Bez przełomów, ale dobrze, że się odbyła debata kandydatów na prezydenta Warszawy. Ważne, że w zorganizowanej przez TVP dyskusji udział wzięli wszyscy pretendenci. Obok urzędującego prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego pojawili się Magdalena Biejat, Tobiasz Bocheński, Janusz Korwin-Mikke, Romuald Starosielec, Rafał Trzaskowski i Przemysław Wipler.
Na debatę składały się takie tematy jak: edukacja, transport, zdrowie czy mieszkania. Kandydaci wypowiadali się też w tematach światopoglądowych, CPK, współpracy z rządem oraz mogli sobie zadawać pytania. W tych ostatnich celem kandydatów był głownie Rafał Trzaskowski, który musiał się tłumaczyć z tego, czy będzie kandydował na prezydenta Polski za kilka miesięcy, jeśli dojdzie do jego reelekcji w stolicy. Pytanie padało dwukrotnie, z ust Magdaleny Biejat i Przemysława Wiplera.
Czytaj więcej
PiS w przedbiegach odpuściło kampanię, uznając, że w Warszawie nie wygra. Wystawiło kandydata stosunkowo słabego, nierozpoznawalnego i dającego sza...
Rafał Trzaskowski dużo mówił, ale nie odpowiedział ani razu. I to minus jego wystąpienia. Politycznie to oczywiste, że nie mógł odpowiedzieć. Zresztą podobnie odpowiedzi nie udzieliłby Bocheński, o którym mówi się, że jeśli choćby wejdzie do drugiej tury, to będzie kandydatem PiS na prezydenta stolicy.
Wybory samorządowe 2024. Przegrani i wygrani debaty warszawskiej
Najsłabsi kandydaci zaprezentowali się jako swoisty folklor polityczny. Janusz Korwin-Mikke i Romuald Starosielec po prostu się pokazali.
Janusz Korwin-Mikke nazywał Trzaskowskiego komunistą i rzucił
w stronę byłego prezydenta… świerszczem. Kiedyś kandydat partii KORWiN był
bardziej błyskotliwy. Ale też kandydat miał problem z głosem, więc część jego
wypowiedzi trudno było zrozumieć.
Romuald Starosielec powiedział, że musi przyjść nowa siła polityczna, ale jego Ruch Jedności Narodu raczej nią nie będzie. Zaistniał w debacie, dał radę z mocnymi kontrkandydatami i ustał na nogach. Nic więcej.
Zawiódł Tobiasz Bocheński, który miał być nowym Andrzejem Dudą PiS. Debata nie otworzyła mu drogi do serc i głosów nowych wyborców. Był przygaszony, pozbawiony energii, poprawny, ale niczym nie błysnął. Mówił o banałach, takich jak brak korków czy inwestycje budowlane w stolicy. Zmarnował pytanie do Rafała Trzaskowskiego, pytając o to, jakie książki czyta w metrze. Pytanie miało być złośliwie błyskotliwe, a okazało się straconą szansą na podniesienie ważnej kwestii i wypunktowanie prezydenta.
Czytaj więcej
Wybory samorządowe to szansa nie tylko na pokonanie przeciwników, ale przede wszystkim okazja do zrobienia porządku we własnych partiach i koalicja...
Wiarygodnie wypadł Przemysław Wipler mówiąc o stolicy, polityce i sprawach bieżących dynamicznie, czasem zaczepnie, ale w granicach kultury, czego nie można było powiedzieć o jego byłym koledze z Konfederacji Januszu Korwin-Mikke. Wipler nie walczy o zwycięstwo, ani nawet drugą turę, ale jeśli zdobyłby trzeci wynik, to byłby jego sukces polityczny i sukces Konfederacji.
Magdalena Biejat wypadła najbardziej wiarygodnie w tematach ekologii, pomocy kobietom i budowy mieszkań na wynajem. Wypadła świeżo, błyskotliwie i energicznie. Jako jedyna kobieta w gronie dyskutujących pokazała się też jako osoba, której problemy stolicy są bliskie. Ale trudno w minutę wyczerpać tematy ważne. Pewne jest, że wicemarszałek Senatu ma przed sobą przyszłość i nie byłbym zdziwiony, gdyby kiedyś została wiceprezydentem stolicy lub nawet włodarzem miasta.
Rafał Trzaskowski był punktem odniesienia dla wszystkich debatujących. Większość z nich kierowała do niego pytania i musiał ripostować. Prezydent Warszawy przyszedł do studia pewny siebie, nieco zdystansowany, dużo mówił o PiS, atakował Bocheńskiego, ale też nie zostawił po sobie żadnych konkretów, może poza zwolnieniem jednego z pracowników ratusza za hejt, choć zostawił po sobie dobre wrażenie kandydata na prezydenta, który pewnie ponownie zostanie wybrany włodarzem stolicy.
Ważne, że debata warszawska odbyła się i dobrze, że w TVP
Nie da się w 90 minut wyczerpać wszystkich tematów, tym bardziej jeśli kandydaci mieli po minucie na odpowiedź i często unikali konkretów, a od tematów lokalnych uciekali do krajowej polityki.
Czytaj więcej
7 i 21 kwietnia Polacy wybiorą lokalnych włodarzy i sejmiki. Ale polityczny kalendarz ułożył się dla spraw samorządu niekorzystnie.
Debata nie wpłynie na decyzje warszawiaków, nie przekona ich do zmiany poglądów, ale dobrze, że się odbyła i nie była propagandowo nastawiona na jednego z kandydatów.
Tak jak Rafał Trzaskowski był blisko prezydentury Warszawy, tak teraz się tylko do niej przybliżył, podobnie jak do prezydentury Polski, czego nie można powiedzieć o Tobiaszu Bocheńskim, który okazał się straconą szansą PiS na nowe otwarcie.