Gdyby prognozy te sprawdziły się, wówczas nawet z poparciem nacjonalistycznej partii Yamina Naftaliego Bennetta, byłego sojusznika Netanjahu, premier Izraela może nie zdobyć większości w Knesecie.
Yamina miała zdobyć 7 mandatów w parlamencie. Jak dotąd jej lider nie zadeklarował jak zachowają się jego parlamentarzyści w Knesecie przy próbach wyłonienia rządu.
- Zrobię to, co jest dobre dla państwa Izrael - powiedział Bennett po publikacji wyników badania exit poll.
Bennett miał powiedzieć Netanjahu, że przed podjęciem decyzji ws. politycznej przyszłości czeka na ogłoszenie oficjalnych wynikach wyborów.
Izraelska Centralna Komisja Wyborcza nie spodziewa się, by głosy zostały zliczone przed środowym popołudniem.
"Likud jest największą partią (w Knesecie)" podkreślił Netanjahu we wpisie na Twitterze dziękując wyborcom za "zwycięstwo w wyborach prawicy i Likudu".
"Jest jasne, że większość Izraelczyków ma poglądy prawicowe i chce silnego, stabilnego prawicowego rządu" - dodał.
Tymczasem lider opozycji, Yair Lapid i jego centrowa partia "Jest przyszłość" zdobyli 16-18 miejsc w Knesecie. Lapid stwierdził, że jest "dumny" z "nadzwyczajnego" wyniku jego partii.
Lapid poinformował, że rozpoczął rozmowy z "przywódcami bloku zmian".
Koalicja Biało-Niebiescy, która tworzyła w 2020 roku rząd jedności narodowej z Likudem (rozpadł się w grudniu), zdobyła prawdopodobnie 7 mandatów. Jej lider, Beni Ganc zapowiedział, że zrobi "wszystko co może, by zjednoczyć blok na rzecz zmian".
Frekwencja w wyborach wyniosła 67,2 proc.