21 procent wyborców głosowałoby na premiera Donalda Tuska w wyborach prezydenckich, gdyby odbyły się one na początku października – wynika z sondażu GfK Polonia dla „Rzeczpospolitej”.
Lech Kaczyński ma o połowę mniejsze poparcie – zaledwie 11 procent ankietowanych widzi go w fotelu prezydenta na drugą kadencję. Ale za to oficjalnie już wiadomo, że będzie walczył o reelekcję. Potwierdził to w piątek w TVN 24 Piotr Kownacki, szef Kancelarii Prezydenta.
– Rozmawiałem z prezydentem o strategii na drugą część kadencji i z kontekstu wynikało jasno, że stanie do powtórnej walki o prezydenturę – powiedział „Rz” Kownacki. – Zresztą dla mnie to było oczywiste, ale być może powiedziałem za dużo i będę się musiał tłumaczyć przed prezydentem.Swojego startu prezydent nie wykluczył w sierpniu w wywiadzie dla „Dziennika”.
Czy piątkowe oświadczenie ministra oznacza, że Lech Kaczyński właśnie rozpoczął kampanię prezydencką?
– Przeciwnie, rozmawialiśmy że do wyborów jest jeszcze dużo czasu i teraz trzeba nieco zwolnić tempo, żeby zachować siły na kampanię – zdradza Kownacki.
Dlaczego akurat teraz prezydent za pośrednictwem ministra ogłosił swoje plany?
Zdaniem politologa Kazimierza Kika z Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Kielcach moment ogłoszenia walki o reelekcję został starannie wybrany. – To zwieńczenie pewnej sekwencji wydarzeń – uważa Kik. –Najpierw prezydent ruszył na objazd Polski, później zapowiedział zwołanie Rady Gabinetowej w sprawie kryzysu gospodarczego, ogłosił, że chce referendum na temat prywatyzacji szpitali, wreszcie, w swoim mniemaniu wygrał starcie o Brukselę. W tej sytuacji ogłoszenie walki o prezydenturę, jest symbolicznym zatknięciem flagi na zdobytym terytorium. Jednak w opinii politologa prezydent popełnił falstart. – Wydaje mu się, że przejął inicjatywę polityczną, bo udało mu się przystopować Donalda Tuska na polu polityki zagranicznej – mówi Kik.
Politolog podkreśla, że do wyborów są jeszcze dwa lata. W tym czasie obóz prezydenta będzie brutalnie atakował premiera i odwrotnie. – W ten sposób obaj mogą się wykrwawić i na scenę wkroczy ktoś trzeci, kto łatwo zdobędzie sympatię wyborców tylko dlatego, że nie uczestniczył w tej walce – konkluduje Kik.
[wyimek]Przez dwa lata będzie trwała brutalna walka między obozem prezydenta i premiera[/wyimek]
Według Jarosława Flisa, politologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezydent obwieszczając swoje plany, wysłał sygnał do własnego obozu, który ostatnio jest w bardzo złym nastroju. – Lech Kaczyński uwierzył w siebie i chce ten optymizm wlać w szeregi PiS – mówi.
Politolodzy nie mają wątpliwości, że druga połowa prezydentury będzie okresem brutalnej walki z politycznym przeciwnikiem. – Najbliższe dwa lata będą prawdopodobnie wyglądały tak jak ostatni tydzień, kiedy dwa obozy – prezydenta i premiera – toczyły twardą wojnę o wyjazd do Brukseli, chwytając się wszystkich metod – ocenia Flis.
Minister Kownacki zdaje sobie z tego sprawę. Na pytanie, czy nie obawia się starć z obozem Donalda Tuska, odpiera: niech się boją moi konkurenci.
[ramka]Sondaż ankietowy GfK Polonia z 2 – 6 października, a więc sprzed deklaracji ministra Kownackiego o starcie Lecha Kaczyńskiego. Badanie na próbie 972 dorosłych Polaków.[/ramka]