Morawska-Stanecka była pytana o rozporządzenie Ministra Zdrowia, na mocy którego katalog danych zbieranych przez personel medyczny zostanie rozszerzony m.in. o alergię, grupę krwi i ciążę. Potocznie mówi się obecnie o wprowadzeniu w Polsce "rejestru ciąż".

- Niestety w naszym systemie prawnym obecnym, gdy doprowadzono do niemal całkowitego zakazu aborcji, i przy skłonnościach naszej władzy do kontrolowania kobiet, ich dzietności, rozrodczości, mamy się niestety czego obawiać. Ja się zajmowałam jeszcze dodatkowo prawem medycznym - ja wiem, że są rejestry i że się je tworzy, ale akurat w tej konkretnej sytuacji: dlaczego akurat ciąż? - pytała wicemarszałek Senatu.

- Ja sobie nie życzę, żeby moja lekarka, ginekolog, do której chodzę prywatnie, wpisywała do rejestru rzeczy, które są dla mnie jednak informacją w jakimś sensie chronioną, intymną. To jest moje prawo jako pacjenta, aby pewnych informacji nie podawać opinii publicznej, bo to niestety w tym kraju może być wykorzystane powszechnie - że mam jakiś implant, że kobieta ma spiralkę, czyli wkładkę antykoncepcyjną - kontynuowała mówiąc o tym jakie dane jeszcze mogą pojawić się w takim cyfrowym rejestrze.

Czytaj więcej

Niedzielski podpisał kontrowersyjne rozporządzenie ws. "rejestru ciąż"

- Ja nie chcę, żeby miał ktoś niepowołany dostęp do tego typu informacji - podkreślała.

A czym taki "rejestr ciąż" grozi kobietom?

Kobieta nie podlega karze, na razie, za dokonanie aborcji, ale już np. jej mąż, który zawiózł ją na zabieg do Czech, na Słowację, może być już ścigany

Garbeila Morawska-Stanecka, wicemarszałek Senatu

- Widzę zagrożenie dla kobiet, że przy pierwszej wizycie, kiedy okaże się, że kobieta jest w ciąży, będzie to wpisane i później ta kobieta będzie mogła podlegać kontroli czy to dziecko się urodziło, czy nie. Jeśli kobieta poroni, może ją ścigać prokurator i pytać dlaczego poroniła. Jeśli kobieta dokona aborcji za granicą, gdzie jest to legalne, prokuratura będzie ścigała wszystkie osoby, które są z nią związane. Kobieta nie podlega karze, na razie, za dokonanie aborcji, ale już np. jej mąż, który zawiózł ją na zabieg do Czech, na Słowację, może być ścigany; koleżanka, która jej powiedziała o tym może być ścigana. Można sprawdzić billingi, mamy przecież Pegasusa - przekonywała wicemarszałek Senatu.

- Grozi to tym, że Polki będą się bały zachodzić w ciążę, ponieważ nie będą chciały być inwigilowane - podsumowała.