Czuje się pan szykanowany?

Słowo „szykanowanie" automatycznie pozycjonuje mnie w roli ofiary, a ja nie czuję się kimś słabszym. Robię to, co powinienem robić, i ciągle walczę. Działania partii rządzącej mogą raczej nosić znamię mobbingu.

Mobbingu politycznego?

Zwykłego mobbingu prowadzonego przez moich bezpośrednich przełożonych, czyli prezesa sądu okręgowego i prezesów sądu apelacyjnego, którzy nie realizują prawomocnego orzeczenia sądu pracy nakazującego natychmiastowe przywrócenie mnie do czynnej służby.

Czytaj więcej

Fundacja Helsińska wydała oświadczenie ws. sędziego Igora Tulei

Jednego dnia sąd zdecydował, by wracał pan do pracy, kolejnego znów pana zawieszono. Co się stało?

Przez chwilę mogłem się poczuć sędzią, który będzie mógł orzekać. Piątego sierpnia otrzymałem telefon z kadr, że mam do odebrania decyzję prezesa sądu okręgowego. Byłem wówczas na Pol’and’Rock Festival, prowadząc warsztaty Iustiti. Powiedziałem, że odbiorę decyzję i spytałem urzędniczki, czy ta decyzja zmienia coś w moim życiu – powiedziała, że tak, ponieważ prezes sądu przywraca mnie do służby. W międzyczasie w TVP Info pojawił się komunikat, że zostaję przywrócony do pracy. W poniedziałek, 8 sierpnia, stawiłem się w kadrach sądu okręgowego, gdzie odebrałem decyzję, że jestem przywrócony do służby, ale jednocześnie zostaje mi doręczony kolejny dokument o skierowaniu mnie na zaległy urlop od 8 sierpnia do 19 września. Zacząłem pisać wniosek do pani prezes sądu okręgowego, aby jeszcze raz rozważyła, czy wysłanie mnie na urlop, w sytuacji gdy jestem blisko dwa lata na przymusowym urlopie, rzeczywiście jest konieczne. Wtedy otrzymałem drugą decyzję – tym razem prezesa sądu apelacyjnego, który uchylił decyzję prezes sądu okręgowego o przywróceniu mnie do służby.

A dlaczego został pan odsunięty od orzekania?

Zostałem odsunięty od orzekania decyzją tzw. Izby Dyscyplinarnej z 18 listopada 2020 roku. Tzw. Izba Dyscyplinarna uchyliła mój immunitet i zawiesiła mnie na wniosek prokuratora, który domagał się tego, żeby postawić mi zarzut z art. 241 kodeksu karnego dotyczący bezprawnego ujawnienia informacji z postępowania przygotowawczego.

Jeśli już publicznie zabieramy głos, to mówimy o kwestiach, które znamy, czyli o praworządności, konstytucji i wymiarze sprawiedliwości

Ujawnił pan te informacje?

Nie, prokurator wywodzi, że ujawniłem informacje w trakcie posiedzenia, na którym rozpatrywałem zażalenie pokrzywdzonych od decyzji prokuratora o umorzeniu śledztwa ws. głosowania w Sali Kolumnowej. Po pierwsze, posiedzenie było jawne, a po drugie, uzasadniając moje orzeczenie, podałem informacje z postępowania przygotowawczego. Argumenty prokuratura są absurdalne, ponieważ kodeks postępowania karnego daje mi takie uprawnienie, abym mógł przeprowadzić posiedzenie sądu w sposób jawny. Jeśli posiedzenie jest jawne, to mogą w nim wziąć udział publiczność i media. Przed podjęciem tej decyzji zapytałem stron, jaki jest ich stosunek do kwestii jawności tego posiedzenia. Pani prokurator, która była na sali, nie oponowała i nawet wnosiła, żeby było ono jawne. Sąd, uzasadniając orzeczenie, nie może dopuścić się przestępstwa z art. 241 kodeksu karnego. Sąd musi – w ustnych motywach swojego rozstrzygnięcia – wskazać dowody, które przemawiały za tym rozstrzygnięciem. Dowody w tego typu postępowaniach są gromadzone na etapie postępowania prokuratorskiego. To jest na tyle oczywiste, że nawet w podręcznikach do procedury karnej jasno wskazuje się, że nie jest możliwe, by sąd mógł dopuścić się przestępstwa z art. 241 kodeksu karnego. Z uzasadnień tzw. Izby Dyscyplinarnej wynika, że to, co się działo wówczas na sali sądowej, w żaden sposób nie pokrzyżowało dalszych działań prokuratury, bo nakazałem kontynuować śledztwo. Prokuratorzy, którzy byli słuchani w charakterze świadków, powiedzieli wprost, że to nie pokrzyżowało im w żaden sposób śledztwa.

