Rada Krajowa PO zebrała się w piątek, by uchwalić zasady wyłaniania kandydatów na listy do europarlamentu. Ale posiedzenie zdominował inny temat.
Jako pierwszy głos zabrał szef rządu i niemal całe wystąpienie poświęcił kryzysowi gospodarczemu. Donald Tusk przyrównał stojące przed nim wyzwania do pokonania w ostatnich wyborach PiS, Samoobrony i LPR.
– Kryzys gospodarczy to przeciwnik bez porównania bardziej perfidny – mówił emocjonalnie.
Za najważniejsze zadanie rządu uznał ochronę miejsc pracy. Przypomniał, że wszystkie dotychczasowe cięcia budżetowe i program antykryzysowy skoncentrowane są na tym, by chronić ludzi i ich wynagrodzenia, a nie – jak zaznaczył – „ratować instytucje, kapitały i fortuny”.
Premier podtrzymał też datę wejścia Polski do strefy euro na 2012 r. Ale szef Klubu PO Zbigniew Chlebowski nie wykluczył dwuletniego opóźnienia.
Szef rządu mówił, że z odwagą odrzuca propozycje opozycji, by zwiększyć dług budżetowy. Jego zdaniem realizacja pomysłów prezesa PiS, z którym spotkał się w środę, oznacza „zadłużenie każdej rodziny na 2 tys. zł i to tylko w 2009 roku”.
Jednocześnie przyznał, że gdy obejmował władzę, sądził, iż przez najbliższe lata będzie zarządzał „wielkim sukcesem”. – Ale świat zaczął budzić się ze świadomością, iż sytuacja na światowych rynkach jest trudniejsza, niż wynikałoby z najbardziej pesymistycznych prognoz – mówił. – Powodem do dumy jest to, że naród ufa rządzącym mimo niełatwej sytuacji.
Tusk bronił także ministra sprawiedliwości oskarżanego przez media o niepłacenie długów. Przekonywał, że nie ma żadnych wątpliwości co do przyzwoitości i uczciwości osobistej Andrzeja Czumy, który musi mieć szansę wykazania się wysokimi kwalifikacjami moralnymi i merytorycznymi.
Radio Zet podało wczoraj, że Andrzej Czuma spóźnił się o kilka dni z rozliczeniem wydatków swego biura poselskiego.
Na temat kryzysu głos zabrał też w piątek prezydent Lech Kaczyński. Po spotkaniu z ekonomistami uznał, że potrzebujemy narodowego planu ograniczania skutków kryzysu i wspólnej z nim walki.