Wybory prezydenckie w USA. Relacja na żywo:
Czytaj więcej
Amerykanie zakończyli głosowanie w wyborach, w których wybierają 47 prezydenta Stanów Zjednoczonych. O urząd walczyli obecna wiceprezydent USA, kan...
W wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych wygrał Donald Trump i po czterech latach prezydentury demokraty Joe Bidena wróci do Białego Domu. Według najnowszych informacji, Trump zdobył 292 głosy elektorskie – do wygranej potrzeba ich 270. Kamala Harris zdobyła ich 224.
Trump wygrał m.in. w co najmniej 5 z 7 tzw. stanów swingujących - Georgii, Karolinie Północnej, Michigan, Pensylwanii i Wisconsin -
w których wyniki często wpływają na ostateczne wyniki wyborów w USA. Arizona i Newada jeszcze liczą głosy.
Donald Trump ogłosił swoje zwycięstwo, przekonując, że jego przyszła administracja dostała od Amerykanów "bezprecedensowy i potężny mandat" i zapowiadając ”złoty wiek” Stanów Zjednoczonych.
- Obywatelu Stanów Zjednoczonych, będę walczył o ciebie, twoją rodzinę i twoją przyszłość. Każdego dnia będę walczył o ciebie. I nie spocznę, dopóki nie wróci silna, bezpieczna i dostatnia Ameryka, na którą zasługują nasze dzieci i na którą zasługujesz ty. To będzie naprawdę złoty wiek Ameryki. To wspaniałe zwycięstwo narodu amerykańskiego, które pozwoli nam ponownie uczynić Amerykę wielką - mówił Trump jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników wyborów.
Czytaj więcej
Biedni i bogaci, biali i kolorowi, mieszkańcy miast i wsi: inaczej niż przed czterema laty Donald Trump znalazł wyborców w całych Stanach. To tłuma...
Kamala Harris: Nigdy nie zrezygnuję z walki o przyszłość, w której Amerykanie będą mogli realizować swoje marzenia
Kamala Harris nie przemówiła do swoich zwolenników w noc wyborczą. Dopiero w środę po południu zdecydowała się zabrać głos. Ze swoimi sympatykami spotkała się w swojej alma mater – Uniwersytecie Howarda, jednej z najbardziej prestiżowych amerykańskich uczelni, z siedzibą w Waszyngtonie. Na jej przyjazd czekały tłumy.
- Ja też was kocham – przywitała owacyjnie ją witających zgromadzonych Kamala Harris.
Rywalka Donalda Trumpa dziękowała swoim współpracownikom i rodzinie za wsparcie, ze szczególnym uwzględnieniem wolontariuszy, przedstawicieli komisji wyborczych. Mówiła, że jest dumna z wszystkich, którzy przez 107 dni kampanii starali się budować wspólnotę ludzi połączonych miłością do kraju i entuzjazmem walki o dobro kraju. - Światło obietnicy, jaką niesie Ameryka, zawsze będzie świecić bardzo jasno. Tak długo, jak się nie poddamy i tak długo, jak będziemy trwać w naszej walce – mówiła.
- Podstawową zasadą amerykańskiej demokracji jest uznanie wyników wyborów i tym różni się od tyranii czy monarchii. Wynik tych wyborów nie jest taki, jakiego chcieliśmy. Nie o to walczyliśmy. Emocje są silne, ale musimy uznać wynik tych wyborów – mówiła Harris.
Czytaj więcej
Wynik wyborów w USA sprawia, że zarówno Władimir Putin, jak i Wołodymyr Zełenski muszą się przygotować do remisu i wzajemnych ustępstw. Istnieje te...
- Gdy przyznaję, że przegrałam wybory, to nie oznacza, że przegrałam walkę, która napędzała całą naszą kampanię.Nie oddaję tej walki. To jest walka o wolność, o szanse, o sprawiedliwość i godność każdego człowieka. To walka o ideały leżące w sercu naszego narodu – mówiła Kamala Harris. Nigdy nie zrezygnuję z walki o przyszłość, w której Amerykanie będą mogli realizować swoje marzenia, ambicje i aspiracje. Z Ameryki, w której kobiety mogą swobodnie podejmować decyzję o własnym ciele, a nie muszą słuchać tego, co rząd każe im robić – zapowiedziała.
Kamala Harris po przegranych wyborach: To nie jest czas na desperację
Harris mówiła o konieczności dalszej walki o spokojne szkoły i ulice bez przemocy z użyciem broni palnej, o demokrację, praworządność i świętą ideę, że każdy, bez względu na to, kim jest i gdzie rozpoczął swoją drogę, ma podstawowe prawa i wolności, które muszą być respektowane. - Będziemy te walkę realizować - w lokalach wyborczych, w sądach, na ulicach i placach, ale też w sposób spokojny – tym, jak żyjemy i jak traktujemy siebie nawzajem: z szacunkiem i dobrocią – mówiła Harris.
Kamala Harris stwierdziła, że Amerykanie jako naród są winni lojalność nie prezydentowi czy partii, ale konstytucji Stanów Zjednoczonych, wierność swojemu sumieniu i Bogu. - Nie poddawajcie się desperacji. To, że przegraliśmy, nie oznacza, że nie wygramy, czasami walka musi trochę potrwać. To czas, żebyśmy podwinęli rękawy, żebyśmy pozostali zaangażowani. Czas się zmobilizować i walczyć o wspólną przyszłość. Niech to nas prowadzi - mówiła wiceprezydentka.