Z Meksyku pochodzi co najmniej 70 proc. narkotyków sprowadzanych do USA. Republikanie chcą wojny

Naloty miałyby wstrzymać napływ narkotyków do USA. Ale apelując do Latynosów o poparcie Bidena, prezydent Obrador może wcześniej wpłynąć na amerykańskie wybory.

Aktualizacja: 07.08.2023 06:41 Publikacja: 07.08.2023 03:00

Most na Rio Grande, rzece granicznej między USA a Meksykiem

Most na Rio Grande, rzece granicznej między USA a Meksykiem

Foto: Guillermo Arias / AFP

To jest tragedia o niespotykanej w amerykańskiej historii skali. 32 mln Amerykanów (jedna dziesiąta ludności kraju) zażywa przynajmniej okazjonalnie narkotyki, a spośród nich 23 mln są od nich uzależnione. W zeszłym roku z powodu przedawkowania zmarło 110 tys. osób. To najczęstszy powód zgonów wśród mieszkańców USA do 45. roku życia.

Jednym z powodów jest zalew opiatów: wysoce uzależniających leków przeciwbólowych, które pod presją koncernów farmaceutycznych lekarze mogli do niedawna przepisywać bez ograniczeń.

Meksyk i „wojna przeciw narkotykom”

Jednak za eksplozją konsumpcji narkotyków stoi i Meksyk. – Jeszcze kilkanaście lat temu Meksyk zasadniczo zapewniał tylko tranzyt narkotyków, przede wszystkim kokainy z Kolumbii. Od tego czasu jednak nie tylko przejął kontrolę nad całym handlem, ale i część narkotyków produkuje na miejscu. Odnosi się to w szczególności do jednego z najgroźniejszych opiatów, fentanylu, który powstaje ze składników sprowadzanych po części z Chin. Na miejscu powstaje też zasadniczo heroina i metamfetamina. Z Meksyku pochodzi przynajmniej 70 proc. narkotyków sprowadzanych do USA – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Carlos Malamud, ekspert madryckiego instytutu Real Elcano.

Czytaj więcej

Hunter Biden – słaby punkt Joe Bidena

Kolejni prezydenci Meksyku od 2006 r. prowadzą „wojnę przeciw narkotykom”, którą za pomocą ogromnych funduszy dla meksykańskich sił zbrojnych wspiera Waszyngton. Pochłonęła ona już 400 tys. ofiar śmiertelnych. Jednak ekspansja gangów narkotykowych dzięki ogromnym zyskom z przerzutu do Stanów okazała się szybsza. Na czele największego z nich, Jalisco Nuevo, stoi Nemesio „El Mencho” Oseguera Cervantes. Wciąż umyka siłom porządkowym mimo nagrody 10 mln dol., jaką ufundowali Amerykanie. Dzieje się tak, ponieważ gangi narkotykowe w znacznym stopniu przeniknęły meksykańskie państwo. Korumpują sędziów, polityków i policję, zabijają dziennikarzy śledczych.

– Znaczna część Meksyku w ogóle umyka kontroli władzy – powiedział ku oburzeniu prezydenta Andrésa Manuela Lópeza Obradora sekretarz stanu USA Antony Blinken. W kampanii przed wyborami 2016 r. Donald Trump skoncentrował uwagę opinii publicznej na nielegalnej imigracji, nazywając Meksykanów „gwałcicielami” i zapowiadając budowę muru na granicy z południowym sąsiadem.

Czytaj więcej

Prawo Bidena lepsze niż mur Trumpa

Już jednak w Białym Domu szybko zdał sobie sprawę, że znacznie poważniejszym problemem jest zalew narkotyków. Jak wskazuje w swoim wspomnieniach sekretarz obrony Mark Esper, prezydent rozważał zniszczenie z powietrza laboratoriów w Meksyku produkujących fentanyl. – Nikt nie będzie wiedział, że to my za tym stoimy – miał się zwierzać swoim współpracownikom.

