Donald Tusk jeszcze we wtorek zapowiedział, że w długi weekend spotka się z częścią swoich ministrów, by porozmawiać o ich przyszłorocznych planach. W rozmowach tych, oprócz szefa rządu, mają również wziąć udział wicepremierzy: Grzegorz Schetyna i Waldemar Pawlak, oraz szef resortu finansów Jan Vincent-Rostowski. Konsultacje zaczynają się w piątek. Mają się też odbywać w sobotę i niedzielę.

– Jeśli któryś z ministrów nie będzie współpracował na rzecz ograniczenia wydatków, narazi się na żółtą kartkę – zapowiedział premier.

Natychmiast pojawiły się komentarze, że dla części ministrów może to być ostrzeżenie przed zapowiadaną przez premiera na sierpień rekonstrukcją rządu. Tym bardziej że nie wszyscy ministrowie zostali wezwani na spotkania podczas długiego weekendu. Na liście znaleźli się: szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, minister obrony Bogdan Klich, minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska oraz szef dyplomacji Radosław Sikorski. Co najmniej o dwojgu z nich (Bieńkowskiej i Klichu) od dawna się mówi, że latem mogą stracić posady.

– Każdy z nas jest oceniany przez szefa. To on zdecyduje, jaka będzie nasza polityczna przyszłość – mówi Radosław Sikorski. Według nieoficjalnych informacji on akurat może się czuć bezpiecznie, bo jego praca oceniana jest pozytywnie.

To normalne robocze rozmowy. Nie mają nic wspólnego z oceną ministrów - Agnieszka Liszka, rzecznik rządu

– Przyjąłem zasadę niekomentowania plotek – mówi z kolei Klich.Jako potencjalni kandydaci do wymiany w pierwszej kolejności są też wyliczani: minister szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka, edukacji – Katarzyna Hall, infrastruktury – Cezary Grabarczyk, i środowiska – Maciej Nowicki. Ta czwórka nie została jednak teraz wezwana do premiera.

– To normalne robocze rozmowy, na których mają być omawiane przyszłoroczne plany budżetowe ministrów. Reszta to czyste spekulacje – zapewnia rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka.

Podobnie mówi sam premier. – Mamy zamiar zredukować wydatki, które nie są niezbędne – wyjaśnia Donald Tusk.

Jego zdaniem dla wielu ministrów może to oznaczać dużo bardziej dramatyczne decyzje niż żółte kartki, które miałby pokazać. Dlaczego zatem na konsultacje nie zostali wezwani wszyscy członkowie rządu? Agnieszka Liszka tłumaczy, że w weekend rozmowy będą prowadzone z tymi ministrami, którzy akurat są w Warszawie. Pozostali mają być wzywani w późniejszych terminach.

– Spotkania te naprawdę nie mają żadnego związku z jakąkolwiek oceną pracy ministrów – zapewnia Liszka.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora k.manys@rp.pl