Biejat relacjonowała przebieg Europejskiego Kongresu Kobiet, który odbył się w niedzielę, w Toruniu.

- Przyjechały do nas kobiety z Ukrainy, które podkreślały, że (w czasie wojny - red.) nie można gubić perspektywy cywili i praw kobiet. Mówiły też o tym, jak dużego wsparcia potrzebują od strony krajów, do których przyjeżdżają. Smutnym wątkiem była sytuacja prawna w Polsce dotycząca przerywania ciąży. W Ukrainie prawo do przerywania ciąży jest dużo bardziej liberalne niż w Polsce. Kobiety, które do nas przyjeżdżają, bardzo często są ofiarami przemocy i gwałtu, ale nie mogą otrzymać u nas pomocy - podkreśliła polityk.

Kobiety, które do nas przyjeżdżają, bardzo często są ofiarami przemocy i gwałtu, ale nie mogą otrzymać u nas pomocy

Magdalena Biejat, posłanka, partia Razem, klub Lewicy

Posłanka mówiła także o tym, że choć ustawa ws. aborcji w obecnym kształcie przewiduje przerwanie ciąży w przypadku ofiar przestępstwa, w praktyce "jest to martwe prawo".

- W tej chwili to prawo jest obwarowane tyloma warunkami, że praktycznie niemożliwe jest, żeby - do dwunastego tygodnia ciąży - przerwać ciążę pochodzącą z gwałtu. Anita Kucharska-Dziedzic, posłanka Lewicy złożyła ustawę, która wymusza terminy na prokuraturze. Po to, by przerwać ciążę, trzeba mieć specjalne zaświadczenie od prokuratora, że doszło do przestępstwa. Ale jest to dzisiaj niemożliwe, bo prokuratura przedłuża wydanie tych decyzji do momentu, gdy jest już za późno. Dlatego chcemy wymóc na prokuraturze konkretny siedmiodniowy termin wydania decyzji w tej sprawie, żeby urealnić to prawo. Niestety, prawica nie zgodziła się procedować tego prawa i efektem jest to, że ofiary przemocy muszą mierzyć się z kolejną traumą w Polsce - zaznaczyła parlamentarzystka.

Biejat została następnie zapytana o to, ile kobiet z Ukrainy, które doświadczyły przemocy, czeka na aborcję w Polsce.

- Niestety takie statystyki nie istnieją. Najlepszym dowodem są polskie statystyki dotyczące przerywania ciąży w Polsce. Zgodnie z tymi statystykami problem ciąży z gwałtu nie istnieje w Polsce, a przecież wiemy, że tak nie jest. Polska prowadzi politykę zbitego termometru, gdy zbije się termometr, to można udawać, że nie ma się temperatury. Ale pamiętajmy, że za tą polityką stoją tragedie tysięcy kobiet, które nie mogą liczyć na państwo - stwierdziła posłanka.