Ostatni sondaż instytutu INSA nie pozostawia wątpliwości co do zmian preferencji wyborców. Co prawda prowadzi niezmiennie CDU/CSU z 26 proc., ale od kilku tygodni na drugim miejscu plasuje się populistyczno-prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) z 20 proc., wyprzedzając partię kanclerza o jeden punkt procentowy. Zieloni utrzymują swoje 14 proc., podobnie jak 6 proc. FDP oraz 5 proc. postkomuniści z Die Linke.
Trzy partie kolacji rządowej nie miałyby szans na utworzenie rządu, gdyby wybory odbyły się w ubiegłą niedzielę. To efekt tarć i kłótni wewnątrz koalicji. Z pracy rządu zadowolony jest obecnie zaledwie co piąty wyborca. Jest to najniższa wartość od ponad 20 lat.
Czytaj więcej
Skrajnie prawicowa partia AfD odniosła w niedzielę kolejne zwycięstwo wyborcze. Kandydat partii wygrał głosowania na burmistrza miasta Raguhn-Jessn...
Samo to nie stanowi jednak zagrożenia dla systemu politycznego, czego nie można powiedzieć o obserwowanym od wielu tygodni trendzie wzrostowym AfD. Nie chodzi już wyłącznie o sondażowe notowania, lecz o spektakularne sukcesy tego ugrupowania.
W niedzielę poseł do parlamentu Saksonii-Anhalt i członek AfD Hannes Loth wygrał wybory na burmistrza w Raguhn-Jessnitz w Saksonii-Anhalt na wschodzie Niemiec. Zaledwie tydzień wcześniej starostą powiatu Sonneberg w Turyngii został Robert Sesselmann z AfD.
Czytaj więcej
Skrajnie prawicowa AfD (Alternatywa dla Niemiec) zdobyła władzę w niewielkim wschodnioniemieckim powiecie. Nie zamierza na tym poprzestać. Sondaże...
Liberalne media biją na alarm, przypominając, że w przyszłym roku wybory landowe odbędą się m.in. w Brandenburgii, Saksonii i Turyngii, wschodnioniemieckich landach, gdzie AfD obecnie dominuje w sondażach z notowaniami sięgającymi 30 proc. Jedynym pocieszeniem jest to, że nadal obowiązuje ostracyzm wobec AfD, co oznacza, że nawet w wypadku wygranej w tych landach partia nie będzie w stanie utworzyć koalicji rządowej.
„W kryzysie jest cały system” – pisze berliński „Tagesszeitung”, udowadniając, że ogarnął on nie tylko tradycyjne partie, ale i media oraz społeczeństwo obywatelskie.
Jak na razie partie polityczne nie prezentują żadnego pomysłu, w jaki sposób przywrócić normalność na niemieckiej scenie politycznej, rozumianą jako układ sił, w którym AfD wywalczyła wprawdzie obecną pozycję, ale nie ma szans na przejęcie władzy.
– W wielu krajach europejskich, a także w Niemczech zawsze istniały prawicowe populistyczne partie. Receptą jest zapewnienie krajowi dobrych perspektyw na przyszłość – wyjaśnił Olaf Scholz w niedzielnym wywiadzie dla telewizji ARD. Wyraził też zadowolenie, że w wyborach w powiecie Sonneberg wszystkie partie demokratyczne wsparły kandydata CDU, gdyż AfD jest partią, „z którą nie ma i nie może być żadnej współpracy”.
Jednym słowem, kanclerz nie widzi problemu. Stoi za tym przekonanie, że AfD nie pójdzie drogą Zielonych czy postkomunistów, którzy w końcu zostali włączeni w system partyjny RFN mimo początkowego ostracyzmu.
Czytaj więcej
Tino Chrupalla, lider prawicowej, populistycznej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), podczas telewizyjnej debaty porównał Ukrainę z nazistowskimi...
– W AfD górą są jak na razie politycy radykalnego skrzydła, którzy nie mają zamiaru rezygnować z wizerunku partii antysystemowej, co uniemożliwia współpracę z innymi siłami politycznymi. Mamy do czynienia z inną sytuacją niż w wypadku Zielonych, gdzie w konflikcie wewnętrznym wygrało skrzydło tzw. realos, co partii utorowało drogę na salony – tłumaczy „Rzeczpospolitej” politolog prof. Werner Patzelt.
Jego zdaniem prawdziwy problem z AfD mają obecnie partie chadeckiej opozycji. W samej CDU rośnie niezadowolenie z kursu jej szefa Friedricha Merza, który coraz częściej krytykuje ugrupowanie Zielonych za zbyt radykalną politykę ekologiczną. Nie bardzo podoba się to premierom z ramienia CDU w Szlezwiku-Holsztynie oraz Nadrenii Północnej-Westfalii, których partnerami koalicyjnymi są właśnie Zieloni.
Ich zdaniem głównym przeciwnikiem politycznym CDU jest AfD, z którą sympatyzuje coraz więcej wyborców chadecji. W gruncie rzeczy chodzi o to, czy CDU powinna zmierzać w kierunku środka sceny politycznej – jak za czasów Angeli Merkel – czy też ma być zdecydowanie bardziej prawicowa. W myśl zasady wyznawanej przez lata przez bawarską CSU: na prawo od nas jest tyko ściana.