Jest pan przygotowany na to, że mogą po pana przyjść o 6 rano?

Jestem przygotowany, ale już nie żyję w takim napięciu jak kilka miesięcy temu, kiedy wydawało mi się to bardzo realne. Prokuratura wystąpiła do tzw. Izby Dyscyplinarnej o wyrażenie zgody na moje zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie na przesłuchanie, ale Izba Dyscyplinarna jej nie wyraziła. Wtedy rzeczywiście żyłem w napięciu, czy dzwonek o 6 rano oznacza to, że policja przyszła mnie zatrzymać, czy może listonosz ma pilną przesyłkę. Izba Dyscyplinarna nie wyraziła zgody na moje zatrzymanie w kwietniu zeszłego roku. Wtedy prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję i od maja zeszłego roku to zażalenie leży nierozpoznane. Zażalenie zostało prawdopodobnie przekazane – razem z likwidacją Izby Dyscyplinarnej – do Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Przez ten czas próbowałem – przy pomocy adwokatów działających pro bono – walczyć na różnych forach o moje prawa. Składałem zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, ale oczywiście ze świadomością, że prokuratura nie jest dziś instytucją niezależną. Uważam, że trzeba to robić, bo rękopisy nie płoną. Walczyłem także przed ETPC, ta walka trwa.

Czytaj więcej

Krystian Markiewicz mówi, skąd taka decyzja "żołnierzy Ziobry" ws. Tulei

Co dalej? Przez kolejne lata będzie pan zawieszony?

Wierzę, że nie. Staram się nie leżeć i nie patrzeć w sufit, tylko działać. Walczymy i mogę zapewnić, że energii mi nie brakuje. Póki jest wsparcie obywateli i ich zrozumienie, że rządy prawa to jest coś, co dotyczy nie tylko prawników, ale nas wszystkich, dopóty nie można zrezygnować z walki. Mam teraz więcej czasu, co przekłada się na to, że mam więcej sposobności, by angażować się w różne inicjatywy obywatelskie. Jeżdżę np. z Tour de Konstytucja. Iustitia także ma własny pomysł, czyli „rządy prawa wspólna sprawa". W czasie roku akademickiego prowadzę zajęcia ze studentami i aplikantami. Co ciekawe, gdy pan Radzik był jeszcze prezesem sądu okręgowego, próbował mi bezprawnie zakazać działalności edukacyjno-dydaktycznej. Podałem go do sądu i w sierpniu będzie pierwszy termin w tej sprawie. Cały czas walczę i staram się nie pogrążać w marazmie.

Może ta aktywność pana zgubiła? Może sędzia nie powinien brać udziału w politycznie organizowanych wiecach?

Sędziowie nie uczestniczą w politycznych marszach i wiecach. Jeśli wypowiadamy się w przestrzeni publicznej i zabieramy głos, to nie mówimy o tym, która partia jest dobra, a która jest zła. Jeśli już publicznie zabieramy głos, to mówimy o kwestiach, które znamy, czyli o praworządności, konstytucji i wymiarze sprawiedliwości. Uważamy, że to nie tylko nasze prawo, ale wręcz obowiązek. To wynika z orzeczeń ETPC, który wprost stwierdził, że sędziowie mają takie prawo.

Czy Polska realizuje kamienie milowe postawione przez KE?

Kamienie milowe nie są realizowane. Zostały one stworzone przez polski rząd, który się zobowiązał, że je wykona. Jeśli partia rządząca wiedziała, że nie będzie w stanie tego zrobić, to nie powinna ich proponować. Dlaczego oni tego nie realizują? To pytanie do rządzących.

W Sądzie Najwyższym odbyło się losowanie sędziów, z których prezydent wybierze sędziów do nowej Izby Odpowiedzialności Zawodowej (SN). Czego się pan spodziewa po prezydencie i jak pan ocenia losowanie? Przypomnę, że dziennikarze nie mogli być na sali w czasie losowania sędziów. Mogli je obserwować tylko na małym monitorze w sali obok, co nie miało wiele wspólnego z transparentnością.

To jest dowód na to, że dostaje się nie tylko trzeciej władzy, ale również czwartej władzy. Nie rozumiem kolejnego etapu po losowaniu, w którym pan prezydent ma wybrać spośród tych 33 sędziów złotą jedenastkę. Można było się zatrzymać na losowaniu. Po co przedstawiciel władzy wykonawczej ma wybierać obsadę Izby Odpowiedzialności Zawodowej? Najlepiej jest, jeśli politycy trzymają się z dala od wymiaru sprawiedliwości. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to również będzie organ polityczny, który niewiele zmieni w obecnej sytuacji – zmieniono wyłącznie szyld.

—współpraca Karol Ikonowicz