Doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak napisał w mediach społecznościowych, że choć lubi kolekcjonować teorie spiskowe to musi przekazać, że Ukraina nie ma nic wspólnego z "niefortunnym wypadkiem" na Bałtyku ani nie ma żadnych informacji o "grupach proukraińskich sabotażystów".

Współpracownik Wołodymyra Zełenskiego nawiązał w ten sposób do publikacji "The New York Times" w sprawie eksplozji gazociągów Nord Stream. Dziennik podał, że nowe dane wywiadowcze, sprawdzone przez amerykańskich oficjeli sugerują, że atak na gazociąg Nord Stream przeprowadziła "proukraińska grupa".

Czytaj więcej

Wybuchy na Nord Stream. Media: Ślady prowadzą na Ukrainę

"Co się stało z rurociągami? »One zatonęły«, jak mawiają w Rosji..." - dodał we wpisie Podolak. Było to nawiązanie do słów Władimira Putina, który w 2000 r. pytany przez Larry'ego Kinga w CNN, co się stało z okrętem podwodnym Kursk odparł, że "on zatonął".

K-141 Kursk, rosyjski okręt podwodny z napędem jądrowym trzeciej generacji, projektu 949A (kod NATO Oscar II) wszedł do służby we Flocie Północnej pod koniec 1994 r. W sierpniu 2000 r. okręt zatonął podczas manewrów na Morzu Barentsa.

Na pokładzie doszło do dwóch eksplozji, w wyniku których zginęła większość 118-osobowej załogi. Jak wynika z zachowanych notatek oficera Dmitrija Kolesnikowa, 23 osoby przeżyły, jednak nie udało się ich uratować. Początkowo Rosja odrzuciła pomoc Norwegii i Wielkiej Brytanii w akcji ratunkowej. Kreml zgodził się na zagraniczne wsparcie po pięciu dniach od katastrofy Kurska. Wrak okrętu podniesiono w 2001 r.