We wtorek Radio Zet podało, iż dotarło do pochodzącej z kręgów rządowych listy blisko 100 osób poleconych do pracy w spółkach Skarbu Państwa i ministerstwach przez premiera Mateusza Morawieckiego. Lista miała zostać sporządzona w jednym z resortów.
Według informatora radia, Morawiecki, który w przeszłości pracował w banku, nie miał zaplecza politycznego i mógł je budować jedynie w gospodarce, co robił, obsadzając swoimi ludźmi zarządy i rady nadzorcze spółek z udziałem Skarbu Państwa.
Stacja podała, iż Centrum Informacyjne Rządu uznało doniesienia za niezgodne z prawdą.
Suski: To są fachowcy i to nie jest nic nadzwyczajnego
O sprawę w Radiu Zet pytany był w środę poseł PiS Marek Suski. Polityk powiedział, że nie zna listy, ale gdyby została opublikowana, to by ją przeczytał.
- Tam nie ma nazwisk, tam są tylko spółki - zaznaczył.
- Pewne nazwiska znam, wszystkich nie znam pewnie - oświadczył.
Czytaj więcej
- Pewne elementy pojawiły się takie, jak przed II wojną światową. Też mówiono, że mamy oddać eksterytorialny korytarz, a teraz żądają od nas, że ma...
Przyznał, że zna kilka osób poleconych do pracy w spółkach Skarbu Państwa przez Mateusza Morawieckiego. - To są fachowcy - ocenił. Powiedział, że nie poda nazwisk. - To są fachowcy i to nie jest nic nadzwyczajnego. To nie są ludzie związani jakimś członkostwem w partii, to fachowcy. Premier przyszedł do Prawa i Sprawiedliwości z grupą ludzi fachowych, z którymi współpracował, z niektórymi od lat, z niektórymi w banku - mówił poseł PiS.
"A coś nagannego w tym?"
Marek Suski ocenił, że "z kadrami Polska w ogóle ma trochę kłopotów". - Bardzo wielu zdolnych ludzi wyjechało za granicę - dodał.
Polityk Prawa i Sprawiedliwości był pytany, czy nie widzi nic nagannego w tym, że premier polecał ludzi do pracy w spółkach i czy rozstrzygnięcia kadrowe nie powinny zapadać w drodze konkursów.
- A coś nagannego w tym? Konkursy są, ale to są po prostu dobrzy fachowcy. Nie wszystkie funkcje są objęte konkursami, niektóre są nominacjami, jak (Rządowa) Agencja Rezerw Strategicznych i tutaj premier ma pewną możliwość - odparł Marek Suski.
Czytaj więcej
Blisko 40 osób – polityków i ekspertów – doradza premierowi. Społecznie.
- Nigdzie na świecie tak nie ma, że jest premier, to sprawuje władzę, a ludzie w różnych miejscach są ludźmi zupełnie mu nieznanymi, nie wie o nich nic - przekonywał.
Suski nie wie, jak idzie walka z nepotyzmem
Na początku lipca na kongresie PiS przyjęto uchwałę, według której współmałżonkowie, dzieci, rodzeństwo oraz rodzice posłów i senatorów PiS nie mogą zasiadać w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa ani być przez te spółki zatrudniani. W uchwale zastrzeżono, że zakaz "nie obejmuje osób, które zostały zatrudnione/pracują w strukturach spółek Skarbu Państwa ze względu na swoje kompetencje, doświadczenie zawodowe, w przypadku których doszło jednocześnie do nadzwyczajnej sytuacji życiowej".
Marek Suski był w Radiu Zet pytany, jak idzie zapowiadana przez PiS walka z nepotyzmem.
Czytaj więcej
"Niemożliwe jest ustalenie liczby osób, których rezygnacja mogła mieć związek" z uchwałą PiS dotyczącą zakazu zasiadania w radach nadzorczych spółe...
- Walka z nepotyzmem? Nie wiem... ja w swojej rodzinie nie mam osób na kierowniczych stanowiskach w spółkach Skarbu Państwa, więc specjalnie się tym nie interesuję - oświadczył poseł.
"Wśród członków rodzin polityków PiS są bardzo uzdolnieni ludzie"
Pytany, ile osób z rodzin polityków PiS straciło pracę w spółkach Skarbu Państwa, Suski odparł, że "kilka przykładów" zna, ale nie wszystkie.
Poseł nie chciał podać nazwisk. - Nie chcę nikogo stygmatyzować - stwierdził. Mówił, że o sprawę trzeba pytać wicepremiera Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, lub Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
Suski ocenił, że jeśli chodzi o walkę obozu rządzącego z nepotyzmem "pewnie trochę jest" się czym pochwalić. - Natomiast to też jest tak, że wśród członków rodzin (polityków - red.) Prawa i Sprawiedliwości są bardzo uzdolnieni, wykwalifikowani, wykształceni ludzie, którzy mają doświadczenie. Trudno byłoby przyjąć taką strategię, że każdy, niezależnie od tego czy ma kwalifikacje i jest dobrym fachowcem, musi odejść tylko dlatego, że ma kogoś z PiS-u w rodzinie. To byłoby przesadą - powiedział poseł.