– Jaki masz stopień wojskowy? – pyta przesłuchujący. – Żołnierz – odpowiada klęczący, półnagi mężczyzna z rękoma skrępowanymi na plecach. – Jednostka? – kontynuuje głos zza kadru. – Prywatna firma wojskowa Wagner.
– A co ty robisz w Sudanie? – dziwi się przesłuchujący.
Czytaj więcej
Kreml ma duże kłopoty w przejęciu afrykańskich interesów nieżyjącego Jewgienija Prigożyna.
Nagrania dokonano gdzieś na sudańskiej pustyni, gdzie od kwietnia ubiegłego roku trwają walki między wojskami generała i szefa Tymczasowej Rady Suwerennej Abdel al-Burhana a oddziałami Sił Szybkiego Reagowania. W zasadzkę tych pierwszych wpadł konwój tych drugich. Ale białego jeńca nie przesłuchiwał sudański żołnierz, lecz równie biały, prawdopodobnie z… ukraińskiego oddziału specjalnego Timur.
Co najmniej od jesieni ubiegłego roku żołnierze znad Dniepru zajadle atakują najemników Grupy Wagnera w Sudanie. Ci zaś ze wszystkich sił wspierają Siły Szybkiego Reagowania. Mimo śmierci swego szefa Prigożyna i znacznej demoralizacji jego imperium medialno-wojskowego aż 90 proc. broni Sił Szybkiego Reagowania pochodzi z Rosji.
Kreml przejmuje swych najemników w Afryce i rusza śladem Jewgienija Prigożyna, przede wszystkim po miejscowe złoża złota i innych surowców mineralnych. Prigożyn i jego najemnicy stanęli bowiem po stronie Sił Szybkiego Reagowania, bowiem kontrolowały one miejsca wydobycia złotego kruszcu.
Jeśli zaś wagnerowcy są po jednej stronie konfliktu, to po drugiej będą Ukraińcy. W zeszłym roku szef ukraińskiego wywiadu wojskowego gen. Kiryło Budanow obiecał „likwidować rosyjskich przestępców wojennych w każdym zakątku świata”.
Czytaj więcej
Anglojęzyczne wydanie Kyiv Post opublikowało dwa nagrania podobno przedstawiające starcia Ukraińców w najemnikami Wagnera w Afryce.
Ale Kreml oplata Czarny Kontynent siecią, której nie dadzą rady ukraińskie oddziały specjalne. Złapany w Sudanie najemnik przyleciał tam z Republiki Środkowoafrykańskiej, centrum rosyjskich operacji wojskowych na kontynencie. Tam była główna baza wagnerowców, teraz podległych rosyjskiemu ministerstwu obrony.
Libia, Sudan, Burkina Faso – wszędzie tam są też najemnicy Kremla. Nie udało im się jedynie w Mozambiku, gdzie ich pierwszy oddział został rozbity przez islamskich powstańców i gdzie już nie próbowali wracać.
Głównym celem Kremla nie jest jednak opanowanie całego kontynentu (na to nie ma wystarczających sił), ale usunięcie stamtąd wpływów, w tym gospodarczych, państw zachodnich. Temu służą też kampanie propagandowe prowadzone w skali całego kontynentu, również przy pomocy mediów (głównie internetowych) przejętych od Grupy Wagnera.
„USA próbują podbić Afrykę Facebookiem, dolarami i ruchem LGBT” – to hasło jednej z nich, której patronuje 5 Służba rosyjskiej policji politycznej FSB. Dotknięta niełaską prezydenta Putina za klęskę swych działań w Ukrainie przed inwazją teraz próbuje się zrehabilitować w Afryce.
Kolejna kampania „przypomina konspirologiczny pomysł FSB o amerykańskich biolaboratoriach na Ukrainie. Z tą różnicą, że w afrykańskim wariancie pojawia się kolonizacja, Bill Gates i niebezpieczeństwo szczepień” – piszą dziennikarze śledczy portalu The Insider.
Rosjanie bowiem próbują przekonać mieszkańców Afryki, że zachodnie koncerny farmaceutyczne prowadzą na nich eksperymenty, traktując ich jak niewolników. Takie informacje rozpowszechniają we wszystkich głównych językach kontynentu.
Podobna o Ukrainie doprowadziła nawet na żądanie Kremla do debaty w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, która jednak skończyła się widowiskową porażką Moskwy.