Prezydencka debata w USA. Kreml milczy

Ani rosyjscy politycy, ani eksperci nie chcą komentować pierwszego wyborczego starcia Joe Bidena i Donalda Trumpa. Choć jeśli stawiają na tego drugiego powinni się przecież cieszyć.

Publikacja: 28.06.2024 19:57

Prezydent Putin nie nastawiał budzika, aby obejrzeć debatę prezydencką w USA

Prezydent Putin nie nastawiał budzika, aby obejrzeć debatę prezydencką w USA

Foto: REUTERS/Maxim Shemetov

- Nie chcę dyskutować o tym kto zwyciężył (w debatach), bo według mnie to nie nasza wojna – powiedział znany rosyjski politolog Fiodor Łukjanow.

Oczywiście kłamał, bowiem wybory w USA to również „wojna Kremla”, gdyż od tego kto zostanie prezydentem USA zależy jak będzie się rozwijała wojna w Ukrainie. Ale Łukjanow i inni eksperci prawdopodobnie posłuchali Kremla.

Putin nie obudził się z powodu debat

A tam rzecznik prezydenta powiedział: - W ogóle nie będziemy oceniać tej debaty. To jest wewnętrzna sprawa Stanów Zjednoczonych.

Czytaj więcej

Debata prezydencka w USA. Dlaczego Warszawa patrzyła uważnie na porażkę Bidena z Trumpem

- No nie sądzę byście oczekiwali, że prezydent Rosji nastawił sobie budzik, by obudzić się przed świtem i oglądać te debaty – powiedział w końcu zniecierpliwiony pytaniami dziennikarzy.

Ale jeśli nawet nie sam Władimir Putin to można sądzić, że jego najbliżsi współpracownicy na pewno zerwali się w nocy, by obejrzeć transmisję. Z niej dowiedzieli się, że wspierający Ukrainę prezydent Joe Biden sromotnie przegrał, a kandydat republikanów Donald Trump wyszedł z niej zwycięsko.

W 2016 rosyjscy politycy otwierali szampana, teraz milczą

Osiem lat temu, w środę 9 listopada 2016 roku – gdy Trump wygrał wybory prezydenckie – w rosyjskim parlamencie część deputowanych otwierała butelki szampana na sali obrad. Żyjący jeszcze wtedy lider partii LDPR Władimir Żyrinowski witał z trybuny „zwycięstwo amerykańskiego ludu nad waszyngtońskim establishmentem”, a deputowani stojąc bili mu brawo.

W porównaniu z tamtym dniem obecnie rosyjski establishment – nękany sankcjami administracji Bidena i dostawami amerykańskiej broni dla Ukrainy – zachowuje się dziwnie. Udaje bowiem, że nie dotyczy go wynik amerykańskich debat wyborczych i to, kto zasiądzie w Białym Domu jest mu obojętne.

Przewidywalność Bidena, szaleństwa Trumpa

Przy tym ewentualna polityka Bidena wobec Rosji i jej wojny jest przewidywalna. Sam Putin zresztą pytany wiosną o to kogo z dwóch amerykańskich kandydatów wolałby, powiedział że obecnego prezydenta – właśnie powołując się na jego przewidywalność.

Czytaj więcej

Debata Joe Biden-Donald Trump. "Joe Biden może nie przyjąć nominacji na kandydata"

Jeśli tak, to Kreml powinien smucić się jego przegraną. Ale to przy założeniu, że Władimir Putin mówił prawdę – co jednak zdarza mu się na tyle rzadko, że jest nienaturalnym wyjątkiem od reguł, według których żyje ten były oficer KGB.

Z drugiej strony powszechnie znana nieprzewidywalność Donalda Trumpa – który do rangi państwowej polityki podniósł zasadę „strategicznej niepewności” – chyba też nie cieszy Kremla, a może nawet niepokoić. Do końca bowiem nie mogą być pewni jaką politykę wobec nich prowadziłby, znów zostawszy prezydentem.

Czy Trump Putina popiera, czy może jednak nie

W czasie debaty z Joe Bidenem powiedział, że ostatnie propozycje pokojowe Władimira Putina dla Ukrainy są „nie do przyjęcia” – choć zrobił to przyciśnięty przez dziennikarzy prowadzących debatę.  W swych propozycjach rosyjski lider zaś domagał się ziem nie tylko już podbitych przez swoją armię, ale i tych z których została wyrzucona (Chersoń), czy takich, do których w ogóle nie dotarła (Zaporoże).