45 proc. zwolenników republikanów uważa Meksyk za wroga

Teraz znów powrócił do tej idei. Ale nie tylko on. Wypowiedzenie Meksykanom wojny w takiej czy innej formie zapowiadają też jego konkurenci do republikańskiej nominacji w obecnych wyborach. Gubernator Florydy Ron DeSantis chce nałożyć blokadę na meksykańskie porty, aby powstrzymać import składników do produkcji fentanylu. Nikki Haley, była ambasador przy ONZ, uważa, że konieczna jest bezpośrednia interwencja przeciw bazom gangów narkotykowych.

– Trzeba powiedzieć Obradorowi: albo ty się tym zajmiesz, albo my to zrobimy – uważa.

Z kolei wpływowy republikański senator z Karoliny Południowej Lindsey Graham uważa, że meksykańskie kartele narkotykowe należy wpisać na listę organizacji terrorystycznych, co pozwoliłoby na ich bezpośrednie zwalczanie nawet na terytorium obcych państw, jak to było z Al-Kaidą w Afganistanie.

Ta bojowa retoryka trafia do przekonania, a nawet mobilizuje republikański elektorat, gdzie 45 proc. osób uważa Meksyk za wroga – tyle samo, co widzi w nim sojusznika (sondaż YouGov). To zupełnie inne proporcje niż wśród zwolenników demokratów, gdzie 70 proc. postrzega sąsiada z południa jako alianta.

Andrés Manuel López Obrador. Lewicowy populista

Jednak prezydent Meksyku, zwany popularnie AMLO, ma bardzo skuteczną broń przeciwko tym planom. W USA mieszka już 70 mln Latynosów, spośród których wielu (np. imigranci z Kuby skupieni wokół Miami) tradycyjnie głosuje na republikanów, bo nienawidzą lewicowych rządów Kuby czy Wenezueli. Jednak meksykański przywódca ostrzega, że jeśli republikańscy kandydaci będą nadal „obrażać” jego kraj i grozić złamaniem jego suwerenności, wezwie latynoski elektorat do poparcia Bidena. To mogłoby w listopadzie przyszłego roku rozstrzygnąć, na kogo postawią kluczowe stany, jak Floryda czy Kalifornia, gdzie mieszka szczególnie dużo Amerykanów o korzeniach latynoskich.

Czytaj więcej

Pokłosie niewolnictwa. W USA trwa debata o segregacji rasowej

Po części, aby powstrzymać nielegalną imigrację z Ameryki Środkowej, Biden utrzymuje bliskie relacje z Obradorem i nie posuwa się do użycia bojowego języka. Jednak w tym tkwi też pułapka. Populistyczny, lewicowy przywódca systematycznie ogranicza zasięg swobód obywatelskich. Wiosną zlikwidował niezależną komisję wyborczą (INE), która gwarantowała przejrzystość wyborów. Rozwija też w forsownym tempie siły zbrojne, które są już odpowiedzialne za wielkie projekty gospodarcze, takie jak budowa nowego lotniska w stolicy kraju czy kolejki turystycznej wokół półwyspu Jukatan.

To jest tragedia o niespotykanej w amerykańskiej historii skali. 32 mln Amerykanów (jedna dziesiąta ludności kraju) zażywa przynajmniej okazjonalnie narkotyki, a spośród nich 23 mln są od nich uzależnione. W zeszłym roku z powodu przedawkowania zmarło 110 tys. osób. To najczęstszy powód zgonów wśród mieszkańców USA do 45. roku życia.

Jednym z powodów jest zalew opiatów: wysoce uzależniających leków przeciwbólowych, które pod presją koncernów farmaceutycznych lekarze mogli do niedawna przepisywać bez ograniczeń.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Prezydent Emmanuel Macron pisze do rodaków. Francję czekają trzy lata paraliżu?
Polityka
Minister obrony Niemiec mówi w Paryżu na jaki wynik wyborów we Francji liczy
Polityka
Emmanuel Macron napisał list do Francuzów. "Będę prezydentem niezależnie od wyniku wyborów"
Stany Zjednoczone
W tym tygodniu pierwsze starcie Joe Bidena z Donaldem Trumpem
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Polityka
Niemiecki polityk proponuje deportację bezrobotnych ukraińskich uchodźców
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży