155 tys. 923 zł 96 gr – tyle dokładnie wynosi łączny wymiar kar nałożonych w tej kadencji na Grzegorza Brauna z Konfederacji. To jeden z najbardziej kontrowersyjnych posłów, który zyskał rozgłos jako przeciwnik szczepionek, maseczek i innych sposobów walki z Covid-19. I to właśnie z powodu braku maseczki na sali obrad jest regularnie wykluczany z posiedzeń, co wiąże się z nakładaniem kar finansowych przez prezydium Sejmu. Jedna z najgłośniejszych sankcji, utrata na pół roku diety i połowy uposażenia, czyli łącznie 62,5 tys. zł, dotyczyła słów „będziesz pan wisiał”, wypowiedzianych we wrześniu do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.

Dotąd Braun nie płacił kar, stosując prosty unik. Po prostu nie odbierał dotyczących go uchwał prezydium. Jak informowaliśmy w październiku, z tego powodu w tamtym czasie wyegzekwowano niespełna połowę z siedmiu kar nałożonych na posła.

To już nieaktualne. Obecnie Kancelaria Sejmu ściąga z polityka cały gigantyczny dług. „Poseł Grzegorz Braun ma co miesiąc potrącaną połowę uposażenia poselskiego i całą dietę parlamentarną” – wyjaśnia Centrum Informacyjne Sejmu. Oznacza to, że zamiast 16,8 tys. zł brutto, zarabia co miesiąc w Sejmie 6,4 tys. zł. Dotąd udało się ściągnąć z pensji Brauna 26,9 tys zł.

Czytaj więcej

Dziambor na nagraniu z 2019 r. przekonuje do szczepień. "Słucham mądrzejszych"

Dlaczego egzekucja całego długu stała się możliwa? Powodem jest zmiana regulaminu Sejmu, wprowadzona w październiku, specjalnie z powodu Brauna. Umożliwiła ona prezydium Sejmu sprecyzowanie zasad doręczania posłom uchwał w sprawie kar. Podstawową zasadą stało się udostępnianie dokumentów posłom za pomocą tabletów z wykorzystaniem tzw. systemu doręczania informacji (SDI).

Jeszcze zanim przepisy weszły w życie, Braun odebrał wszystkie uchwały, częściowo osobiście, częściowo za pomocą poczty. „W tych przypadkach nie było konieczne stosowanie nowych przepisów doręczeniowych” – wyjaśnia Centrum Informacyjne Sejmu.

Chcieliśmy spytać posła, dlaczego unikał odbierania korespondencji, jednak nie udało nam się z nim skontaktować. Jego asystent Piotr Sterkowski przyznał, że rzeczywiście były zaległości z odbiorze korespondencji z powodu „zmian kadrowych w biurze posła”. Jednak przede wszystkim Braun od początku twierdził, że wewnętrzne sejmowe regulacje o noszeniu maseczek są nielegalne. I ma na to mocne dowody.

Czytaj więcej

Raport: Koronasceptycyzm i antysemityzm idą ze sobą w parze

Chodzi o ekspertyzy konstytucjonalistów prof. Sabiny Grabowskiej i prof. Marka Chmaja, z których jedną zlecił poseł Konfederacji Artur Dziambor jako wiceszef sejmowej Komisji Edukacji, a drugą zamówił sam Braun.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

„Zarządzenia marszałka Sejmu, ustanawiające obowiązek zasłaniania przy pomocy maseczki ust i nosa przez posłów w budynkach Sejmu, nie mają podstaw prawnych i nie mogą zostać uznane jako źródła obowiązku posłów” – napisała prof. Grabowska. Dodała, że „niezastosowanie się przez posła do ww. nakazu nie może rodzic skutku wykluczenia go z obrad, obniżenia uposażenia czy też zastosowania innego środka regulaminowego”. Do podobnych wniosków doszedł prof. Chmaj. „Próbę egzekwowania takich środków należy uznać za bezprawną ingerencję w sposób wykonywania przez posła mandatu” – napisał.

Na prezydium ekspertyzy nie robią wrażenia. Podczas ostatniego posiedzenia w połowie grudnia Braun ponownie został wykluczony. Piotr Sterkowski twierdzi, że mimo kar poseł maseczki nie założy. – Na pewno – przekonuje.