No i zniesienia wszystkich zachodnich sankcji nałożonych na Rosję.

 – Była to dość mechaniczna odpowiedź. Trump nie mógł przecież na debatach powiedzieć, że popiera Putina – pociesza własnych polityków rosyjski publicysta Gieorgij Bowt. Tym bardziej, że Trumpa przyłapano na 40 kłamstwach w ciągu półtoragodzinnej debaty. Jedno więcej nie stanowiłoby różnicy.

Czytaj więcej

Joe Biden wypadł źle? Amerykanista: Jest za stary na urząd prezydenta

Nikt jednak do końca nie jest pewien – właśnie z powodu tej nieprzewidywalności Trumpa – czy gotów byłby on przyjąć ten „plan Putina”. Na razie tylko zapowiada, że zakończy wojnę nim złoży prezydencką przysięgę 20 stycznia przyszłego roku. I znów – nikt nie ma pojęcia, jak on ma zamiar to zrobić.

Plan Putina, plan Trumpa

Poza „planem Putina” istnieje jednak jeszcze amerykański plan przedstawiony Trumpowi przez dwóch byłych wysokiej rangi urzędników Narodowej Rady Bezpieczeństwa: gen. Keitha Kelloga i Freda Fleitza. Stanowi on kolejną zagadkę, ale w kwietniu dwaj ci sami autorzy opublikowali artykuł „America First, Russia and Ukraine”. Można domniemywać, że główne punkty planu są podobne do tez w nim przedstawionych.

Generał Kellog i Fleitz proponują natychmiastowe wymuszenie na Kijowie i Moskwie rozpoczęcia rozmów pokojowych, które doprowadziłyby do zawieszenie broni mniej więcej wzdłuż obecnej linii frontu. Zachód miałby zagwarantować Rosji, że Ukraina co najmniej przez dekadę nie zostanie przyjęta do NATO oraz „zaoferować pewne ograniczone złagodzenie sankcji” na zachętę do rozmów.

Sankcje to mimo wszystko mordercza broń

Ale całkowite zniesienie sankcji przeciw Rosji i normalizacja stosunków nastąpiłaby jedynie po „podpisaniu porozumienia pokojowego akceptowalnego dla Ukrainy”. Kellog i Fleitz przewidują, że byłoby to możliwe „prawdopodobnie dopiero po opuszczeniu przez Putina swego urzędu”. Jak się jednak zdaje rosyjski lider ma zamiar przewodzić krajowi dożywotnio, więc sankcje byłyby na bardzo długo.

 Tymczasem ich zniesienie jest jednym z głównych warunków Putina do zawarcia pokoju co sprawia wrażenie, że jednak odnoszą one skutek – mimo powszechnej krytyki ich egzekwowania.

Czytaj więcej

Debata Joe Biden-Donald Trump. Reuters: Oceny niezdecydowanych miażdżące dla Bidena

W pierwszym roku wojny część ekonomistów uważała, że Putin ma finansowe zasoby na trzy lata walk. Po tym czasie będzie musiał szukać oszczędności wewnątrz kraju, podnosząc podatki i obcinając zasiłki socjalne.

Obecnie trwa trzeci rok wojny. Podatki już podniesiono pod pozorem zamiany podatku liniowego na progresywny. Putin nie ma zamiaru ustępować, sankcje nie zostaną zniesione.

- Nie chcę dyskutować o tym kto zwyciężył (w debatach), bo według mnie to nie nasza wojna – powiedział znany rosyjski politolog Fiodor Łukjanow.

Oczywiście kłamał, bowiem wybory w USA to również „wojna Kremla”, gdyż od tego kto zostanie prezydentem USA zależy jak będzie się rozwijała wojna w Ukrainie. Ale Łukjanow i inni eksperci prawdopodobnie posłuchali Kremla.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Michał Kolanko: Europarlament cmentarzyskiem karier? Niekoniecznie
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Polityka
Łukaszenko porzuci Putina? Białoruski dyktator podpadł propagandystom Kremla
Polityka
Przyspieszył proces Evana Gershkovicha. Czy weżmie udział w wymianie więźniów?
Polityka
Wiadomość przed strzałami na wiecu Donalda Trumpa. „13 lipca będzie moja premiera”
Polityka
Komentarze po wyborze Ursuli von der Leyen. „Pani miejsce jest w więzieniu”