Woś był pytany o to czy prawdą jest, że pierwsze środki z KPO - mimo zatwierdzenia planu przez Komisję Europejską - mogą trafić do Polski dopiero w przyszłym roku. Polityk Solidarnej Polski przyznał, że - ze względu na procedury - tak może się stać. 

- KPO to jest gigantyczny kredyt, wbrew temu co niektóre media piszą. Samo KPO przeznaczone dla Polski w połowie to są granty, w połowie pożyczki. Ale całe KPO, czyli i granty i pożyczki, to kredyt, który UE zaciągnęła. Ten kredyt już spłacamy przez wyższą składkę członkowską do budżetu europejskiego i przez różnego rodzaju podatki, daniny, które są wpłacane bezpośrednio do UE, np. podatek od plastiku - przekonywał także Woś.

Czytaj więcej

Zbigniew Ziobro: KPO to kredyt. Łączą go pewne cechy z lichwą

- Działanie UE, Komisji Europejskiej jest skandaliczne w przypadku tego kredytu. Bo wiadomo, jak każda gotówka jest potrzebna. My też emitujemy obligacje jako Polska, by pozyskać środki - dodał też wiceminister w kontekście długiego oczekiwania przez Polskę na zatwierdzenie KPO przez KE.

Woś mówił jednocześnie, że jeśli chodzi o wydatkowanie środków unijnych to Polska "daje radę". - Polska jest pod względem radzenia sobie ze środkami europejskimi jednym z liderów państw UE, a mimo to nas atakują. Atakują nas chociażby mechanizmem warunkowości. My ostrzegaliśmy, że zgoda na tak daleko idące, większe, szersze kompetencje KE, to zgoda na polityczne wykorzystanie tego mechanizmu - stwierdził.

Dostajemy pożyczkę na coś, co może jest nam potrzebne, a może nie

Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości

- Pewne pieniądze są potrzebne, tanie pieniądze są potrzebne. Natomiast to jest związane z szantażem wobec Polski - to raz. A dwa, te pieniądze są znaczone, w zdecydowanej większości skierowane na odnawialne źródła energii i firmy niemieckie, zachodnie, które mają technologie. Dostajemy pożyczkę na coś, co może jest nam potrzebne, a może nie - i oddajemy tę pożyczkę, bo kupujemy u Niemców lub u innych - mówił też Woś.