Jest pani koordynatorką komisji śledczej w Parlamencie Europejskim badającej zarzuty o nielegalną inwigilację za pomocą szpiegowskiego oprogramowania Pegasusa w Polsce i na Węgrzech. Od czego zaczniecie swoją pracę?

Czytaj więcej

PSL rusza w teren. „Zielona niedziela” to pomysł ludowców na wiosenny sezon polityczny

Jesteśmy w trakcie konstytuowania się. Komisja ma bardzo szerokie poparcie i bardzo szybko zostały też zebrane podpisy potrzebne do jej utworzenia. Wszystkie demokratyczne grupy polityczne ostro zaangażowały się w tę inicjatywę. EPP, czyli europejscy chadecy, będą jej przewodniczyć. Pierwsze spotkanie ma odbyć się 19 kwietnia.

Ten pomysł to inicjatywa grupy Renew?

Tak, my to zainicjowaliśmy, ponieważ tego rodzaju komisja nie powstała w polskim Sejmie. Jest w Senacie i trzeba przyznać, że robi bardzo dobrą robotę, ale nie ma tak wysokich uprawnień. Oczywiście, my nie będziemy mogli zmuszać polityków, żeby przyjechali na przesłuchania komisji, nie będą doprowadzani przez policję. Natomiast mamy ogromne możliwości w zakresie komunikacji i współpracy ze specjalistami od tych spraw. Planujemy np. współpracę z Izraelem, który jest autorem Pegasusa, a także z Kanadyjczykami z firmy Citizen Lab, którzy mają ogromną wiedzę na ten temat. Liczę na to, że politycy, na których ciąży odium tego, że podsłuchiwali opozycję, dziennikarzy i prawników, będą jednak z nami współpracować, żeby zdjąć z siebie winę. Jeżeli nie będą chcieli tego robić, to też będzie jakieś świadectwo.

Jaki jest termin zakończenia prac komisji?

Praca potrwa 12 miesięcy. Pole do działania jest ogromne, ponieważ okazuje się, że tego programu używało więcej krajów niż tylko Polska i Węgry. Wiadomo już, że był podsłuchiwany polski obywatel przebywający we Włoszech. Jak to się dzieje, że na terenie innego kraju również można to robić. Skąd wzięły się fundusze na Pegasusa? To jest niezwykle drogi system, każdy podsłuchiwany to spory koszt dla budżetu państwa. Kolejnym pytaniem jest to, co się działo z zebranymi danymi i gdzie są przechowywane. Trzeba również zbadać, czy program mógł mieć wpływ na przeprowadzenie demokratycznych wyborów. Musimy dowiedzieć się, kto jest za to odpowiedzialny i sprawić, żeby nigdy więcej obywatel UE nie musiał się obawiać, że jego prywatność jest bezprawnie naruszana.

Czy spodziewa się pani, że KPO zostanie zatwierdzone dla Polski w najbliższym czasie?

Te pieniądze są nam bardzo potrzebne. Polscy obywatele potrzebują środków z KPO. To są ogromne sumy, którymi rząd polski się szczycił, a teraz je blokuje. KE jest gotowa, żeby przekazywać pieniądze do Polski. Możemy tylko apelować o to, by polski rząd wykonał wyrok TSUE, a to oznacza likwidację Izbę Dyscyplinarną (SN), zniesienie „ustawy kagańcowej” oraz przywrócenie zwolnionych sędziów do pracy.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Opozycja deklaruje poparcie dla jednego z projektów prezydenta dotyczący likwidacji Izby Dyscyplinarnej (SN), ale z poprawkami.

Jeżeli zostaną przyjęte poprawki, które zrobią z tego projektu narzędzie, by w sposób prawdziwy rozwiązać Izbę Dyscyplinarną, a także by za jej pomocą znieść „ustawę kagańcową” i przywrócić sędziom możliwość normalnego prowadzenia spraw, to wtedy mielibyśmy rozwiązanie. Tylko że tych poprawek jest dużo i nie wiem, czy jest wola, by je przyjąć. Zbigniew Ziobro absolutnie się nie zgadza, żeby przez Sejm przeszła ustawa, która realizuje wyrok TSUE. Cała opozycja ma dobrą wolę i chce, żeby te pieniądze trafiły do obywateli.

Wybuch wojny w Ukrainie zmienia coś w polskiej polityce zagranicznej?

Wpływ tej wojny na politykę europejską jest zasadniczy. Jestem dziś w innym parlamencie niż byłam kilka tygodni temu.

Co ma pani na myśli?

To jest PE, który przedstawia Unię znacznie mocniej zjednoczoną i zdeterminowaną. Zmienił się także stosunek do Ukrainy. Jeszcze niedawno mówienie o niej jako kraju kandydackim byłoby całkiem niewyobrażalne. Dzisiaj cała sala PE za tym głosuje. Pamiętam też silny opór, gdy głosowaliśmy nad projektem „fit for 55”, który zakłada znaczne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do roku 2030, a do 2050 roku neutralność klimatyczną. Nagle okazuje się, że możemy znacznie szybciej uwalniać się od rosyjskich źródeł energii, niż to planowano. Motywacja jest w tej chwili inna, nie chodzi już tylko o ochronę klimatu. Wszyscy zrozumieli, że musimy uwalniać się od zakupów energii z Rosji.

współpraca Karol Ikonowicz