Jak informuje brytyjski dziennik „The Guardian”, Donald Trump zdecydował się na przedwczesne zakończenie wyemitowanego w niedzielę wywiadu w programie „Meet the Press” po serii pytań dotyczących uczciwości amerykańskiego systemu wyborczego oraz szturmu na Kapitol z 6 stycznia 2021 r.

Spór o liczenie głosów w Kalifornii

Powodem sprzeczki dziennikarki z prezydentem USA były niepoparte dowodami twierdzenia polityka, jakoby procesy wyborcze w Stanach Zjednoczonych były systemowo manipulowane. Trump powtórzył zarzuty o sfałszowaniu wyborów prezydenckich z 2020 r. oraz odniósł się do bieżącego wyścigu o fotel gubernatora Kalifornii. Krytykował czas potrzebny na zliczanie głosów w tym stanie. – Mijają cztery dni, a oni nawet nie zbliżyli się do policzenia [głosów] – argumentował. Prowadząca wywiad Kristen Welker przypomniała, że długie liczenie głosów jest standardową i zgodną z prawem procedurą w Kalifornii. Oficjalne sondaże zapowiadają tam wyrównany pojedynek między demokratą Xavierem Becerrą a republikaninem Steve'em Hiltonem.

Czytaj więcej

„NYT”: Raport Pentagonu. Izrael miał podsłuchiwać urzędników administracji Trumpa

Prezydent USA obraził dziennikarkę na wizji

Gdy Welker poprosiła o przedstawienie konkretnych dowodów na błędy lub oszustwa w Kalifornii, Trump skierował zarzuty personalne w stronę reporterki oraz samych mediów. – Są skorumpowani, tak samo jak ty jesteś skorumpowana, wasza prasa jest skorumpowana – mówił. Podczas prób kontynuowania rozmowy przez Welker Trump obraził samą dziennikarkę. – Jesteś albo skorumpowana, albo głupia. Grasz w ich karty z tymi bzdurami – stwierdził prezydent USA.

Rozmowa została ostatecznie przerwana przez Trumpa, który zdjął mikrofon, oświadczając, że „ma już dość”.

Czytaj więcej

Trump triumfuje. Miliardy na deportacje zatwierdzone mimo oporu Demokratów

Szturm na Kapitol. Trump o udziale FBI

Zanim Trump zdecydował się na opuszczenie wywiadu, nerwowo reagował również na pytania o fundusz „anti-weaponization”. Welker dociekała, czy pieniądze z tego źródła trafią do osób, które przyznały się do napaści na policjantów podczas zamieszek na Kapitolu.

Jak podaje „The Guardian”, były prezydent odmówił jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy tacy skazani powinni być wspierani z podatków obywateli. Wysunął jednocześnie tezę, że uczestnicy tamtych wydarzeń zostali celowo wpuszczeni do budynku przez agentów FBI. Ich decyzje o przyznaniu się do winy tłumaczył strachem przed wymiarem sprawiedliwości.