Lokalne władze i organizacje charytatywne alarmują, że drastycznie zwiększa się liczba dzieci oddawanych przez rodziców do placówek opiekuńczych, lub powierzanie ich pod opiekę organizacjom charytatywnym, przyjaciołom bądź członkom dalszej rodziny.

Zjawisko to związane jest z kryzysem gospodarczym z jakim boryka się kraj doświadczający trzycyfrowej inflacji.

- To opisano w Biblii. Zbliża się koniec czasu - mówi Zulay Pulgar, która oddała swoją sześcioletnią córkę pod opiekę sąsiadki. - Lepiej dla niej, by zaczęła życie w nowej rodzinie, niż gdyby miała pogrążyć się w prostytucji, narkotykach lub umrzeć z głodu - dodaje.

Pulgar, matka siedmiorga dzieci wraz ze swoim bezrobotnym mężem muszą żyć z emerytury jego ojca wynoszącej - w przeliczeniu - 6 dolarów. Jak mówi jedzą tylko chleb, ryż i piją kawę. Mięsny posiłek pochłonąłby jedną trzecią pieniędzy jakie mają na utrzymanie przez miesiąc.

Córkę kobiety przygarnęła sąsiadka, która pracuje w sklepie spożywczym i ma pięcioro własnych dzieci.

Codziennie do ośrodków opieki społecznej zgłasza się dziś średnio jedna rodzina, która chce porzucić swoje dziecko. - Najczęstszym powodem jest głód - mówi Maria Salas, dyrektor jednego z takich ośrodków.

Angeyeimar Gil, dyrektor ds. społecznych w jednej z dzielnic Caracas przyznaje, że rozstania rodziców z dziećmi są dramatyczne. - Płaczą, gdy mówią, że nie mogą już zapewnić przetrwania dziecku - dodaje.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów