Ten 57- letni profesor politologii, który kilka dni temu został doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego, ma zwyczaj głosić niepopularne poglądy. Kwestionował zasadność udziału Polski w wojnach w Iraku i Afganistanie, krytycznie oceniał pomysł rozmieszczenia w naszym kraju elementów tarczy antyrakietowej.

– Ktoś taki idealnie nadaje się na doradcę, bo ta funkcja wymaga osoby krytycznej, a nie klakiera – mówi europoseł SLD Janusz Zemke, były wiceszef obrony narodowej.

[srodtytul]Oficerowie jak baby[/srodtytul]

– Błyskotliwy, przenikliwy, dowcipny. Bardzo cenię go jako człowieka i profesora – mówi o prof. Kuźniarze gen. Bogusław Pacek, asystent szefa Sztabu Generalnego.

Kuźniar do niedawna był doradcą ministra obrony narodowej Bogusława Klicha. W sierpniu w „Gazecie Wyborczej” opublikował artykuł „Czas armii profesjonalnej”, w którym opisywał zalety zainicjowanego przez Klicha programu profesjonalizacji wojska. Tekst wywołał konsternację wśród wojskowych. 

– To był bardzo jednostronny artykuł. Profesjonalizacja to nie tylko plusy, ale i wiele problemów – irytuje się jeden z wysokich oficerów Wojsk Lądowych. 

W tym samym artykule ostro skrytykował też generałów, którzy wypowiadali się w mediach o reformach Klicha. „(...) niczym chłopi w karczmie lub stare baby przy straganie plotą trzy po trzy albo wylewają swe przeszłe żale w łakomych sensacji mediach. Widzieliśmy to wielokrotnie przy okazji zmian w GROM czy śmierci polskich żołnierzy w Afganistanie”. 

– Wysoko cenię wiedzę prof. Kuźniara, ale uważam, że obroną Klicha skompromitował się nie tylko w środowisku wojskowym, ale też naukowym – mówi gen. Sławomir Petelicki, były dowódca jednostki specjalnej GROM.

Zemke uważa jednak, że Kuźniar miał sporo racji. – Coś niedobrego stało się z aktywnością generałów w stanie spoczynku gdy tylko przestają pełnić funkcję, natychmiast ich oświeca w różnych sprawach i biegają do mediów, by się podzielić tym oświeceniem – ironizuje.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

[srodtytul]Nagana od ministra[/srodtytul]

Roman Kuźniar młodość spędził w Krośnie. W domu panowały antysowieckie nastroje. Jego ojciec w czasie wojny walczył w AK. Po wojnie posłuchał wezwania władz i się ujawnił. Został skazany na dziesięć lat więzienia, z czego odsiedział połowę. 

Młody Roman skończył Technikum Naftowe, ale jego prawdziwą pasją była polityka międzynarodowa. W 1977 r. skończył studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, uważanym za kuźnię komunistycznych kadr.

– Mój wybór nie był specjalnie akceptowany w domu, ale UW był jedynym miejscem, gdzie mogłem studiować stosunki międzynarodowe – opowiada Kuźniar. – Na szczęście nie zamierzałem robić kariery politycznej, bo ojciec chybaby mnie zabił. 

Sytuacja się zmieniła w 1989 r. MSZ kierowane przez Krzysztofa Skubiszewskiego szukało nowych kadr, a Kuźniar był wówczas doktorem w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UW. Trafił do dyplomacji.

– Był bliskim współpracownikiem Skubiszewskiego, współautorem jego przemówień – opowiada Iwona Wyciechowska, wykładowca z ISM. Ale współpraca nie zawsze się układała. – Na początku podpadłem ministrowi, bo bez jego akceptacji opublikowałem tekst o tym, że nasza polityka zagraniczna jest niedostatecznie śmiała – opowiada Kuźniar. – Dostałem naganę na piśmie.

[srodtytul]Skandal w Genewie[/srodtytul]

Gdy do władzy doszła koalicja SLD – PSL, Kuźniar, wtedy dyrektor Departamentu Planowania i Analiz MSZ, odszedł z resortu. – Dla ówczesnej władzy byłem nazbyt proamerykański – opowiada. 

Dostał stanowisko ministra pełnomocnego w stałym przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie. Na początku kadencji wygłosił w Komisji Praw Człowieka ONZ krytykę interwencji Rosji w Czeczenii. – Omal nie wyleciałem z placówki, bo nasz ambasador nie zapoznał się wcześniej z tym tekstem, a później musiał stawić czoła Rosjanom, którzy zaprotestowali – opowiada Kuźniar. 

Ale sprawa rozeszła się po kościach i Kuźniar wrócił do kraju dopiero po zakończeniu kadencji, w 1998 r. W Polsce rządziła koalicja AWS – UW. Ówczesny szef dyplomacji Bronisław Geremek zatrudnił go w MSZ jako szefa Departamentu Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej.  Gdy w 2001 r. do władzy znów doszła koalicja SLD – PSL, Kuźniar rozstał się z resortem. Tym razem okazał się dla lewicy za mało proamerykański, bo skrytykował zaangażowanie Polski w wojnę w Iraku. – Zawsze pozostawałem pod dużym wpływem nauk Jana Pawła II i ta wojna była dla mnie nie do przyjęcia – mówi.

[srodtytul]Dwa razy PISM[/srodtytul]

W 2005 r. Kuźniar wygrał konkurs na stanowisko szefa rządowego Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – Zależało mu, już raz się o nie ubiegał bez powodzenia – opowiada Wyciechowska.

Kuźniar stanął do konkursu na szefa PISM w 1990 r. i – jak twierdzi – wygrał go. – Minister Skubiszewski wolał jednak kogoś starszego i o większym dorobku, dlatego nominację dostał prof. Antoni Kamiński, w konkursie drugi – mówi Kuźniar. 15 lat później dopiął swego i pod koniec rządu Marka Belki objął kierownictwo PISM. Jesienią 2005 r. wybory parlamentarne i prezydenckie wygrało PiS. – Współpraca z nową władzą od początku nie układała się najlepiej, różniliśmy się w zbyt wielu sprawach – opowiada.

W 2007 r. Kuźniar sporządził poufny raport na temat tarczy antyrakietowej, który dostało kilka najważniejszych osób w państwie. Stwierdził w nim m. in., że tarcza wzmocni bezpieczeństwo USA, a nie Polski. Dziesięć dni później udzielił wywiadu „Życiu Warszawy” w tym samym duchu. Tego samego dnia stracił stanowisko w PISM. 

– Wiedziałem, że po mojej ekspertyzie zostanę odwołany, dlatego decyzję premiera Jarosława Kaczyńskiego przyjąłem z ulgą – opowiada.

– Broniłem Kuźniara, gdy go wyrzucano z PISM, ale dziś uważam, że jego fundamentalistyczny antyamerykanizm i koncepcja wyeliminowania Polski z zachodniego systemu wzajemnego bezpieczeństwa były znacznie groźniejsze, gdy doradzał ministrowi obrony narodowej niż teraz, gdy doradza prezydentowi – mówi amerykanista prof. Zbigniew Lewicki z UW.

[srodtytul]Ciekawy człowiek[/srodtytul]

– Studenci nie mogą liczyć na jego pobłażliwość. Ale ci, którzy chcą się czegoś nauczyć, są jego entuzjastami – mówi Iwona Wyciechowska.

Kuźniar od lat przyjaźni się z Wandą Półtawską, bliską znajomą Jana Pawła II. – Ona ma domek nad górnym Wisłokiem – opowiada profesor. – Czasami dzwoni i pyta: „człowieku, gdzie jesteś, bo jadę nad Wisłok”. Wtedy, jeśli tylko mam czas, kupuję butelkę czerwonego wina, wędzony ser i choć na kilka godzin jadę.

[wyimek]Zdaniem Kuźniara tarcza wzmocni bezpieczeństwo USA, a nie Polski[/wyimek]

– Roman w technikum tańczył w folklorystycznym zespole pieśni i tańca, chodzi po górach, uprawia maratony, biegi narciarskie i skialpinizm  – twierdzi prof. Tadeusz Klementowicz, który z Kuźniarem brał udział w wielu biegach narciarskich na długie dystanse. – Wpada w ekstazę, gdy warunki są naprawdę trudne. Gdyby biegun północy nie został zdobyty, byłby idealnym kandydatem, by trzy miesiące maszerować w mrozie i śniegu i zatykać te chorągiewki.

Żona nie podziela tych pasji. – Czasami się zżyma, że ciągle nie ma mnie w domu, ale dochodzi do wniosku, że mogłaby mieć męża, który spędza czas w kapciach przed telewizorem. A tak przynajmniej żyje z ciekawym człowiekiem.