W sobotę odbyła się duża konwencja PO w Radomiu. Czy taka aktywność partii w wakacje przynosi polityczny zysk?

Ugrupowania dostosowują się do temperatury społecznej, przecież w partiach ona też rośnie. Nie tylko PO organizuje spotkania, ale także PiS, PSL, Polska 2050 i Lewica. Partie nie mogą przespać momentu startu kampanii. Wszyscy zakładają, że wybory parlamentarne odbędą się w przyszłym roku na jesieni, ale ta jesień może przyjść już na wiosnę w przyszłym roku. Czasem mówi się też, że – jakby sytuacja się bardzo pogorszyła – prezes Kaczyński zdecyduje się na wybory w tym roku, choć wydaje się to najmniej prawdopodobne. Nikt nie chce zostać w blokach startowych.

Ale czy wakacje to dobry moment na rozpoczęcie kampanii?

W ostatni weekend aktywność polityczna była bardzo mocna, ale sądzę, że około 15–20 lipca zostanie ona wygaszona i dopiero pod koniec sierpnia się zwielokrotni. Chociaż – wbrew pozorom – rzadko chodzimy na wybory, to jesteśmy społeczeństwem rozpolitykowanym. Ludzie mają potrzebę wygadania się, to widać po wyjazdach Donalda Tuska w Polskę. Mocno odczuwamy inflację i podwyżki, a to zaczyna nas popychać do aktywności. Pamiętajmy, że większość strajków w latach 80. zaczęła się w oparciu o postulaty ekonomiczne, a nie o ideologię walki z komunizmem.

Donald Tusk ewidentnie wygląda, jakby był przygotowany na ciężką walkę i tzw. bój ostatni.

Głównym tematem konwencji PO była inflacja, czy to będzie temat przewodni w następnych miesiącach?

Inflacja najbardziej nas dotyczy. Codziennie ktoś mówi, że wzrosły mu opłaty, np. rachunek za prąd z 2 tysięcy do 4 tysięcy, to już jest kwestia ponadpartyjna. Partia rządząca próbuje robić, co może, jeżeli chodzi o działania propagandowe, ale to może nie wystarczyć, bo jak ktoś idzie do sklepu i widzi, o ile więcej musi zapłacić za te same zakupy niż tydzień wcześniej, lub jedzie zatankować, to propaganda przestaje działać. Dlatego inflacja, drożyzna i radzenie sobie z tym będą jednymi z głównych tematów kampanii. Widać już, że jedni chcą uciec od inflacji, a drudzy mocno ją uwypuklić.

Donald Tusk podczas konwencji powiedział, że „ci, którzy wierzą w Boga, nie powinni głosować na PiS”. Czy grozi nam to, że PiS i PO będą się znów bić na światopogląd?

Tak, będą się bić na światopogląd. Jeśli ograniczylibyśmy się do dwóch ostatnich wyborów, to PO raczej schodziła z linii strzału w kwestiach światopoglądowych. Podejrzewam, że Donald Tusk i jego sztabowcy przerobili ten temat, czyli zaczęli grać na polu PiS-u, bo inaczej nie da się wygrać wyborów. Słowa Donalda Tuska to był celowy zabieg, który miał zakomunikować, że PO wchodzi na pole ideologii.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Pytanie, co mają zrobić niewierzący? Głosować na PiS?

Niewierzący prawdopodobnie nie głosują na PiS, są raczej przy Lewicy i PO. To było wbicie szpilki w drugą stronę sceny politycznej. Teza Tuska jest dość karkołomna, na jej temat słyszałem głosy zachwytu i oburzenia, czyli cel został osiągnięty – o tym się mówi. Donald Tusk ewidentnie wygląda, jakby był przygotowany na ciężką walkę i tzw. bój ostatni. To właśnie miała na celu konwencja PO.

Jaki jest wizerunek prezesa Kaczyńskiego w przededniu kampanii wyborczej?

Prezes Jarosław Kaczyński wygląda, jakby potrzebował urlopu. Zdarzają mu się wpadki takie jak pomylenie miast i nazwisk – wiadomo, że raz można się pomylić, ale jak zdarza się to trzy czy cztery razy, to świadczy o nieprzygotowaniu lub zmęczeniu. Gdy przy pierwszym spotkaniu, mówił o osobach LGBT, to większość komentatorów twierdziła, że się przejęzyczył. Ale potem nawiązał do tego za drugim i trzecim razem, czyli jest to przygotowana strategia. Nazywam to „mapą polskiego strachu”. Wcześniej straszono np. genderem, gejami i uchodźcami. Wyborcy podczas ostatniego przemówienia Kaczyńskiego reagowali śmiechem, jakby się świetnie bawili, to przerażające. I słabe wizerunkowo.

—współpraca Karol Ikonowicz