Po serii publikacji prasowych, opisujących kontrowersyjne działania spółek, których był współwłaścicielem, wiceminister sportu Łukasz Mejza poszedł na bezpłatny urlop. Do czasu wyjaśnienia stawianych mu zarzutów ma też ograniczyć swoją działalność poselską. Tymczasem, jak wynika z kontroli posłów Lewicy w resorcie sportu, od dnia powołania go na stanowisko wiceministra Mejza ani razu nie pojawił się w pracy. Nie ma też śladu po jego jakiejkolwiek działalności – twierdzą posłowie.
Jeden z nich, poseł Maciej Kopiec pobyt w Ministerstwie Sportu i Turystyki nazywa „najkrótszą kontrolą poselską, jaką kiedykolwiek przeprowadził”. – Nie było dosłownie nic, nawet jednego dokumentu z podpisem wiceministra Mejzy. Kompletne zero aktywności – mówi „Rz” poseł Kopiec.
Czytaj więcej
Prawie 70 proc. ankietowanych przez Kantar uważa, że Łukasz Mejza, wiceminister sportu z Partii Republikańskiej, powinien stracić stanowisko. Przec...
Łukasz Mejza nie przychodzi do pracy do siedziby ministerstwa
Jedyny dokument, w którym pojawia się nazwisko Mejzy, to regulamin pracy, z którego wynika, że odpowiada za urządzenia elektroniczne w departamencie nowych technologii, który mu podlega. Mejza nie ma w resorcie sekretariatu, asystenta. Kontrolujący posłowie też go nie spotkali. – Po długim oczekiwaniu otrzymaliśmy okrężną drogą informację, że „jest na spotkaniu” – wyjaśnia poseł Lewicy.
Minister decyduje sam
Zdaniem posłów wiceminister Mejza nie przychodzi do pracy do siedziby ministerstwa, co nieoficjalnie potwierdziliśmy w resorcie. – Było to bardzo źle przyjmowane – mówi nam osoba związana z ministerstwem.
Co na to resort? – Sekretarze stanu łączą pracę w ministerstwie m.in. z mandatem poselskim, więc ich aktywność wykracza poza pracę w resorcie, poza tym pracują i zdalnie, i na miejscu. Każdy z ministrów ustala to indywidualnie. Nie odpowiadam za prowadzenie kalendarza ministrów – tłumaczy nam Paweł Wochowski, dyrektor odpowiedzialny za biuro komunikacji w ministerstwie.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Zgodnie z zarządzeniem z 19 listopada 2021 r. o podziale obowiązków wiceminister Mejza „wyznacza zadania i nadzoruje ich realizację w sprawach objętych zakresem działania Departamentu Nowych Technologii w Sporcie i Informatyki”. Poza tym, że jest pełnomocnikiem premiera do spraw nowych technologii w sporcie, jest również jednym z 18 członków Komitetu Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji. Komitet kontroluje zakres i postępy prac w kluczowych projektach informatycznych dla państwa, m.in. eKRS, Krajowego Rejestru Karnego czy Systemu Dozoru Elektronicznego SDE 3.
Omijanie przepisów
Łukasz Mejza (formalnie poseł niezrzeszony, tak naprawdę został „kupiony” przez PiS) jest jednym z trzech nadprogramowych sekretarzy stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Resort omija ustawę o Radzie Ministrów, która (art. 37) mówi wprost, że minister może mieć kilku podsekretarzy stanu, ale tylko jednego sekretarza stanu, który zastępuje ministra. W resorcie sportu ministra Kamila Bortniczuka nie ma ani jednego podsekretarza stanu, jest za to aż czterech sekretarzy stanu, z czego trzem utworzono dodatkową funkcję pełnomocnika, dzięki któremu omija się ustawę (oni sami zachowują dodatkowo dietę poselską). Poza Mejzą są to posłowie: Jacek Osuch, sekretarz stanu i jednocześnie pełnomocnik rządu ds. infrastruktury sportowej; Andrzej Gut-Mostowy, sekretarz stanu i pełnomocnik prezesa Rady Ministrów ds. promocji polskiej marki. Jedynie wiceminister Anna Krupka (również posłanka) nie jest pełnomocnikiem – odpowiada za departament kontroli. Mejza, wchodząc do resortu, nie ukrywał, o co w tych zabiegach chodzi, tłumacząc: „Jeżeli oddam mandat na Sejm RP, to w moje miejsce wejdzie poseł opozycyjny”.
Poseł Maciej Kopeć szacuje, że pensja Mejzy jako wiceministra to co najmniej 15 tys. zł. Do tego dochodzi dieta poselska.
Czytaj więcej
Kontrowersje wokół wiceministra sportu i reakcja PiS pokazują, jak zmieniła się sytuacja partii rządzącej w ostatnich latach.
Do końca roku Łukasz Mejza ma przebywać na bezpłatnym urlopie z resortu i Sejmu. Tyle tylko, że Mejza nie pracuje na umowie o pracę, ale na podstawie aktu powołania, który nie przewiduje czegoś takiego jak urlop bezpłatny. Dlatego może zostać w każdej chwili odwołany bez terminów wypowiedzenia i odprawy.
– W gruncie rzeczy już jest odwołany, tylko sam się odwołał – twierdzi tymczasem wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.
Minister Kamil Bortniczuk nie odpowiedział na prośbę o kontakt z „Rzeczpospolitą”. Telefonu od nas nie odbierał także Łukasz Mejza.