Postulat wydaje się na razie dość abstrakcyjny. Choć od ataku Hamasu minął blisko miesiąc, izraelskie wojsko odzyskuje w żółwim tempie tereny zajmowane przez palestyńskich terrorystów a dowódcy w Tel Awiwie zapowiadają, że operacja będzie trwała przynajmniej do wiosny przyszłego roku.
Jednak Biały Dom chce wiedzieć, co dalej. Wręcz od tego uzależnia dalsze wsparcie dla Izraela. A to dlatego, że bez takiej wizji ryzyko przekształcenia konfliktu w wojnę na skalę całego Bliskiego Wschodu rośnie. Z każdym izraelskim nalotem na Strefę Gazy i doniesieniami o śmierci kolejnych setek Palestyńczyków zwiększa się presja w świecie arabskim, aby ukarać Izrael. Przede wszystkim jednak coraz bardziej prawdopodobne staje się otwarcie nowego frontu walki przez sterowany przez Iran Hezbollah, z czym Tel Awiw bez wsparcia Amerykanów sobie nie poradzi. W roku wyborczym byłoby to dla Bidena szczególnie złe rozwiązanie, które zapewne otworzyłoby drogę do odzyskania władzy przez Donalda Trumpa.
Czytaj więcej
Największym zagrożeniem dla utrzymania potęgi Ameryki na świecie nie jest wojna w Ukrainie, konflikt na Bliskim Wschodzie i obrona Tajwanu, ale pow...
Biden zaczyna więc zarysowywać plan, wedle którego po wygnaniu Hamasu władzę nad Stefę Gazy przejmuje Mahmud Abbas i Autonomia Palestyńska. To jednak nie będzie możliwe bez powrotu do poważnych rokowań nad utworzeniem państwa palestyńskiego, na które składałby się właśnie Gaza oraz Zachodni Brzeg Jordanu.
Tyle, że z Netanjahu tego zrobić się nie da. Najważniejszy od dwóch dekad polityk kraju nie tylko nie prowadził poważnych negocjacji w tej sprawie, ale wspierał forsowny rozwój kolonii żydowskich na terenach położonych na Zachodnim Brzegu.
Czytaj więcej
W nocy z niedzieli na poniedziałek w północnej części Strefy Gazy doszło do intensywnych nalotów i ostrzału artyleryjskiego - podaje Reuters powołu...
Co więcej, mowa o premierze, który stał się niezwykle niepopularny. Złożyły się na to nie tylko zarzuty korupcyjne i polityczna odpowiedzialność za dopuszczenie do ataku Hamasu, ale przede wszystkim reforma wymiaru sprawiedliwości, która dla wielu może okazać się decydującym ciosem dla izraelskiej demokracji. Polaryzacja społeczeństwa, które przecież powinno zachować jedność w obliczu egzystencjalnego zagrożenie z zewnątrz, jeszcze bardziej się zaostrzyła gdy Netanjahu zbudował koalicję z ugrupowaniami skrajnej prawicy byle utrzymać się u władzy. Taki polityk z pewnością nie ma więc odpowiedniego autorytetu aby podjąć kluczowe decyzje w sprawie budowy odrębnego państw palestyńskiego.