Z Komitetu Politycznego PiS odeszli dwaj ostatni konserwatyści związani z Kazimierzem M. Ujazdowskim: minister transportu Jerzy Polaczek i poseł Piotr Krzywicki. Nie występują z partii ani klubu, ale przyłączają się do krytyki sposobu zarządzania ugrupowaniem, którą wygłosili Ujazdowski, Paweł Zalewski i Ludwik Dorn. – Solidaryzuję się z nimi i podzielam tezę o złej sytuacji w partii, o braku wewnętrznej dyskusji – mówi Krzywicki.

W Komitecie Politycznym PiS pozostali już tylko działacze wywodzący się z Porozumienia Centrum, dawnej partii Kaczyńskiego. Więcej odejść z władz partii więc nie będzie. A prezes PiS lekceważy sytuację. – Może dojść do drobnego pęknięcia, ale nie do większego rozłamu w partii – oświadczył wczoraj Kaczyński. Jednak w PiS coraz głośniej mówi się o rozliczeniach za przegrane wybory. To dyskusja, jakiej premier chciał uniknąć, biorąc winę na siebie i ogłaszając, że powodem klęski jest jego nieudana debata z Donaldem Tuskiem. Ale trzej wiceprezesi, rezygnując ze swych funkcji, napisali w liście do Kaczyńskiego wprost: przyczyną kryzysu i błędów w kampanii były „władcze decyzje” zapadające poza kierownictwem partii. Postulowali ograniczenie uczestnictwa gości w posiedzeniach Komitetu Politycznego. Chodzi o znanych PiS-owskich spin-doktorów: europosła Adama Bielana i prezydenckiego ministra Michała Kamińskiego.

– Im bliżej opuszczenia rządowych posad, tym większa w partii narasta świadomość, że oni wybory przegrali. Czuję, że Kamiński się obroni, bo ma ciepły kąt u prezydenta, ale Bielan może mieć kłopoty – mówi jeden z czołowych polityków PiS. Rzeczywiście, media spekulowały, że Bielan może stracić funkcję rzecznika partii.

– Trzeba dokładnie zanalizować, co działo się w PiS przez ostatnie sześć lat. Nie chodzi o to, by szukać winnych, ale ja na przykład nie wiem, jaka była rola spin-doktorów w kampanii – mówi Krzywicki. I wylicza: – Może ich rola była mała, ale trzeba wyjaśnić, kto podejmował decyzje. Kto odpowiadał za ostateczny kształt list wyborczych, bo już po decyzji Komitetu Politycznego pojawiały się na listach zmiany, przesunięto niektórych kandydatów w dół.

Zalewski i Ujazdowski nie wykluczają, że podczas grudniowego kongresu PiS zagłosują przeciwko wotum zaufania dla Kaczyńskiego, jeśli styl zarządzania partią się nie zmieni.

Sam Bielan ubolewał wczoraj w mediach, że doszło do publicznego prania brudów, gdy wyborcy oczekują od PiS „zwarcia szeregów”. – Nie uchylam się od odpowiedzialności za wynik wyborczy. Ale będziemy kampanię oceniać we własnym gronie. A ja jestem zawsze do dyspozycji prezesa – zaznaczył.

Ale Kaczyński twardo broni twórców kampanii PiS. Więcej, sugeruje, że dobrze wie, który z trójki zbuntowanych wiceprezesów upublicznił list do niego i jest odpowiedzialny za zamieszanie w mediach. Uznał to za „nielojalność daleko idącą”, ale nie podał polityków do sądu partyjnego. Daje im więcej czasu do namysłu.

– Szczególnie temu najwyższemu – wskazywał na swego wieloletniego przyjaciela Ludwika Dorna, którego „wyraźnie odróżnia” od reszty buntowników.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorek: b.waszkielewicz@rp.pl,

a.sopinska@rp.pl