Premier Australii Malcolm Turnbull poinformował, że rząd wyda 1,4 mld dolarów na pierwszy z sześciu zdalnie sterowanych samolotów, które zamierza pozyskać. Jednak pierwszy z samolotów bezzałogowych Triton zdolność operacyjną ma osiągnąć dopiero za pięć lat.

Jak pisze abc.net.au celem działań nowych samolotów zwiadowczych ma być przede wszystkim rejon Morza Południowochińskiego.

W zasięgu pozyskanych przez Australię Tritonów znajdą się wody zarówno Oceanu Spokojnego, jak i Oceanu Indyjskiego, na których Tritony będą mogły wykrywać obce okręty wojenne, rybaków dokonujących nielegalnych połowów i łodzie przemytników ludzi.

W zasięgu Tritonów ma znaleźć się również Antarktyda.

- To bardzo ważne dla nas, aby wiedzieć kto działa w naszym regionie i być w stanie odpowiedzieć, jeśli to konieczne, na wszelkie zagrożenia - powiedział minister przemysłu obronnego Christopher Pyne.

Pyne dodał, że Tritony mają podtrzymać zdolność Australii do monitorowania sytuacji w Azji południowo-wschodniej i Morza Południowochińskiego. Rejon Morza Południowochińskiego jest rejonem sporu terytorialnego między kilkoma państwami Azji południowo-wschodniej - w tym Chinami. Chiny są oskarżane o militaryzację tego regionu, która - według USA - zagraża swobodzie żeglugi.

- Australia obstaje przy swoim prawie do swobodnej żeglugi po wodach międzynarodowych na Morzu Południowochińskim - podkreślił Pyne.

Informacje pozyskiwane przez Australię dzięki nowym samolotom mają być przekazywane sojusznikom Canberry - USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Nowej Zelandii.

Jednak opozycyjny senator Peter Whish-Wilson zwraca uwagę, że koszty zakupu Tritonów nagle wzrosły o niemal 100 proc.

- Zaledwie dwa lata temu, w Białej Księdze rząd przekonywał, że pozyska siedem samolotów za 3 do 4 mld dolarów - przypomniał na forum parlamentu Whish-Wilson. - Dwa lata później pozyskują sześć Tritonów za nie mniej niż 7 mld dolarów - dodał.