Chiny graniczą z Koreą Północną na odcinku o łącznej długości 1420 km. Rosnące napięcie na Półwyspie Koreańskim, związane z kolejnymi próbami rakiet balistycznych prowadzonymi przez Pjongjang oraz wojowniczą retoryką Donalda Trumpa będącą odpowiedzią na działania Korei budzi w Państwie Środka obawy o skutki ewentualnego konfliktu USA i Korei Północnej dla Chin.

Pekin obawia się, że w przypadku wojny będzie musiał radzić sobie z napływem fali uchodźców z Korei, a pograniczne chińskie miasta mogą być narażone na promieniowanie w przypadku użycia przez którąś ze stron konfliktu broni atomowej. 

AFP pisze, że władze Chin starają się ukrywać działania będące odpowiedzią na możliwość wybuchu konfliktu na Półwyspie Koreańskim, ale mieszkańcy pogranicza odnotowali już, że na granicy pojawiło się więcej patroli wojska i straży granicznej.

Lokalne władze mają również sugerować unikanie kontaktów z Koreańczykami z Północy.

Według informacji AFP w październiku na drodze wzdłuż rzeki Yalu pojawiły się nowe wojskowe punkty kontrolne. Z kolei w miejscowości Dandong, na ogrodzeniu granicznym miała pojawić się tabliczka wzywająca wszystkich, którzy "dostrzegą działania szpiegowskie o natychmiastowe poinformowanie o nich organów bezpieczeństwa".

Z kolei w rejonie rzeki Tumen władze informowały w 2017 roku o zainstalowaniu setek kamer monitoringu tworzących "system ochrony granicy drugiej generacji". Ma to - jak pisze AFP - zmniejszyć liczbę uchodźców z Północy, którzy przez terytorium Chin uciekają do Korei Południowej.

W ubiegłym tygodniu władze sprawdzały czy sprzęt do sprawdzania poziomu promieniowania, a także kombinezony ochronne będące w dyspozycji pograniczników w rejonie Dandong są w dobrym stanie. Wkrótce później dziennikarz AFP widział nową stację monitorującą poziom promieniowania w jednej z wiosek na pograniczu z Koreą Północną.