele osób. – Ostatni, który wprowadził stan wojenny, skończył w więzieniu, ale dopiero po siedmiu latach dyktatury i masakrze setek protestujących – przypomniał portugalski politolog Pedro Mangalhaes. Od 1987 roku Korea jest demokracją, obecnie wiara w nią została mocno poderwana.
Czytaj więcej
Kim Yong-hyun, minister obrony Korei Południowej, zadeklarował, że jest gotów podać się do dymisji w związku z nieudaną próbą wprowadzenia stanu wo...
– Nawet przed tym nieszczęsnym stanem wojennym niektóre decyzje prezydenta budziły niepokój. Ignorował procedury prawne, próbował omijać parlament. Z pewnością na własnym podwórku okazywał skłonności nieliberalne. (…) Ale Yoon jako kluczowy sojusznik USA został zaszeregowany przez Waszyngton do obrońców demokracji – sądzi Myunghee Lee, politolożka z Uniwersytetu Michigan.
Prezydent Yoon zadaje cios prezydentowi Bidenowi
Za granicą Yoon Suk-yeol uznawany był za wzorcowego demokratę, przede wszystkim przez prezydenta Joe Bidena, który demonstracyjnie podkreślał sympatię do niego. Dzięki poparciu Amerykanina w marcu właśnie w Seulu odbył się Szczyt Demokracji. Wiele kapitału politycznego Biden zainwestował też w doprowadzenie do zbliżenia nieufnych wobec siebie Korei Południowej i Japonii – dwóch amerykańskich sojuszników.
Czytaj więcej
Kurs wona południowokoreańskiego mocno spadał po tym, jak prezydent Yoon Suk-yeol niespodziewanie ogłosił wprowadzenie stanu wojennego.
– Jednym z ulubionych zajęć Yoona było odwiedzanie Waszyngtonu czy Tokio i opowiadanie, jakim przyjacielem wolnego świata jest Korea Południowa – zjadliwie podsumował rosyjski wykładowca seulskiego uniwersytetu Fiodor Terticki.
Wraz z odsunięciem prezydenta od władzy na pewno by się zmniejszyło zainteresowanie Seulu wojną w Ukrainie i skończyły debaty o wysłaniu broni ukraińskiej armii
Teraz USA twierdzą, że nie zostały poinformowane o szykowanej decyzji prezydenta, mimo że koreańska opozycja przestrzegała przed takim rozwojem wydarzeń od września. – Byliśmy zdziwieni i i zaniepokojeni rozwojem sytuacji – przyznał amerykański ambasador w Seulu Philip Goldberg. Zdenerwowanie w Waszyngtonie było tym znaczniejsze, że w Korei Południowej znajduje się największe poza granicami USA zgrupowanie amerykańskich wojsk – ponad 27 tys. żołnierzy, którzy mają powstrzymywać agresywną Koreę Północną i zapobiegać dominacji Chin w regionie.
Rzecznik Pentagonu zapewnił, że krótkotrwały stan wojenny w żaden sposób nie wpłynął na amerykańskie bazy w Korei. Jednak na końcu swojej kadencji prezydent Biden otrzymał kolejny mocny cios, psujący jego wizerunek – po ułaskawieniu własnego syna. Na razie wstrzymano kolejne rozmowy z Seulem o „atomowym powstrzymywaniu” – Korea Południowa opiera swe bezpieczeństwa na amerykańskim parasolu atomowym.
Komuniści Korei Północnej milczą zadowoleni
– Z takim nieprzewidywalnym sąsiadem – a właściwie przewidywalnie niestabilnym – należy dbać o swe bezpieczeństwo – tak rzeczniczka rosyjskiego MSZ złośliwie skomentowała południowokoreański kryzys.
Najbardziej zainteresowany zaś, czyli komunistyczny dyktator drugiej części Korei Kim Dzong Un, milczy. – Oni (władze) spróbują ponownie (wprowadzić stan wyjątkowy), poprawiając wcześniej popełnione błędy. Znacząco rośnie ryzyko sprowokowania Korei Północnej i ostatecznie doprowadzenie do konfliktu zbrojnego – przestrzegł już lider południowokoreańskiej opozycji Lee Jae-myung.
Wszyscy zgadzają się, że Kim na pewno wykorzysta sytuację, choć nie wiadomo jak. Na razie zaangażowany jest w wojnę w Ukrainie, odciągającej jego zasoby.
Czytaj więcej
Zaskakując zarówno własnych obywateli, jak i światowych polityków prezydent Yoon Suk-yeol wprowadził w kraju stan wojenny.
– Żadnych sygnałów nie było, by Pjongjang zbierał się w krótkoterminowej perspektywie do inwazji na Południe. Bo i po co? Jeśli Yoon zostanie usunięty, będą się tylko cieszyć. Korea Północna wolałby widzieć opozycję u władzy w Seulu – sądzi Terticki.
Yoon Suk-yeol zmienił bowiem całkowicie podejście swego poprzednika Muna Jae-in do Pjongjangu. Mun stawiał na dialog z komunistami i łagodzenie napięć, Yoon od początku kadencji zajął bardziej nieprzychylną pozycję. Podchwycili to komuniści, którzy obecnie zerwali wszelkie związki z Południem, łącznie z wysadzeniem mostów i dróg prowadzących do sąsiedniego kraju.
Opozycja zaś kontynuuje politykę poprzedniego prezydenta łagodnego obchodzenia się z komunistyczną dyktaturą. – Yoon mówił, że przywódcy opozycji są propółnocnokoreańscy. Jakaś część prawdy w tym jest – przyznaje Terticki. Wraz z odsunięciem prezydenta od władzy na pewno zmniejszy się zainteresowanie Seulu wojną w Ukrainie i skończą się debaty o wysłaniu broni ukraińskiej armii.