To, jak mogłaby się dalej toczyć wojna Rosji z Ukrainą, byłoby dość jasne, gdyby prezydenckie wybory w USA wygrała Kamala Harris. Stany Zjednoczone prawdopodobnie nadal wspierałyby Ukrainę, dozując przekazywaną nad Dniepr pomoc wojskową, by trwająca od prawie trzech lat wojna nie wychodziła poza granice pewnej przewidywalności. Amerykanie mogli przecież przekazać Ukraińcom taką liczbę samolotów F-16, rakiet dalekiego zasięgu i czołgów, która pozwoliłaby nie tylko zatrzymać Rosjan na obecnych rubieżach, ale i zmusić do ucieczki na kilku odcinkach frontu. Prezydent Joe Biden z jakichś powodów do tego nie doprowadził.